|
+ Światowe Centrum Żywienia Optymalnego |
|
Ostatnia modyfikacja strony: 18 grudnia 2004
Przedstawiamy tutaj cykl artykułów, które ukazują się w Tygodniku Poznańskim. (Optymalnych informujemy, że mogą z nich nieodpłatnie korzystać i umieszczać np. w swoich lokalnych mediach na całym świecie, bez pytania nas o zgodę.) UWAGA ! Od 15.01.2004 zmieniamy organizację archiwum artykułów z BTP. Odtąd będą udostępniane w oddzielnych plikach w formacie RTF. Nie będzie dodatkowej wersji "do druku" dla formatu RTF.
Prądy selektywne - najczęściej zadawane pytania1. Czy zawsze, przed pierwszą serią prądów selektywnych należy skonsultować się z lekarzem optymalnym? Tak, z dwóch przyczyn. Po pierwsze, istnieją pewne przeciwwskazania dla podawania prądów (np. choroba nowotworowa, epilepsja, ciąża). Po drugie, tylko lekarz, na podstawie własnej obserwacji i diagnozy, może określić długość i ilość zabiegów oraz zalecić niestandardowe przyłożenie elektrod. 2. Czy prądy selektywne można stosować u dzieci? Tak. Najmłodszy mój pacjent miał 9 lat (Hubert byłeś bardzo dzielny!). Dziecko ma mikrodefekt mózgu, po serii 10, 30 minutowych zabiegów dało się zauważyć mniejsze problemy z nauką i lepszą koncentrację. U wielu dzieci, podawałam, z dużymi efektami, prądy selektywne przy astmie oskrzelowej. Wiem, że w ośrodkach stacjonarnych lekarze ordynują takie zabiegi, m.in. chorym na chorobie Leśniewskiego – Crohna, zaparcia anatomiczne, zwyrodnienia kończyn i kręgosłupa oraz autyzm. 3. Jak często należy powtarzać serię zabiegów? Uzależnione będzie to od rodzaju schorzenia oraz uzyskanych i oczekiwanych efektów. Okres tzw. „bezpieczny” to 3 miesiące, ale jego długość uzależniona jest od choroby i tak przy: - stwardnieniu rozsianym (SM) – średnio 2 razy w roku; - nietrzymaniu moczu – jak tylko zwieracz przestanie spełniać swoją funkcję (nawet po 2 – 3 dniach); - astmie oskrzelowej – przy pojawieniu się kolejnego ataku. Jeśli choroba, którą „zwalczamy” prądami selektywnymi jest w bardzo zaawansowanym stadium (np. jaskra, miażdżyca, choroba wieńcowa, choroba Buergera) serie zabiegów powtarza się po tygodniu lub miesiącu – jednakże należy to przeprowadzać pod kontrolą lekarza optymalnego. 4. Czy zawsze następuje poprawa? Niestety, nie zawsze, ale przeważnie. Przykro mi, ani Żywienie Optymalne, ani prądy selektywne nie są dotknięciem „czarodziejską różdżką”. Jeśli ktoś pracował, na swoje schorzenia przez wiele lat, nie może oczekiwać wyleczenia z dnia na dzień. Poprawa samopoczucia następuje systematycznie i choćby z tego względu należy walczyć i konsekwentnie przestrzegać zaleceń lekarzy i dietetyków optymalnych. A cierpliwość w oczekiwaniu na efekty, w końcu zostanie wynagrodzona. 5. Po jakim czasie odczuwamy pierwsze efekty leczenia? Ciężko to jednoznacznie sprecyzować. Każdy organizm jest inny i dlatego różnorako reaguje na dany bodziec, jakim jest np. prąd. Bardzo uogólniając mogę powiedzieć, że pacjenci dzielą się na dwie grupy. Jedni, odczuwają poprawę już po około 7 zabiegu. Drudzy, tydzień po zakończonej serii lub wcale jej nie odczuwają. Szybkość pierwszych efektów uzależniona jest od wielu czynników, takich jak wiek danej osoby, rodzaj schorzenia i stopień jego zaawansowania, ogólny stan zdrowia, a czasem, nawet od pogody. 6. Czy z zabiegów, mogą korzystać osoby nie żywiące się optymalnie? Tak. Jednak, u tych osób wystąpi, jedynie okresowa poprawa z mniejszymi efektami. A kolejne serie zabiegów trzeba powtarzać znacznie częściej. Prądy selektywne łagodzą objawy choroby, a aby wyleczyć się całkowicie, należy zwalczyć jej przyczynę. 7. Czy zabiegi prądami selektywnymi są bolesne? Nie, zabieg ma być przyjemny. Istnieje możliwość regulacji prądu podczas jego przepływu przez pacjenta (zwiększanie lub zmniejszanie), tak aby nie odczuwać dyskomfortu. W miejscu przyłożenia elektrod wrażenia są różnorakie i tak: może to być uczucie ciepła, pulsowanie, mrowienie, kłucie, ciepło oraz „mroczki” i niebieskie światło (dotyczy tylko przyłożenia elektrody na oczach i czole). Przeważnie osoby korzystające z zabiegów na kończyny dolne nie odczuwają w nich zupełnie nic. Świadczy to kiepskim krążeniu i dużych zmianach chorobowych. W skrajnych przypadkach druga lub trzecia seria jest wyraźnie odczuwalna. Po zakończonym zabiegu, pacjent odczuwa czasem swędzenie w miejscu przyłożenia elektrod. Jeśli trwa to 10-15 minut jest to zupełnie naturalne, wiąże się to z rozszerzeniem naczyń krwionośnych i przyspieszeniem krążenia na danym odcinku organizmu. 8. Czy prądami selektywnymi można wyleczyć się z nałogu palenia papierosów? Samego nawyku palenia nie jesteśmy wstanie zwalczyć prądami. Najważniejsza jest tu silna wola. U osób, które palą z powodu stresu można zadziałać na CUN (centralny układ nerwowy) prądami uspokajającymi nerwy, wtedy ułatwi to zrezygnowanie z nikotyny. 9. Czy prądy selektywne mogą zaszkodzić? Nie. W razie złego doboru rodzaju prądu, zawsze można podać przeciwny aby „wycofać” poprzedni. Zdarza się to bardzo rzadko i tylko przy zabiegach podczas których, przykładamy elektrody do głowy. Dzieje się tak, gdy objawy kliniczne wskazują na choćby nerwicę, a tak na prawdę zaburzenia w psychice występują na podłożu depresyjnym. Wtedy należy zmienić rodzaj podawanych prądów i pacjent odczuwa poprawę. Jak do tej pory, w mojej praktyce miałam jeden przypadek, kiedy pacjentka nie tolerowała żadnego rodzaju prądu. Zabiegi przerwaliśmy na pewien czas. 10. Czy prądy selektywne należy brać codziennie? Tak jest najlepiej. Należy pamiętać, im mniejsze przerwy między poszczególnymi zabiegami tym większa ich efektywność. Przyjmuje się, że jeśli w serii 10 zabiegów wypadają nam 2-3 dni - tragedii nie ma, ale więcej jest już wyraźnie niekorzystne. Z drugiej strony, prądy selektywne podawane sporadycznie są lepsze niż żadne Agata Waszak
Prądy selektywne - co to takiego?Stali czytelnicy tej rubryki, doskonale wiedzą, że jednym ze sposobów Agata Waszak
Czy Żywienie Optymalne jest drogie?Osoby mniej zamożne, które chcą przejść na Żywienie Optymalne, pytają nas często czy będzie je na to stać? Czy to kosztowne żywienie? To rozsądne pytanie – dziś mamy, coraz więcej ludzi, którym żyje się ciężko i kiedy słyszą, że ten rodzaj żywienia stosują powszechnie ludzie bardzo zamożni i kadra menedżerska wielkich firm zaczynają mieć wątpliwości czy ich budżet domowy takie obciążenie wytrzyma? I mamy (jak zwykle dla Optymalnych) bardzo dobrą wiadomość – Żywienie Optymalne jest, nie tylko najzdrowszym, ale i najtańszym z dostępnych rodzajów żywienia. Z kilku powodów. Przy Żywieniu Optymalnych korzystamy, niemal wyłącznie, z polskich, podstawowych produktów spożywczych, a te – nie są kosztowne. Z tych produktów i tak Optymalni wybierają najbardziej wartościowe, a te o dziwo należą to najtańszych. Boczek jest znacznie tańszy niż (niejadalna) polędwicą, a salcesony są tańsze niż szynka. Smalec i masło również nie są drogie. Wprawdzie trafiają się kosztowniejsze produkty np. tłuste śmietany i sery, ale z dużą nadwyżką ich cenę kompensujemy sobie kosztem rzeczy, których nigdy nie kupujemy – wszelkich słodyczy, soków, napojów, coli, jogurtów, kefirów, margaryn, deserów, chipsów, chrupek, owoców, pieczywa i innych rzeczy, których Optymalni nawet do ręki nie biorą. A są to rzeczy, które nie tylko są trujące, ale obciążają, i to niebagatelnie, nasze budżety domowe. Ale to jeszcze nie koniec. Dla niektórych – dopiero początek. Dziś znaczna część emerytów i rencistów przeznacza lwią część swoich skromnych środków na zakup leków. Z Optymalnymi jest zupełnie inaczej. Po przejściu na ten model żywienia szybko okazuje się, że znaczna część, z tych kosztownych medykamentów, okazuje zupełnie niepotrzebna, bo tylko szkodzi zdrowiu i...budżetom domowym. Wkrótce, po przejściu na Żywienie Optymalne, przestają nam być też potrzebni lekarze, przychodnie, szpitale i cały, rozbudowana machina tzw. „opieki zdrowotnej”, a ile ona kosztuje wie każdy, kto wpadł w jej ręce. Nie muszą zażywać żadnych witamin, odżywek i nie kupują ich dla swoich dzieci. Bo i po co? Ale to są tylko zyski proste. Są i inne – ukryte i nie tak spektakularne, ale nie mniej ważne. Optymalni, którzy pracują zaczynają wykonywać swoją pracę wydajniej i, w związku z tym, przynajmniej potencjalnie, mogą zarabiać więcej. Również znacznie sprawniej myślą (uczą się) co pozwala im powiększać kwalifikacje zawodowe, co wiąże się z możliwością awansu i wyższych zarobków. Ludzie na Żywieniu Optymalnym niemal nigdy nie chorują a dzięki temu łatwiej im utrzymać pracę. Ostatnio w naszym Centrum mieliśmy pacjenta – człowieka z kadry kierowniczej wielkiej firmy, któremu szef dał wybór – albo przechodzisz na Żywienie Optymalne – albo wylatujesz z pracy. Człowiek ten był poważnie chory – już nie jest – może z powodzeniem pracować i nieźle zarabiać, a zawdzięcza to naszemu żywieniu i swojemu rozumnemu szefowi. Ponad to produkty spożywcze, które są używane w Żywieniu Optymalnym pochodzą, niemal wyłącznie od drobnych polskich producentów, a rosnące zainteresowanie taką żywnością pozwala utrzymać się, coraz większej ilości polskich drobnych firm i rolników. Importowane produkty zalegające w supermarketach nie mają, na ogół, żadnego zastosowania w tym modelu żywienia. Tak, więc Żywienie Optymalne jest nie tylko najzdrowszą, ale i najtańszą dietą, a to, że powszechnie je stosują ludzie bogaci i bardzo bogaci świadczy tylko o tym, ze dbają oni o własne zdrowie, szczęście i... portfele. A dobrze wiedzą, co robią – warto wziąć z nich przykład. Waszak
Lekarze czy „specjaliści”?Ludzie zaczynający żywienie optymalne, a cierpiący na jakieś dolegliwości często zaczynają od wizyty u lekarza oczywiście nie „jakiegoś lekarza” tylko optymalnego. Zwykle jest to uzasadnione postępowanie, ponieważ to lekarz musi zalecić, jakie leki i w jakiej kolejności będą odstawiane. Bywa, że na czas wychodzenia z choroby ustawia nieco zmienione proporcje BTW (białko, tłuszcz, węglowodany) on też podejmuje decyzje o konieczności zastosowanie (lub nie) prądów selektywnych. Bywa nawet, że dają naszym dietetykom specjalne wskazówki, co do skomponowania specjalnego, indywidualnego jadłospisu. Tak, więc lekarze optymalni spełniają bardzo ważną rolę. Tym nie mniej muszę wyjaśnić pewne nieporozumienie, jakie bardzo często ma miejsce z ludźmi szukającymi kontaktu z takim lekarzem. Przy rejestracji pacjenta często słyszymy, że dana osoba chciałby umówić się z optymalnym „diabetykiem”, „chirurgiem”, „dermatologiem” itd. To nieporozumienie. Nie ma żadnego znaczenia, jaką specjalizację ma lekarz optymalny, do którego chcemy się wybrać, bo każdego z nich interesuje zawsze cały człowiek, a nie tylko jakiś konkretny organ. Mamy wśród lekarzy optymalnych przedstawicieli wszystkich chyba specjalności – niektórzy z nich mają nawet po kilka, ale to nie ma znaczenia dla pacjenta, bo każdy z nich korzysta z tej samej wiedzy i posługuje się podobnymi metodami. Do tego dochodzą konferencje i spotkania, na których i lekarze i dietetycy spotykają się, doszkalają i wymieniają doświadczeniami. Na ostatniej takiej konferencji w Oleśnicy np. ustalano standardy leczenia cukrzycy i doszkalano lekarzy w zakresie biochemii. Biochemię wykładał im dr nauk biochemicznych Włodzimierz Ponomarenko a jest to jeden z najlepszych biochemików nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Bardzo dbamy o to, aby lekarze i dietetycy optymalni byli jak najlepiej przygotowani do pełnienia swojej misji. A więc podkreślmy po raz wtóry: nie ma żadnego znaczenia, jaką specjalność ma lekarz optymalny, a wszyscy medycy, którzy wychodzą spod „naszej ręki” są dobrzy i bardzo dobrzy. Z innymi, po prostu, nie współpracujemy. Oczywiście osoby zdrowe lub z lekkimi dolegliwościami wcale nie muszą zaczynać Żywienia od wizyty u lekarza optymalnego. Bo i po co? Można, w takim przypadku, śmiało rozpocząć żywienie samodzielnie, a w wypadku jakiś wątpliwości najzupełniej wystarczy konsultacja z Doradcą Żywienia. Ot i cała „filozofia”. Osobnym problemem jest fatalna jakość produktów spożywczych, które są dostępne na rynku. Niemal wszystkie wędliny oferowane nam przez dużych producentów w sklepach i marketach są niejadalne. Dziś z 1 kg mięsa robi się ok. 2 kg gotowego wyrobu. A powinno być odwrotnie. W zakładach mięsnych pracują nastrzykiwarki, które faszerują mięso wodą z rozmaitymi chemicznymi dodatkami. Nie wiadomo ile w zwykłej parówce jest białka sojowego, skrobi a ile prawdziwego mięsa. Konserwantów i sztucznych dodatków smakowych jest w nich również zatrzęsienie. Do wędzenia również używa się trujących proszków i płynów wędzarniczych. Takie wyroby są zupełnie niejadalne. Podobnie rzecz się ma z wyrobami nabiałowymi i pieczywem. Na szczęście powstaje coraz więcej sklepów z żywnością o Specjalnej Jakości – dla Optymalnych. To bardzo ważne, bo taka żywność to podstawa sukcesu w naszym modelu żywienia człowieka. W Polsce powstało już około 60 takich punktów. W Poznaniu mamy taki przy ul. Krakowskiej 21, a w Puszczykowie przy dworcowej 41. Niestety nie we wszystkich miastach Optymalni mają tak wygodnie. Waszak
Czy nam się wydaje...?Ostatnio w tygodniku Wprost ukazał się artykuł, którego autorzy usiłują podważać zalety Żywienia Optymalnego (diety dra Kwaśniewskiego). Ponieważ moja skromna osoba może wydawać się, w tej materii, zbyt miałkim autorytetem, pozwolę sobie zacytować naukowców o uznanej, międzynarodowej sławie. Zarzuca się nam niedobór witamin i mikroelementów w diecie optymalnej. Dr Christian B. Allan (prowadził prace badawcze w zakresie biochemii i odżywiania w Lawrence Barkley Laboratories University of Massachusettes w Amherst i Narodowych Instytutach Zdrowia) oraz dr Wolfgang Lutz (lekarz medycyny, który sprawdził skuteczność diety niskowęglowodanowej na tysiącach pacjentów) w pracy „Życie bez pieczywa” piszą: „... z analiz tabeli widać wyraźnie, że pewne produkty pochodzenia zwierzęcego są dobrym źródłem wielu witamin, na raz sześć spośród z pośród 13 witamin występuje w wystarczających ilościach w samych jajkach. Wniosek z tego, że zjedzenie 1 jajka dziennie zaspokaja przynajmniej połowę witaminowych potrzeb naszego organizmu dostarczając jednocześnie tłuszczu i białka”. „... Niejednokrotnie tablice przedstawiające źródła witamin i składników mineralnych są tak skonstruowane, by nie wykazać, że produkty pochodzenia zwierzęcego dostarczają duże ilości tych niezbędnych składników odżywczych. Właśnie w ten sposób przyzwyczaja się ludzi do myślenia, że produkty zwierzęce ich nie zawierają. ... Prawda jest taka, że produkty pochodzenia zwierzęcego dostarczają duże ilości witamin i składników mineralnych, a ich porcja zawiera zazwyczaj więcej tych substancji odżywczych niż taka sama porcja owoców, warzyw czy zbóż (...) Jedną z przyczyn, dla których mięso ma tyle witamin, jest fakt, że pochodzi ono od zwierząt, które też ich potrzebują (...) Jak by na to nie spojrzeć ludzie są zdecydowanie bliżej spokrewnieni ze świnią czy krową, niż z warzywem (no, powiedzmy większość ludzi).” Wielokrotnie podkreślamy, że Żywienie Optymalne polega na zachowaniu proporcji miedzy tłuszczem białkiem i węglowodanami. Istotne jest jednak, aby produkty spożywane przez nas były naturalne bez dodatków chemicznych. Oto co na ten temat mówi dr Klimer McCully w pracy „Rewolucja serca”: „Kiedy jemy przetworzoną, konserwowaną, oczyszczoną żywność, niedobory witamin z grupy B prowadzą do wzrostu poziomu homocysteiny i chorób serca. Jeśli natomiast spożywamy wystarczającą ilość witamin B6, B12 i kwasu foliowego pochodzących ze świeżej, nieprzetworzonej żywności, poziom homocysteiny będzie niski i unikniemy chorób serca”. „Twierdzenie, że spożywanie zbyt dużo tłuszczu i cholesterolu podnosi poziom LDL, jest już nieaktualne. Hipoteza o szkodliwości homocysteiny tłumaczy zmiany w proporcji LDL do HDL jako objawy a nie przyczyny chorób serca. Tłuszcze i cholesterol nie są już największym zagrożeniem w diecie. Ale jak na ironię strach przed nimi sprawił, że zaczęliśmy jeść znacznie więcej naprawdę szkodliwych produktów – rafinowanej mąki, cukru i innych produktów wysoko przetworzonych. Dieta niskotłuszczowa i niskocholesterolowa skłania nas do zjadania więcej tych produktów, które powodują niedobór witamin B. Nic zatem dziwnego, że w Stanach Zjednoczonych jest coraz więcej cierpiących na cukrzycę i nadciśnienie ludzi a choroby serca powodują najwyższą śmiertelność zarówno mężczyzn, jak i kobiet bo ich sposób odżywiania się jest naprawdę skandaliczny”. Stwierdzenie przez jednego z profesorów w artykule tygodnika „Wprost” – „optymalnym wydaje się, że czują się lepiej” jest po prostu śmieszne dla nas a szczególnie dla tych, którzy pozbyli się nadwagi, nadciśnienia, astmy, migren, miażdżycy, chorób reumatycznych, chorób serca, cukrzycy i wielu innych. Aby stwierdzić, że Żywienie Optymalne jest złe, należy przeprowadzić badania i oprzeć to na konkretnych dowodach. Wszyscy, którzy wyleczyli się z chorób uznanych przez współczesną medycynę za nieuleczalne nie zadawala stwierdzenie, że im „się to wydaje”. Może najwyższy czas zainteresować się skąd takie pozytywne rezultaty, bo w przeciwnym wypadku utwierdzimy się w przekonaniu, że świat medyczny zainteresowany jest tylko tym aby było jak najwięcej ludzi chorych. Panowie profesorowie w swoich negatywnych wypowiedziach powołują się na homocysteinę, której wzrost powoduje miażdżycę i choroby serca. Chcę zauważyć, że to właśnie dr MC Cully jest twórcą teorii homocysteinowej i właśnie jego cytują w tym artykule. Przez 20 lat badania Mc Cully’ego były negowane przez środowiska medyczne, gdyż zmieniały poglądy, że to cholesterol jest sprawcą większości chorób serca, a także przez firmy farmaceutyczne, osiągające krociowe zyski dzięki finansowaniu badań i sprzedaży kosztownych leków. Żywienie Optymalne nie gwarantuje nieśmiertelności, ale wyleczenie a w najgorszym wypadku poprawę zdrowia. Panom profesorom i doktorom, którzy mówią, że Optymalni umierają, radzę iść na cmentarz albo do szpitala i zobaczyć ilu w tym towarzystwie znajdą optymalnych. Ewa Waszak
Optymalni w starożytności?Zwykle, kiedy słyszymy lub czytamy o Żywieniu Optymalnym autorzy powołują się na najnowsze badania naukowe współczesnych biochemików. Nierzadko słyszymy też, że „Żywienie Optymalne jest lekarstwem XXI wieku”. To wszystko oczywiście prawda, bo fenomen i sukcesy tego modelu żywienia człowieka mają solidne, biochemiczne i naukowe fundamenty. Jednak mylą się ci, którzy uważają, że dieta optymalna to wynalazek ostatnich lat. Tak nie jest. Żywienie Optymalne zostało „odkryte” na nowo. Już przed tysiącami lat ludzie tak się żywili – robili to wprawdzie intuicyjnie, ale bardzo skutecznie. Znajdujemy ślady takiego rodzaju żywienia np. w starożytnej Asyrii i Izraelu. Mamy liczne dowody na to, że model żywienia, który dziś proponują Optymalni był tam przestrzegany z najwyższą surowością i pietyzmem. Ale nie było to żywienie stosowane powszechnie – wręcz przeciwnie. „Motłoch” za spożywanie wszelkiej tłustości i podrobów karany był... śmiercią! Ówczesne Żywienie Optymalne było dostępne wyłącznie klasie kapłanów i władców. To oni, w licznych przykazaniach i ścisłych przepisach religijnych nakazywali pozostawienie „na ofiarę” najwartościowszych części zabijanych zwierząt, zgodnie z nakazem, że „cała tłustość jest pańska”. Kapłani i władcy ówczesnych czasów byli ludźmi ponadprzeciętnymi. Żyli niezwykle długo, nie chorowali, mieli niezwykle sprawne umysły. Przeciwnie „motłoch” ten żył krótko, był posłuszny i pokorny, a to na skutek diety – dokładnie odwrotnej od stosowanej przez klasę panującą. Proszę się uważnie wczytać w pierwszych pięć ksiąg Starego Testamentu. Tam wielokrotnie powtarzany jest nakaz pozostawiania „całej tłustości” podrobów etc. Kapłanom. Identyczne nakazy miała też starożytna Asyria i Sumer. Nieco później zwyczaje te trafiły do Rzymu gdzie także celowo różnicowano dietę. Inaczej karmiono niewolników i plebs, a inaczej legionistów. Dopiero syci jeszcze tłustszą dietą germanie ich pobili. A i u nas Sienkiewicz jasno wskazywał na zamiłowania naszych słowiańskich przodków – Zbyszko wybiera dla ukochanej, Jagienki „co tłuściejsze kąski”, bo takie były cenione najbardziej. A efekt? Pole Grunwaldu! I samotrzeć chadzali na niedźwiedzia! Dziś, kiedy przyglądamy się naszej młodzieży, ale tylko tej - optymalnej łatwo możemy sobie wyobrazić jak nasze rycerstwo wówczas wyglądało. Niemcy zresztą wzięli sobie naukę do serca i w 500 lat później rozmiłowana w tłustej kiełbasie i golonkach armia nie znalazła godnego przeciwnika w całej europie. Dopiero nakarmieni świńską tuszonką i słoniną zakrapianą okowitą Rosjanie potrafili stawić im sensowny opór. Zresztą Niemcy mieli strasznego pecha – na czele ich państwa stał Hitler – schorowany wegetarianin, co stało się przyczyną ich klęski i zaowocowało oceanem nieszczęść w całej Europie i kawałku Afryki. Zwróćmy też uwagę, że naszą cywilizację i kulturę zbudowali ci, którzy raczyli się pieczystym, a nie ci, którzy korzonki zajadali. Imperium brytyjskie również zostało zbudowane na solidnym fundamencie – nieśmiertelnych jajkach na bekonie, które namiętnie wcinali synowie Albionu podbijając kolejne państwa. A na drugim biegunie znajdują się np. Indie. Olbrzymi kraj przeludniony krótkowiecznymi, schorowanymi ludźmi. Okazuje się, że taką masę ludzką stosunkowo łatwo utrzymać w ryzach i pokorze odpowiednio karmiąc. Dziś dieta przeciętnego hindusa skrajnie odbiega od Żywienia Optymalnego i dlatego ciężkie choroby są tam stale obecne, długość życia jest znacznie krótsza od średniej światowej, a niepokoje i bunty społeczne są niemal nie znane. Cywilizacja też stoi tam w miejscu. Podobnie rzecz się ma z państwami afrykańskimi. Zastanawialiśmy się kiedyś, że być może nie jest to przypadek, że dieta zniewalająca umysł i wyniszczająca ciało jest celowo propagowana przez ludzi i koncerny, którym zależy na zrobieniu ze społeczeństw współczesnych pokornych, bezmyślnych i schorowanych niewolników? Waszak
Ekstraklasa OptymalnychRestauracja – klub SAMI SWOI jest, od dłuższego czasu, miejscem wręcz „kultowym” dla Optymalnych z całej Polski i nie tylko. Stało się tak, dlatego, że jest to pierwsza na świecie restauracja, w której mamy bogatą kartę dań optymalnych i to nie byle jakich bo przygotowanych pod egidą naszych doradców, przez samego cesarza poznańskiej patelni – pana Wiesława Kowalskiego. Ale to tylko jeden z powodów jej sławy. Drugi, nie mniej ważny, to fakt, że odbywają się tutaj ciekawe wykłady o Żywieniu Optymalnym. Na te wykłady czasem zapraszamy gości – ludzi znanych wśród Optymalnych i takich, którzy potrafią podzielić się posiadaną wiedzą. Nie inaczej było ostatnim razem. Tym razem, nasze zaproszenie, przyjął dr n. bioch. Włodzimierz Ponomarenko z łódzkiej Akademii Medycznej. To człowiek zupełnie niezwykły. Jest, nie tylko, znakomitym biochemikiem, na którego osiągnięcia i badania często powołują się autorzy rozlicznych publikacji dotyczących naszego modelu żywienia, ale też dr Ponomarenko jest znakomitym mówcą i niezwykle pogodnym człowiekiem, który w przystępnej formie dzieli się ze słuchaczami swoją wiedzą bogato przeplatając anegdotami i celnymi cytatami z dzieł i życia klasyków. Oczywiście taki wykład (czy może raczej – konferencja) nie jest przeznaczony dla początkujących Optymalnych; jest raczej skierowany do zaawansowanych w tym żywieniu, a także do dietetyków i świata medycznego. W wykładzie, dr Ponomarenko sekundowali również dr Jan Wróbel i dr n. med. Danuta Wróbel, a całości, z wyraźnym zainteresowaniem przysługiwał się nawet sam dr n. med. Aleksander Zieliński. Czasem ludzie, którzy przeszli na Żywienie Optymalne i prawidłowo stosują proporcje zauważają, że to „nie działa’, albo działa, ale powoli. Jeżeli maja odrobinę szczęścia to trafią, do któregoś z naszych dietetyków, który nierzadko zmienia im dietę pod katem jakościowym – nie zmieniając stosowanych proporcji. I zaczyna... działać! I o tym właśnie mówił dr Ponomarenko – o jakości produktów spożywczych, o modyfikacjach jakościowych Żywienia Optymalnego, o produktach zakwaszających i alkalizujących w diecie, indeksach glikemicznych i o wielu innych rzeczach. Łamy tygodnika nie są dobrym miejscem na omawianie takich niuansów – są on istotne bardziej dla doradców żywieniowych i lekarzy optymalnych. Szkoda tylko, że tak wiele ośrodków optymalnych nie zwraca uwagi na te sprawy tkwiąc w tępym przekonaniu, że same proporcje zupełnie wystarczą. Fakt – często wystarczą, ale nie zawsze. A nam udają się często rzeczy trudne, bo wiemy „od zawsze”, że Żywienie Optymalne to nie sekciarski dogmat, ale nauka żywa i rozwijająca się, między innymi dzięki takim ludziom jak dr Ponomarenko, dr Wróbel, dr Zieliński czy dr Krupka. To taka ekstraklasa Żywienia Optymalnego. Waszak
Czy zdarzy się „cud”?Ludziom, którzy rozpoczęli Żywienie Optymalne szybko poprawia się zdrowie i samopoczucie fizyczne i psychiczne. To zrozumiałe gdyż dostarczenie najlepszego (optymalnego) „paliwa” dla organizmu musi taką poprawę spowodować. Oczywiście znacznie lepiej funkcjonuje też mózg człowieka. Wiemy o tym, bo sprawa była niejednokrotnie opisywane w fachowych pracach a i z naszych obserwacji jasno to wynika. Niestety sprawa obrosła całą masą, nierzadko cudacznych, nieporozumień i fantazji. A prawda jest prosta. Mózg człowieka żywiącego się optymalnie jest lepiej zasilany i dzięki temu pracuje sprawniej. Zdolność to zapamiętywania (uczenia się) jest u optymalnych o (około) 40% większa. 40% to bardzo dużo zwłaszcza dla uczących się dzieci i młodzieży i dla ludzi czynnych zawodowo – podnoszących lub zmuszonych zmieniać swoje kwalifikacje. Jest to istotne także dla przedsiębiorców – myśleć o 40% sprawniej niż konkurencja?! Wspaniała sprawa. Ale na tym nie koniec. Ludzie na Żywieniu Optymalnym mają również większą zdolność koncentracji. Łatwiej im skupić się na jakimś problemie i są mniej podatni na rozpraszające uwagę czynniki zewnętrzne. To, w połączeniu z podwyższona sprawnością mózgu daje niesamowite rezultaty. Jednym z ciekawszych objawów takiego stanu rzeczy jest pojawiająca się u nich niechęć do... telewizji. Nawet zupełni „telemaniacy” zaczynają, po pewnym czasie mówić, że telewizja ich nudzi, a czasem wręcz irytuje. To zrozumiałe – telewizja nie wymaga wysiłku myślowego – wszystko podane jest na talerzu i dlatego Optymalni wolą rozrywki wymagające, choćby minimalnego wysiłku intelektualnego i wybierają raczej dobrą książkę, gazetę lub choćby radio. Zresztą dobra energia zasila całe ciało i trudno usiedzieć im przed telewizorem – wolą „ruszyć tyłek”. Licznych „błogosławieństw” takiego zasilania mózgu u dzieci, studentów i młodzieży uczącej się nie sposób przecenić. Nauka jest dla nich mniej stresująca, zajmuje mniej czasu, który mogą przeznaczyć na zajęcia dodatkowe (np. rekreację fizyczną). I tak to działa. Tak i „tylko” tak. Zaznaczamy to, ponieważ pojawiają się informacje, że Żywienie Optymalne robi z ludzi aniołów w ludzkiej skórze. Dobrze by było, ale to, niestety, nie jest to prawda. Co prawda optymalny krawiec będzie lepiej i wydajniej szył, ale optymalny złodziej będzie wydajniej... kradł. Taka jest brutalna prawda. Natomiast informacje, które docierają do nas z różnych miejsc Polski są czasem zupełnie porażające. Zdarzają się ludzie, którzy utrzymują, że dzięki Żywieniu Optymalnemu pojawia się zdolności do np. telepatii, jasnowidzenia itp. Dobrze by było, ale jest to całkowita nieprawda. Jeszcze inni uważają, ze Żywienie Optymalne robi z człowieka „nadczłowieka”. To również całkowita bzdura. Ludzie, którzy opowiadają takie historie są zupełnie nieodpowiedzialni. Szkodzą sobie i innym Optymalnym. Jesteśmy i pozostaniemy najzwyklejszymi ludźmi tylko lepiej odżywionymi. A cuda? Są - a jakże! Czy wyleczenia z cukrzycy, nadciśnienia, miażdżycy, innych, „niewyleczalnych” chorób i wydłużenie życia o 10% nie jest cudem? Takie „cuda” nam wystarczą. Robimy je, co dnia. Waszak
Doceńmy to!Aby skorzystać ze wszystkich błogosławieństw Żywienia Optymalnego istotne jest nie tylko dobranie stosownego bilansu BTW (ustalonego samodzielnie lub z pomocą dietetyka), ale również dostęp do produktów spożywczych najlepszej wartości; najlepiej przygotowanych specjalnie z myślą o ludziach stosujących Żywienie Optymalne. Nie zawsze, dostęp do takich produktów jest łatwy, a te pochodzące z marketów są zwykle, co najmniej, podejrzanej jakości. Wiele z nich właściwie w ogóle nie nadaje się do spożycia. Ponad to w takich sklepach trzeba bardzo uważać, ponieważ producenci często uciekają się do oszustw. Sam widziałem produkt opisany jako „masło”, podczas gdy z lektury składu (a któż czyta takie rzeczy?!) jasno wynikało, ze jego składnikiem był, w większość, tłuszcz roślinny, a więc dla optymalnych zupełnie niejadalny. Podobnie jest ze śmietanami. Zwykle można przeczytać, że jest stabilizowana „czymś tam”. A czym? Zwykle jest to białko roślinne, albo jakiś związek chemiczny. Ile go tam jest, żaden producent się nie chwali. Z nafaszerowanymi soją, skrobią, wodą i chemikaliami, i „wędzonymi” w substancjach chemicznych „wędlinami” spotykamy się na każdym kroku. O pieczywie nawet nie wspominam. I cóż z tego – wzruszy ramionami poznański Optymalny – wszak w naszym mieście mamy miejsca gdzie można kupić normalną żywność, z poprawnie naliczonymi proporcjami BTW o Specjalnej Jakości, bez dodatku jakichkolwiek nienaturalnych substancji pochodzącą z małych ekologicznych przetwórni i gospodarstw. Właśnie pojawił się w sklepie dla Optymalnych (przy ul. Krakowskiej 21) nowy, sprawdzony przez nas dostawca wyrobów nabiałowych. W 100% naturalne masło (specjalne dla Optymalnych – 90% tłuszczu!), sery i świetna śmietana są już dla nas dostępne. Są to rzeczy robione pod naszą kontrolą, czyli – bezpieczne. O fantastycznych wędlinach optymalnych już pisaliśmy, w BTP („Wędlinka z Koźminka”). Dla nas jest to bardzo ważne, bo dzięki dostępności takich produktów, w Poznaniu mamy nie tylko łatwiejsze i zdrowsze życie, ale przede wszystkim, sukcesy w leczeniu ludzi są większe niż gdziekolwiek indziej. Po prostu nasi lekarze i dietetycy mogą, bez problemu, zacząć żywić swoich pacjentów poprawniej niż w jakimkolwiek innym miejscu Polski. Bo taka jest smutna prawda. Tak łatwo dostępna żywność przygotowana specjalnie dla optymalnych jest tylko w Poznaniu. Są wprawdzie w innych miastach sklepy, które próbują wprowadzać taki asortyment, ale gdzie im tam do poznańskiego „sznytu”. Wiemy coś o tym, bo niemal, co dnia, za pośrednictwem Internetu dostajemy rozpaczliwe pytania: jestem z miasta „X” gdzie mogę to kupić? Niestety zwykle musimy odpowiadać: zapraszamy do Poznania. Chociaż ostatnio zgłaszają się do nas sklepy z różnych miast z prośbą o pomoc w zorganizowaniu takiego zaopatrzenia. Czy pomożemy? Jasne, ze tak! Ale na razie jeszcze w Poznaniu jest nam najłatwiej. Cały świat (dosłownie!) nam tego zazdrości. Doceńmy to! Waszak
Żywienie Optymalne – jak i po co?W pytaniach, które dostajemy regularnie, od czytelników dwa powtarzają się najczęściej: jak zacząć Żywienie Optymalne i co ono właściwie daje? Wprawdzie już publikowaliśmy na łamach BTP materiały na ten temat, ale widać – nigdy dość. Żywienie Optymalne zaczynamy zawsze od razu i w pełnym zakresie, bez jakiegokolwiek „okresu przejściowego”. Przed rozpoczęciem takiego modelu żywienia należy ustalić indywidualny bilans BTW, czyli stosunek miedzy (B) białkiem, (T) tłuszczem i (W) węglowodanami. Zależny jest on od naszego wzrostu, wagi i ewentualnych dolegliwości. Bilans BTW możemy sobie obliczyć sami, na podstawie informacji z książek, broszur o Żywieniu Optymalnym, Internetu itd. Jednak najlepiej poprosić o to doświadczonego dietetyka – doradcę ŻO. A bardziej leniwi, albo zajęci mogą zamówić sobie u niego indywidualny jadłospis. Bardzo pomocna jest też obecność na wykładzie wprowadzającym w ten model żywienia, na którym, w sposób jasny i zrozumiały, wyjaśniamy podstawy sztuki żywienia człowieka rozumnego. Wykłady mają pomocniczą, efektowną oprawę multimedialną, a udział w nich jest nieodpłatny. Znacznie łatwiej rozpocząć Żywienie Optymalne od wysłuchania (i obejrzenia) takiego wykładu. Istotna jest też możliwość bezpośredniego porozmawiania z dietetykami i innymi Optymalnymi po takim wykładzie. Bezpośrednia wymiana doświadczeń zawsze jest cenna. [Najbliższy wykład: 14 IX, o godz. 12.00 w klubie SAMI SWOI]. W czasie i po wykładach jest też możliwość zaopatrzenia się w książki, czasopisma i inne publikacje o tej diecie. Jeżeli jesteśmy chorzy najlepiej zacząć od wizyty u lekarza optymalnego, który czasem poda bilans BTW nieco odbiegający od stosowanego u osób zdrowych. Lekarz poinformuje również, jakie i w jakiej kolejności lekarstwa mamy odstawiać (o ile jakieś przyjmujemy) i nie narazi nas na dodatkowe koszty, bo lekarze optymalni zwykle żadnych medykamentów nie zalecają – wręcz przeciwnie. Lekarz może, o ile będzie taka potrzeba, przepisać zabiegi prądami selektywnymi, ale proszę się nie martwić, jeśli tego nie zrobi, bo nie każda dolegliwość tych zabiegów wymaga. Bardzo dogodnym sposobem rozpoczęcia ŻO jest pobyt, w którymś ze stacjonarnych ośrodków wczasowych specjalizującym się w tym rodzaju żywienia. W czasie takiego turnusu jest, przez cały czas, pod ręką dietetyk i lekarz, którzy chętnie odpowiedzą na każde pytanie, pomogą i rozwieją wszelkie wątpliwości. Informacje o adresach takich ośrodków, opinie o nich itp. można uzyskać w naszym Centrum. Niestety, na taki wyjazd, trzeba mieć czas i pieniądze. A co daje Żywienie Optymalne? Daje właściwie... wszystko. Dzięki stosowaniu tego rodzaju diety pozbywamy się (i to zwykle szybko) nadwagi. Do tego chudniemy łatwo i przyjemnie, bo nie tylko bez głodzenia się, a z jadaniem smacznych posiłków. I nie musimy obawiać się tzw. efektu „jo – jo”, bo w naszym wypadku on nie występuje. Żywienie Optymalne jest przy tym bardzo tanie, bo produkty, które chętnie jadamy są niedrogie, a nie wydajemy przy tym pieniędzy na rzeczy niejadalne (słodycze, soki, pieczywo, słodkie napoje itp.), które przedtem, obciążały nasze budżety domowe. Ale to tylko „skutki uboczne” Żywienia Optymalnego, bo najważniejsze jest zdrowie, a na tej diecie, nie tylko zachowujemy je zawsze, ale przede wszystkim odzyskujemy. Przechodzą takie choroby, wobec których akademicka medycyna okazywała się bezsilna. Człowiek wyleczony z cukrzycy, miażdżycy, choroby wrzodowej, alergii, astmy, nadciśnienia i dziesiątek innych „nieuleczalnych” chorób jest naszym, codziennym sukcesem. Optymalni mają więcej energii, siły, witalności, zdrowia i radości życia od ludzi żywiących się w dotychczasowy „korytkowy” sposób. To normalne, bo chodzą na innym, lepszym „paliwie”. I to nie byle jakim! Przystosowanym specjalnie dla... Człowieka! Waszak
Najlepsi na świecieTo, że Żywienie Optymalne (niskowęglowodanowe i wysokotłuszczowe) zaczynają ludzie chorzy lub otyli nikogo dziś już nie dziwi. To prawda – wielu chorób można pozbyć się wyłącznie za pośrednictwem Żywienia Optymalnego. I to bez kosztownych leków i niekończących się wizyt w gabinetach lekarskich, bo do lekarza optymalnego idzie się, na ogół, tylko raz i w czasie takiej wizyty lekarz, prawie zawsze, poleca odstawienie zażywanych leków – stopniowe lub natychmiastowe, przepisuje stosowny bilans BTW i po krzyku. Czasem przydaje się też konsultacja (raz, góra – dwa) z doświadczonym doradcą żywieniowym. Podobnie jest z nadwagą. Nawet łatwiej, bo często wizyta u lekarza w ogóle nie jest potrzebna. Wystarczy rozmowa z dietetykiem lub lektura jednej z książek o Żywieniu Optymalnym.[1] Wysłuchanie wykładu wprowadzającego w ten model żywienia też się przyda. Na razie przypominamy, że Żywienie Optymalne polega na zachowaniu właściwych proporcji pomiędzy białkiem (B), tłuszczem (T) i węglowodanami (W) czyli tzw. bilansu BTW, który wynosi dla człowieka 1 : 2,5 – 3,5 : 0,5. Oczywiście białko jemy nie byle jakie, a zwierzęce, tak samo tłuszcze zaś węglowodany – złożone. (Ilość składników w poszczególnych potrawach ustalamy na podstawie tabel – można w takie zaopatrzyć się w naszym Centrum). Ale ten rodzaj żywienia wybierają coraz częściej ludzie zdrowi i szczupli. Nic im nie dolega, a rozpoczynają Żywienie Optymalne i to często całymi rodzinami! Dlaczego? Ano, dlatego, że są to ludzie mądrzy i zapobiegliwi. Myślą przyszłościowo – są zdrowi i chcą tacy pozostać. Nie chcą dostać cukrzycy, nadciśnienia, miażdżycy, alergii i dziesiątek innych chorób. Nie chcą się roztyć i „flaczeć” z wiekiem. Lubią być pełni wigoru i energii, a Żywienie Optymalne to jedyna ku temu droga. Ze zgrozą patrzymy dziś na młode kobiety, które choć urodziwe to niezgrabne na otłuszczone biodra przerażają swoim ogromem. Dziewczyny na Żywieniu Optymalnym nie doprowadzą się do takiego stanu nigdy. A jaką piękną mają cerę! Trądziki i opryszczki niemal się ich nie imają. A i z młodymi panami nie lepiej. Wylewające się znad paska brzuszki straszą przechodniów. Najgorzej wygląda to na plaży. Istny chlewik! Dosłownie chlewik, bo jest to skutek rozpowszechnienia wśród ludzi żywienia stosownego dla trzody chlewnej. Świnie są grube, bo nie jedzą masła, mięsa, śmietany, ale za to masę węglowodanów. To jest dobra karma dla nierogacizny, ale nie dla człowieka. Człowiek jest wszak drapieżnikiem i to superdrapieżnikiem i jedzenie „korytkowe” musi u niego wywołać choroby i otyłość. I wywołuje. Bo węglowodany nie są „paliwem” dla człowieka. Wiedzą o tym dobrze ludzie, którzy zaczęli się tak żywić. Każdego dnia odczuwamy pozytywne skutki ludzkiego żywienia. Nie tylko zdrowotne, również – ekonomiczne, bo produkty stosowane w tym modelu żywienia są bardzo tanie, ale również nie wydajemy pieniędzy na takie produkty jak słodycze, soki, słodkie napoje, pieczywo, pizze, hamburgery, makarony, owoce i inne rzeczy, które nie tylko są niejadalne, a wręcz szkodliwe, ale także pochłaniają sporą część budżetów domowych ludzi żywiących się w korytkowy sposób. Węglowodanowe szaleństwo okazało się najgroźniejszym i najkosztowniejszym nałogiem, w jaki popadają ludzie. Na szczęście przybywa ludzi, którzy się opamiętali i zaczęli żywić we właściwy dla człowieka sposób. Mają, do kogo zwrócić się po ewentualną poradę. Mają, w razie konieczności, do dyspozycji optymalnych lekarzy. Pojawiają się sklepy z żywnością specjalnie dla nas przystosowaną – bez sztucznych dodatków i zawierającą właściwe ilości najlepszego białka i tłuszczu – i jakie smaczne!! Żywienie Optymalne staje się powoli polską specjalnością – każdego dnia zwracają się do nas ludzie z całego chyba świata po pomoc, poradę, obliczenie prawidłowego bilansu BTW, przygotowanie jadłospisów. I słusznie robią, bo w Polsce ośrodki, dietetycy i lekarze optymalni są najlepsi na świecie. I jest nas tu najwięcej. Waszak
[1] Książki o
Żywieniu Optymalnym można kupić w Poznaniu w Księgarni Staromiejskiej przy
ul. Wodnej 23.
Dbamy o nasze dzieci jak tylko potrafimy. Staramy się zapewnić im szczęśliwe życie w miarę naszych możliwości. Uczymy pociechy różnych, życiowo istotnych spraw i postaw. Uczymy, że nie wolno wchodzić na jezdnię przy czerwonym świetle, bo może skończyć się to tragicznie. Uczymy języków obcych, bo to w życiu bardzo pomaga. Uczymy, że nie wolno wkładać ręki to płomienia, bo to skutkuje bolesnym oparzeniem. Uczymy, że nie można pić płynu do czyszczenia, albo rozpuszczalnika, bo tym można się otruć. Jednym słowem chcemy dla naszych dzieci jak najlepiej. O dziwo zapominamy zwykle, że najważniejsze dla zdrowia, szczęścia i przyszłości dziecka jest to, co to dziecko je. Nie uczymy dzieci poprawnego jedzenia, bo zwykle... sami nie potrafimy! Wprawdzie, czegoś tam uczą w szkole, ale na szczęście „po łebkach”. „Na szczęście”, ponieważ wiedza o diecie zawarta w podręcznikach szkolnych to całkowita i szkodliwa nieprawda. Skutki takiego stanu rzeczy widać na każdym kroku. Dzieciaki jedzą i piją byle, co, a podatność na reklamę młodych umysłów przebiegle wykorzystują producenci rzeczy, które w ogóle nie powinny być jadane. I dlatego mamy pochód chorób dotykających coraz młodszych ludzi, a które niedawno były niemal nie znane. Dziś trudno znaleźć dziecko zupełnie zdrowe. Skutki węglowodanowego obłędu są coraz dotkliwsze. Coraz powszechniejsze są alergie, astmy, cukrzyce, zaburzenia przewodu pokarmowego i dziesiątki innych groźnych dolegliwości. To skutki barku wiedzy o żywieniu Człowieka. Żywieniu Optymalnym. Dziś dzieci (dorośli również) stale sięgają po rozmaite słodkości – spożycie batoników, ciastek, pieczywa, owoców, soków, cukierków, lizaków, słodkich napojów, piwa, jogurtów i kefirów owocowych jest nieprzytomnie wysokie. A częstując dziecko cukierkiem, jabłkiem – wyrządzamy mu krzywdę. Dając, w upalny dzień do picia sok, albo colę – również je krzywdzimy. I to bardzo! Argument, „bo dzieci lubią słodycze” jest całkowicie fałszywy. Lubią - bo tak je nauczyliśmy! Niemowlęta, zaraz po odstawieniu od piersi, karmimy słodkimi odżywkami, soczkami, krowim mlekiem, słodzonymi herbatkami itp. rzeczami, które są dla nich w ogóle niejadalne! A potem dziwimy się, że mają biegunki, wzdęcia, skazy białkowe, kolki, wymiotują. Dzieci optymalnych i optymalnie żywione nigdy nie mają takich dolegliwości. A spróbujcie takiemu dzieciakowi wcisnąć jabłko, banana, albo cukierka! Wypluje od razu. A nierzadko, po prostu – zwymiotuje. Tak odrażający dla poprawnie żywionego człowieka jest ich smak. Człowiek nie rodzi się z zamiłowaniem do słodyczy. Wręcz przeciwnie – został mu on sztucznie narzucony. Dopóty dopóki będziemy faszerować nasze dzieci węglowodanami (cukrami) margaryną, kurczakami i podobnymi produktami, dopóty będą chorowite, alergiczne. Będą dalej psuły im się zęby i wzrok. To nie jest jedzenie dla człowieka! A węglowodanowy obłęd jest wszechobecny – nawet w szkołach stoją automaty, w których dzieciaki mogą sobie kupić słodkie napoje i batoniki. Już chyba automat z papierosami i cygarami, byłby dla nich mniej szkodliwy! Ale są już pierwsze oznaki poprawy. Pojawiają się optymalni, mądrzy nauczyciele, którzy na lekcjach, swoim uczniom wyjaśniają, na czym polega Żywienie Optymalne – czasem proszą nas o pomoc, której chętnie udzielamy; coraz więcej jest rodzin wielodzietnych, które w całości stosują ten rodzaj żywienia. Mamy coraz więcej optymalnych dzieci zrodzonych z optymalnych rodziców. To cieszy. Cieszy - bo są to ludzie, którzy będą żyli zdrowo, długo i szczęśliwie. Nie można nie podziwiać ich talentu do samodzielnego myślenia, bo zaczęli żywić się poprawnie, pomimo, że większość wszechobecnych w mediach i publikacjach, informacji o rozmaitych „dietach” i „kuracjach żywieniowych” to kompletne i szkodliwe brednie. I drodzy Optymalni – dobrze zapamiętajcie człowieka, który zainteresował was Żywieniem Optymalnym – To Największy Wasz Przyjaciel! Waszak
Cholesterolomania?„Cuda”, które czyni Żywienie Optymalne polegają na drastycznym ograniczeniu spożycia węglowodanów i znacznym zwiększeniu spożycia tłuszczów zwierzęcych. Niektórzy straszą, ludzi zainteresowanych dietą optymalną, cholesterolem. Czy mają rację? Lekarze, starsi wiekiem, czasem oczom nie dowierzają – co się dzieje? Kiedy byli na studiach, jako bezpieczny poziom cholesterolu we krwi uznawano 300mg%, w czasie studiów stwierdzono jednak, że nie – że lepiej będzie 250mg%. Dziś uważają, że to ponoć 200mg% a niektórzy przebąkują już, że nawet 170mg%. A choroby związane z poziomem cholesterolu, nie tylko nie ustępują, ale narastają i to dość gwałtownie. Narastają, pomimo, że lekarze zapisują coraz więcej tabletek na jego obniżenie, jemy coraz więcej produktów o obniżonej zawartości cholesterolu itd. Pomimo? A może właśnie – dlatego?! Samodzielnie myślącym, prezentujemy poniżej fragmenty opracowań i opinii, które pojawiają się w krajach zachodnich i USA, a przed którymi nasza medycyna broni się z niezrozumiałą zaciekłością. Zresztą – osądzicie sami: Dr Christian Allan (USA) i dr Wolfgang Lutz (Niemcy): „Jedynym powodem, dla którego propaguje się diety niskotłuszczowe, jest strach przed cholesterolem. Tymczasem utarte poglądy na jego temat są kolejnym rozpowszechnionym mitem,.....”, „...słyszą od swoich lekarzy, że dieta niskowęglowodanowa i bogata w tłuszcze zwierzęce powoduje ogromny wzrost cholesterolu we krwi (....), lekarze ci nie mają żadnych naukowych dowodów, że to prawda. (....) zostali omamieni przez przedstawicieli firm farmakologicznych reklamujących swe leki. My jednak mamy dowody, ze poziom cholesterolu u osób (...) – które stosowały dietę niskowęglowodanową przez długi czas, spada”, „najwyższy czas, by usunąć w cień wszystkie partykularne interesy, które towarzyszą dzisiejszemu węglowodanowemu szaleństwu i spojrzeć prawdzie w oczy (...). Ci którzy twierdzą, że dieta uboga w węglowodany to moda, albo się zaparli i ignorują fakty, albo w ogóle nie przemyśleli sprawy”. Dr Kilmer McCully, dr Martha McCully (USA): „W przeszłości o wywoływanie choroby wieńcowej oskarżano cholesterol i tłuszcze, ale lata badań nie potwierdziły teorii, że to te składniki żywności są przyczyną stwardnienia tętnic. Naukowcy dowiedli, że czysty cholesterol nie powoduje miażdżycy”, „tak naprawdę teoria cholesterolowa nigdy nie została udowodniona. Badania, które przeprowadzono, by wykazać związek pomiędzy cholesterolem w diecie a chorobami serca, zakończyły się niepowodzeniem”, „żadne badania nie udowodniły, że obniżenie ilości cholesterolu w diecie zmniejsza ryzyko wystąpienia chorób serca. Obniżenie poziomu cholesterolu we krwi poprzez podawanie leków nie chroni tętnic przed miażdżycą”. Takie cytaty można ciągnąć w nieskończoność. Taka jest prawda. Cholesterol, który spożywamy w tłuszczach zwierzęcych i żółtkach jaj jest niegroźny. Mało tego - groźny jest jego brak! Natomiast powodem powstawania chorób, o których powodowanie oskarżano cholesterol (i wielu innych) okazuje się, w świetle najnowszych badań, nieprzytomne spożycie węglowodanów czyli cukrów. Tak zalecane, bo „zdrowe” owoce, wszelkie pieczywo, ryż, makarony, kasze, soki, cole, oranżady a zwłaszcza wszelkie słodycze są przyczyną tryumfalnego pochodu chorób „cywilizacyjnych” i degeneracji gatunku ludzkiego. Nieszczęście potęguje fakt, że niektórzy „uczeni” w dalszym ciągu odradzają jadanie zdrowych, naturalnych produktów takich jak: masło, śmietana, żółtka jaj, tłuste mięsa, smalec. Dlaczego? Z kilku przyczyn: stoi za nimi gigantyczny kapitał firm produkujących słodycze, pieczywo i słodkie napoje oraz jeszcze większy kapitał koncernów farmakologicznych (a człowiek zdrów, żadnych leków nie kupuje). I, nie mniej ważny czynnik – psychologiczny – trudno, nawet wobec oczywistych faktów przyznać się, że przez całe życie opowiadało się... głupstwa, a lekarstwa okazały się gorsze od samej choroby! Ale najczęściej przyczyną tego stanu rzeczy jest zwykła niewiedza. Na szczęście problemy te nie dotyczą ludzi żywiących się optymalnie, a więc dietą z bardzo niską ilością węglowodanów, dużą ilością tłuszczów zwierzęcych i umiarkowaną ilością białka. Waszak
Z grilla i z rusztuPora roku i pogoda sprzyja, coraz popularniejszemu w naszym kraju, pieczeniu mięs na rusztach ogrodowych, zwanych popularnie grillami. To dobry zwyczaj, bo mięsa z grilla są smaczne, a przyrządzone prawidłowo również zdrowe i wskazane przy Żywieniu Optymalnym. Najbardziej rozpowszechnione są ruszty na węgiel drzewny. To całkowicie zrozumiałe, jako że z takiego grilla mięso jest najsmaczniejsze, a jego aromat niezrównany. Ruszty gazowe i elektryczne, które pojawiają się tu i ówdzie są, co najwyżej namiastką prawdziwego grilla węglowego. Można, na takim grillu dodatkowo wpływać na smak pieczonych potraw, poprzez dodawanie do węgla naturalnych składników dodatkowo aromatyzujących potrawy. Mistrzowie rusztu mają w tym względzie swoje „tajemnice” – jedni dodają zielone szyszki, inni wilgotne drewno z drzew owocowych, jeszcze inni – jagody jałowca. Zachęcam do samodzielnego eksperymentowania – warto! Smażenie produktów na ruszcie, patelni lub ich gotowanie jest przez ludzi na Żywieniu Optymalnym praktykowane powszechnie, jako że dzięki temu zostają one „nadtrawione” (za pośrednictwem ognia) poza przewodem pokarmowym człowieka, co czyni je łatwiej przyswajalnymi. A człowiek jest człowiekiem, a nie krową i rzeczy surowych nie powinien jadać. Nie powinien też jadać mięs o kiepskim składzie i chudych, a więc kurczaków, indyków, ryb itp. Na grilla, wręcz wymarzone są gatunki mięs najwartościowszych, a więc wszelkiego rodzaju wieprzowina – boczek, podgardle, żeberka, słonina, tłusta karkówka będą z rusztu smakowały nam najlepiej. Można je przyrządzać z zupełnie surowego, świeżego produktu lub z wędzonego – na ruszcie tylko „dopieszczonego”. Wyśmienita z grilla jest również tłusta jagnięcina i baranina. Wprawdzie nie każdy lubi specyficzny smak tego mięsa, ale coraz więcej ludzi się do niego przekonuje. Przy smażeniu mięs należy pamiętać, że podczas obróbki termicznej wytapia się z niego sporo cennego tłuszczu, dlatego też wskazane jest używanie podkładek (takich aluminiowych tacek z dziurkami), które pozwolą nam zachować cenny tłuszcz. Można też używać, samodzielnie przygotowanej glazury do mięsa, czyli smalcu lub masła wymieszanego z ostrymi przyprawami, którym smarujemy mięsa w trakcie smażenia. A po usmażeniu mięsa, już na talerzu, warto na jeszcze gorącym kawałku położyć trochę masła, – aby się roztopiło – pycha! Ale ruszt to nie tylko mięso „w kawałkach” – to również wędliny, które na grillu dostają nowego, wyśmienitego smaku i aromatu. Oczywiście nie wędliny byle jakie, ale optymalne – tłuste, wyprodukowane bez dodatków roślinnych i konserwantów, a wędzone w naturalnym dymie, czyli takie jakie można kupić w sklepie z żywnością optymalną (w Poznaniu np. przy ul. Krakowskiej). Te są najwspanialsze. A kaszanka z musztardą – wręcz palce lizać! Oprócz musztardy przyda się też kiszony ogórek, który dobrze się „komponuje” z grillowymi tłustościami. A i popić czymś trzeba. Polecam schłodzoną zieloną herbatę z odrobiną cytryny (lub bez), albo wino wytrawne (wolimy czerwone) zmieszane (pół na pół) z wodą mineralną i kostką lodu. Piwa optymalni raczej nie pijają. Proporcje BTW (w 100g produktu), w optymalnych wędlinach najlepiej smakujących z grilla to: kiełbasa optymalna 9:36,5:0, kiełbasa optymalna sucha 13,5 : 38 : 0, kaszanka 8 : 25,5 : 10, boczek wędzony got. 7,5 : 50 : 0, podgardle wędzone got. 6,9:60:0 (Proporcje odnoszą się do wędlin optymalnych produkowanych w Koźminku – innym nie ufamy). Życzę wszystkim czytelnikom (zwłaszcza Optymalnym) cudownych chwil na łonie przyrody, przy smakowicie pachnącym grillu. Waszak
A za granicą?Często ludzie, którzy zaczęli żywić się optymalnie zwracają się do nas z pytaniem: wybieram się za granicę, – co teraz? Czy, aby nie będziemy tam mieli kłopotów z dostaniem naszego jedzenia? Czy, w czasie pobytu w krajach sąsiednich nie będziemy musieli zrobić przerwy w poprawnym żywieniu? Wszystkich obawiających się zagranicznych wojaży pragnę uspokoić – ze zdobyciem optymalnych produktów, za granicą nie ma najmniejszego problemu. Sam, ostatnio przebywałem w dwóch, zupełnie odmiennych krajach i ani razu nie miałem kłopotu z kupnem optymalnych produktów. Mało tego! Było to znacznie łatwiejsze niż w Polsce. A byłem na Ukrainie i w Niemczech, a konkretnie w Bawarii. Bawarzy jak to Bawarzy – tłuste jedzenie mają w tradycji, którą do dziś namiętnie pielęgnują. Zapewne, dlatego jest to land najbogatszy w całej Europie. W hotelu, każdego ranka, na śniadanie podają gotowane jajka (w nieograniczonej ilości), na szwedzkim stole aż się roi od tłustych wędlin, takiegoż sera, a świeże masło jest zawsze dostępne - kawa i herbata – również. To, że do posiłków nie używamy chleba, ani żadnego innego pieczywa, a z jajek wybieramy same żółtka, nikogo tutaj nie dziwi, bo i Bawarzy robią podobnie. Tyle śniadanie, – ale co dalej? Dalej – rewelacyjnie. W sklepach można kupić śmietanę naturalną z 38% zawartością tłuszczu – do wyboru: kwaśna, albo słodka, a taka śmietana to już niezły posiłek sam w sobie. Jest wprawdzie dość droga, ale ileż można jej wypić? Natomiast sklepy mięsne to sama poezja. Paskudnych wędlin z drobiu tam nie znajdziemy. Same tłuste świnki i krówki. Większość wędlin jest, w porównaniu z polskimi, znacznie tłustsza. Przebojem jest bawarska „blodwurst” – rodzaj wędzonej kaszanki, do której zamiast kaszy dodano drobno pokrojoną słoninkę. Tu nikt się nie boi tłuszczu i wieprzowiny, a do wyrobów nie dodają podejrzanej skrobi i białka roślinnego jak to ma miejsce w Polsce, a więc można bawarskie wędliny jeść zupełnie spokojnie. Są, przy tym stosunkowo tanie. Trudno też przejść spokojnie obok sklepów z serami. Niestety te są tu dość drogie. Ale jakie! Nigdy nie mieliśmy problemu, aby kupić wyśmienite sery z zawartością tłuszczu 70 – 72%, a więc idealne dla ludzi na Żywieniu Optymalnym. A na rynku w Norymberdze, pani, która handluje jajkami na straganie, ma też jajka od razu ugotowane. Obok stoi stolik z nożem solniczką i miseczką na skorupki. Miejsce wymarzone dla optymalnych. Zresztą w innych miejscach jest podobnie. Smażone ziemniaki obficie podlane tłuszczem, tłuste „bratwurst’y”, golonki, smażony boczek, karkówkę można dostać tu dosłownie wszędzie. Tłuste jedzenie jest tutaj rozpowszechnione. Dlatego też Bawarzy są pogodni, życzliwi, zdrowi i tryskają energią. Polecam. A dla odmiany – drugi koniec Europy, czyli Ukraina. I tu optymalny nie ma najmniejszego kłopotu z dostaniem dobrych produktów optymalnych i to za grosze. Zarówno w Kijowie, Lwowie i mniejszych miejscowościach, bez trudu znajdziemy „rynok”, czyli targowisko, a na nim obfitość tłustych smakowitości. Próżno, w Polsce szukać tak pysznej, miękkiej słoninki, jaką sprzedają tam „babuszki”. A i inne wędliny są robione z tłustej wieprzowiny i w sposób naturalny. Radzę jednak wybierać te najdroższe. Tańsze nie będą nam smakowały. Na rynku również obfitość innych produktów – jajka – śmiesznie tanie, a i gospodarska śmietana wyśmienita. Ale, uwaga – śmietanę kupujemy wyłącznie na rynku tzw. „sliwke” – ta kupowana w sklepach jest za mało tłusta i ma podejrzany smak. Natomiast masło jest i tu, i tu wyśmienite. A i w lokalnych knajpkach zawsze dostaniemy tłusty gulasz i tłusty szaszłyk. Kiedy, w restauracjach zamawiałem jajecznicę (1 całe jajko, 5 samych żółtek i dużo masła) nikt się nie dziwił i zawsze robiono ją prawidłowo. Oni, po prostu, tak jedzą. Spożycie tłuszczy zwierzęcych na Ukrainie należy do najwyższych w Europie – dlatego nie występują tam praktycznie tzw. choroby cywilizacyjne, a i otyłość należy do rzadkości. W innych krajach jest podobnie. Każdy kto chce, skomponuje sobie optymalny posiłek w dowolnym kraju. A więc optymalni – w świat! Śmiało! Waszak
Do tego trzeba dorosnąćCzęsto ludzie, którzy dzięki Żywieniu Optymalnemu, pozbyli się licznych uciążliwych i „nieuleczalnych” dolegliwości, zaczynają wśród swoich krewnych i znajomych szerzyć niemal na siłę poprawny model żywienia. Rozumiemy ich, bo również przechodziliśmy ten etap. Niestety – był to błąd. Nam – Optymalnym wydaje się oczywiste, że każdy chce być zdrów i wesół. Wydaje się nam, że każdy chory lub otyły z radością rozstanie się z tabletkami, zastrzykami lekarzami lub zbędnymi kilogramami i wielkie jest nasze zdziwienie, kiedy okazuje się, że tak nie jest. A nie jest. Zadziwiająco wielu ludzi po prostu lubi być... chorymi! Naprawdę! Lubią swoje tabletki – najlepiej kolorowe i zagraniczne, lubią wizyty u rozmaitych lekarzy – zwłaszcza „specjalistów”, ordynatorów i profesorów, którzy zapisują im kolejne kolorowe tabletki i zręcznie udają zatroskanie ich stanem zdrowie. Tacy ludzie to prawdziwa żyła złota dla medyków maści wszelakiej i przemysłu farmaceutycznego. A tu przyłazi taki Optymalny i mówi im: słuchaj koleś: na Żywieniu Optymalnym to te tabletki będziesz mógł szybko na śmietnik wyrzucić, swoim doktorkom przestaniesz głowę zawracać, a czuć się będziesz wybornie i zamiast do przychodni pójdziesz sobie na ryby. Wydaje się oczywiste, że na takie argumenty połasi się każdy. Niestety – nie. Dla części ludzi presja środowiska ( w tym i co ciemniejszych lekarzy) jest tak duża, że po prostu nie uwierzą, albo będą się bali. Nie bez znaczenia jest również rozpowszechniane kłamstwo, że Żywienie Optymalne wprawdzie szybko pomaga, ale po 1 – 2 latach dopadną ludzi je stosujących różne, paskudne choróbska. Jest to, oczywiście całkowita nieprawda, ale są ludzie, którzy „białym fartuchom” wierzą i po prostu boją się żywić prawidłowo. Są też inni – chorzy lubiący swoje choroby i tabletki, którzy po prostu nie chcą się wyleczyć, bo dolegliwości to ich jedyne hobby. Zdziwilibyście się ilu takich jest! Dlatego Optymalni szerzący wiedzę o żywieniu Człowieka w swoim środowisku napotykają zwykle na mur tępego oporu. Początkowo chcą go przełamywać na siłę. Potem – już nie. Zauważają wkrótce, że do Żywienia Optymalnego trzeba, po prostu – dorosnąć. Tak – dorosnąć. To nie jest dwutygodniowa „dieta - cud” z kolorowej gazet dla blondynek. To sposób żywienia Człowieka. Człowieka rozumnego. Na razie, opór środowiska, oraz pokutujące jeszcze tu i ówdzie przesądy i ciemnota środowisk lekarskich utrudnia propagowanie zdrowego (niskowęglowodanowego i wysokotłuszczowego) żywienia pomimo najoczywistszych faktów. A więc, moi drodzy, informujmy naszych znajomych o tym rodzaju żywienia, ale nic pond to. Zmuszanie kogokolwiek jest bezcelowe i przynosi skutki odwrotne od zamierzonych. Jedni dorosną i sami się do nas zgłoszą, inni nigdy tego nie zrobią. Musimy się pogodzić z faktem, że są ludzie, którzy wolą umrzeć w męczarniach ze zgodą „białych fartuchów” niż żyć długo i zdrowo wbrew nim. Smutne, ale tak jest. Sami mieliśmy niedawno przypadek starszego człowieka, który miał tak zaawansowaną cukrzycę i miażdżycę, że nie wstawał już z łóżka, a kontakt z nim zaczynał być utrudniony. W ciągu miesiąca udało się postawić go na nogi. Niestety. Jego krewna przywiozła mu (na dwa dni przed zupełnym odstawieniem insuliny!) znajomego lekarza, który zakazał mu Żywienia Optymalnego. Niestety chory go posłuchał. Umarł po trzech miesiącach. Nie znaczy to jednak, że ci lekarze, którzy jeszcze odradzają ten model żywienie to ludzie złej woli. Tak nie jest. Po prostu nie wszyscy jeszcze mają o nim wystarczającą wiedzę. Ale cóż do tego rodzaju żywienia trzeba dorosnąć. Nie każdemu to się udaje. A więc kochani – nic na siłę! Waszak
Dziękujemy!O tym, że Żywienie Optymalne (dieta Jana Kwaśniewskiego) może zdziałać cuda dziś już nie trzeba nikogo przekonywać. Setki ludzi, którzy przewinęli się przez niespełna 9 miesięcy, przez nasze Centrum jest na to najlepszym dowodem. Cieszymy się, ze znaleźli u nas fachową pomoc, która pozwoliła im pozbyć się chorób, wobec których akademicka medycyna okazywała się nierzadko kompletnie bezradna. W tym celu nawiązaliśmy owocną współpracę z najlepszymi lekarzami optymalnymi w Polsce. Dr Krzysztof Krupka, dr Jan Wróbel odwiedzają nas często i chętnie przyjmują pacjentów A wspaniały doktor nauk medycznych Aleksander Zieliński pomaga nam każdego dnia. To wspinali lekarze i Ludzie Wielkiego Serca. Każdego dnia cieszmy się z ich sukcesów, bo oznaczają one wielu ludzi, którzy powracają do zdrowia i to zwykle dzięki samemu, poprawnemu jedzeniu – bez kosztownych leków, które lekarze optymalni polecają zwykle... wyrzucić! Żywienie Optymalne pozwala też uzyskać prawidłową wagę ciała i to bez głodzenia się, wyrzeczeń czy stosowania kosztownych i wysoce podejrzanych „cudownych preparatów”. W klubie Sami Swoi (Poznań, Stary Rynek 99/100), w każdą sobotę dyżurują doświadczeni dietetycy z wieloletnim stażem, którzy zainteresowanym pomagają, zupełnie za darmo, skorygować pojawiające się błędy żywieniowe. U osób z lżejszymi dolegliwościami, lub takich, które chcą tylko schudnąć wystarcza zwykle konsultacja z dietetykiem. Ale nasi dietetycy to nie tylko klub Sami Swoi i nasze Centrum. Uruchomiliśmy za pośrednictwem Internetu Wirtualną Arkadię z porad, której korzystają ludzie z całego świata. To bardzo ważna sprawa, bo dotychczas ludzie, poza Polską, nie mieli, do kogo się zwrócić o fachową poradę żywieniową. W tym czasie, w Poznaniu restauracja – klub Sami Swoi zaczęła serwować wyśmienite i niedrogie dania optymalne przygotowane pod czujnym okiem naszych dietetyków i gospodarza klubu – cesarza poznańskiej patelni pana Wiesława Kowalskiego. Sami Swoi są pierwszą optymalną restauracją na świecie! Dla tych chorych, którym lekarze zapisali zabiegi prądami selektywnymi, uruchomiliśmy gabinet z takimi prądami w centrum Poznania (ul. Wrocławska 6), gdzie można wziąć, za niewielkie pieniądze, serię takich zabiegów. Ale na reszcie naszej planety z takimi zabiegami były poważne problemy, ponieważ brakowało dobrych, niedrogich i dostępnych aparatów do ich wykonywania. Dlatego też nawiązaliśmy współpracę z firmą Delta, która korzystając z naszych doświadczeń skonstruowała i wyprodukowała, niedrogi, a zarazem znakomity aparat Selectronik. Okazał się bardzo potrzebny. Dziś dziesiątki Selectroników niosą ulgę chorym na... kilku kontynentach! A aparat jest dostępny zaledwie od dwóch miesięcy! Optymalni mają często kłopoty z zaopatrzeniem w produkty żywnościowe właściwe w Żywieniu Optymalnym, dlatego też pomogliśmy sklepowi spożywczemu państwa Szczecińskich (ul. Krakowska 21), wyspecjalizować się w produktach dla Optymalnych. Ich asortyment stale rośnie, a największym powodzeniem cieszą się wyśmienite, naturalne wędliny produkowane specjalnie dla optymalnych w małej masarni w Koźminku. Dwa razy w miesiącu, w klubie Sami Swoi można (za darmo) uczestniczyć w wykładach o Żywieniu Optymalnym. Jeden z tych wykładów jest zawsze przeznaczony dla początkujących – zapraszamy. Umożliwiliśmy zainteresowanym stały dostęp do książek i innych publikacji o Żywieniu Optymalnym, a miesięcznik „Optymalnik” wydawany przez kol. Trojanowskiego z Katowic jest u nas stale dostępny – nawet archiwalne numery. Z naszą współpracą funkcjonuje Arkadia LIDO w Jastrzębiej Górze – najlepszy optymalny ośrodek wypoczynkowo – leczniczy w Polsce. Tam też, w tym roku, po raz pierwszy w historii zorganizowano kolonie dla dzieci i młodzieży optymalnej. A ponieważ Lech Wałęsa, Władmir Putin, Ojciec Święty Jan Paweł II żywią się optymalne i bardzo sobie chwalą, zgłaszają się do nas po ustawienie diety ludzie, których nazwiska znamy z pierwszych stron gazet. I są to zwykle ludzie zupełnie zdrowi, a zaczynają poprawne żywienie, ponieważ zdrowymi chcą pozostać. Takich ośrodków jak nasz jest już w Polsce sporo. Niektóre funkcjonują już od wielu lat, ale wszystkie one, razem wzięte nie dokonały tyle ile nasze Centrum przez zaledwie dziewięć miesięcy. To jednak, nie tylko nasza zasługa. To również zasługa naszych przyjaciół – Ludzi Wielkiego Serca, którzy zupełnie bezinteresownie wspomagają nas swoją wiedzą, możliwościami i zawsze są gotowi służyć pomocą. Jest ich legion – nie sposób wymienić wszystkich, a więc nie wymieniamy nikogo. Chcemy powiedzieć im wszystkim – DZIĘKUJEMY! Dziękujemy w imieniu własnym, a przede wszystkim w imieniu setek ludzi, którzy dzięki naszej działalności odzyskali zdrowie, humor i wigor. Ewa i Mariusz Waszak
Chleba naszego powszedniego...?Ludzie, którzy po raz pierwszy, spotykają się z żywieniem optymalnym najbardziej są zaskoczeni tym, że w ogóle nie dopuszczamy jedzenia chleba i żadnego innego kupnego pieczywa. Jak to? – Dziwią się. Przecież „bez chleba żyć się nie da”. Otóż okazuje się, że nie tylko się da, ale dzięki odstawieniu niejadalnych produktów żyje się znacznie dłużej i zdrowiej. Już w XIX wieku, pewien niemiecki filozof powiedział „Zboże, które początkowo używane było wyłącznie jako pasza dla bydła, wkrótce stało się pożywieniem ludzi. I wynaleziono wówczas bydło ludzkie, niewolników”. Miał rację. Dlatego w naszym żywieniu są produkty, które odstawiamy niemal całkowicie ze względu na dużą zwartość szkodliwych węglowodanów. To są trucizny! Najgorsze z nich to cukier i wszelkie słodycze (w tym miód), owoce i właśnie wszelkie, kupne pieczywo. Chleby, bułki wszelkiego rodzaju, wypieki, są nie tylko tuczącą paszą, ale również sprawcami szerokiego wachlarza chorób nękających ludzkość. To one właśnie są odpowiedzialne za wszelkie tzw. choroby cywilizacyjne. Widzieliśmy wszyscy tłuste świnki mieszkające w chlewikach. Od czego one się tak roztyły? Od smalcu, masła, śmietany? Nie, przecież nikt im takich rzeczy do jedzenia nie daje. Świnki jedzą głównie produkty, z których robi się właśnie pieczywo. A czy my jesteśmy świnkami czy Ludźmi? Piszący te słowa, po odstawieniu pieczywa pozbył się nadciśnienia tętniczego i schudł o 27 kg! Dziś, w związku z aferą zbożową, pieczywo gwałtownie drożeje. Na szczęście optymalnych zupełnie to nie obchodzi, bo po prostu my takich rzeczy nie jadamy. Zresztą pieczywo to nie tylko mąka i cukier. To w dzisiejszych czasach, mnóstwo chemicznych spulchniaczy, polepszaczy i konserwantów, które czynią je całkowicie niejadalnym. Zapomnijmy, więc o wszelkim kupnym pieczywie. Zapomnijmy, ale nie do końca. Jak się okazuje, trochę pieczywa możemy jadać, ale nie takiego ze sklepu. Pojawiaj się tu i ówdzie producenci, którzy zaczynają wytwarzać kilka gatunków pieczywa o mocno obniżonej zawartości węglowodanów, a zwiększonej ilości tłuszczu. Takie specjalne, optymalne pieczywo można, w ograniczonej, ilości jadać, ale najlepsze jest to, które upieczemy sobie samodzielnie w domu. Rzecz jasna, według optymalnych przepisów.
|
|
Wyślij pocztę do
redakcji
z pytaniami i uwagami dotyczącymi treści na tej witrynie. Wszelkie usterki we
funkcjonowaniu witryny zgłaszaj naszemu
sieciomistrzowi.
|