Ostatnia modyfikacja strony:
18 grudnia 2004

Przedstawiamy tutaj cykl artykułów, które ukazują się w Tygodniku
Poznańskim.
(Optymalnych informujemy, że mogą z nich nieodpłatnie korzystać i umieszczać
np. w swoich lokalnych mediach na całym świecie, bez
pytania nas o zgodę.)
UWAGA ! Od 15.01.2004 zmieniamy
organizację archiwum artykułów z BTP. Odtąd będą udostępniane w oddzielnych
plikach w formacie RTF. Nie będzie dodatkowej wersji "do druku" dla formatu RTF.
W formacie RTF (od 15 I 04)
W formacie HTML (do 15 I 04)
Ale się porobiło! W zeszłym tygodniu,
wspomnieliśmy w artykule o Żywieniu Optymalnym, że powstał nowy, a przy tym
znakomity i niedrogi, aparat do prądów selektywnych
SELECTRONIK. I się zaczęło! Czytelnicy, jak się okazało, w głowę
zachodzili co to są te prądy selektywne i jak się „to to” ma się do Żywienia
Optymalnego. Otóż wyjaśniamy. Na Żywieniu Optymalnym mija bezpowrotnie i to
bez udziału leków, większość chorób, nawet tych podobno „nieuleczalnych”.
Jednak są przypadki kiedy, z różnych przyczyn, musimy przyśpieszyć proces
leczenia, gdyż wyzdrowienie przez samo żywienie, trwało by zbyt długo. Wtedy,
lekarz optymalny przepisuje zabiegi prądami selektywnymi. Polegają one na
przepuszczaniu przez chory organ, prądu o ściśle określonych właściwościach. W
dużym uproszczeniu, są to prądy typu S lub PS i odpowiednio pobudzają lub
„wyciszają” sympatyczny, albo parasympatyczny układ nerwowy. A system nerwowy
człowieka to nie tylko „nerwy”, ale zwłaszcza - swoista „sieć informatyczna”,
sprawująca pieczę nad wszystkimi funkcjami naszego ciała. Prądy selektywne są
bardzo skuteczne w pewnych chorobach, a w innych nie. Dlatego nie należy się
martwić, że np. naszej znajomej lekarz optymalny zapisał prądy selektywne, a
mi nie, bo to nie znaczy, że lekarz mnie nie lubi, a tylko, że moja
dolegliwość nie kwalifikuje się do takiego zabiegu. Prądy selektywne są bardzo
skuteczne, wręcz zbawienne przy np. miażdżycy, stwardnieniu rozsianym,
jaskrze, nerwicy, chorobie Beurgera, astmie itp.
Zabiegi tymi prądami są bezbolesne. Nie można też nikomu nimi zaszkodzić.
Natomiast w wielu chorobach, znakomicie wspomagają Żywienie Optymalne, dzięki
któremu dolegliwości i tak by ustąpiły, ale później, a po co się męczyć?
Tym nie mniej, zabiegów prądami selektywnymi nie
udzielamy na „chybił trafił”. Aby je dostać należy mieć skierowanie od lekarza
optymalnego, na którym jest wyszczególniony rodzaj prądów (jeden z czterech
rodzajów), miejsce przyłożenia elektrod, a także ilość i czas trwania
zabiegów. Zabiegów może dokonywać wyłącznie przeszkolony fizykoterapeuta. My
prądów selektywnych, udzielamy w naszym Centrum przy ul. Wrocławskiej 6.
Honorujemy skierowania od wszystkich lekarzy optymalnych w Polsce. Można, u
nas, również dokończyć serię zabiegów, którą pacjent rozpoczął np. w jakimś
ośrodku stacjonarnym. W wypadku, kiedy mamy do czynienia z chorym leżącym,
jesteśmy przygotowani na wykonanie zabiegu w jego domu. Dysponujemy
znakomitymi aparatami, obsługiwanymi przez dobrze wyszkolony personel. Zabiegi
nie są kosztowne.
Są ludzie, którzy zalecają zabiegi prądami
selektywnymi „profilaktycznie”. To zupełnie bez sensu. Wprawdzie nikomu, na
pewno nie zaszkodzą, ale to tylko strata czasu i pieniędzy.
Ale w zeszłym tygodniu obiecaliśmy czytelnikom,
nową porcję dobrych wiadomości. Czy mamy takie? Jasne, że mamy! Spore
znaczenie, przy Żywieniu Optymalnym ma móżdżek. Jest też zalecany, przez
dietetyków i lekarzy przy niektórych chorobach (np. SM). Dotychczas móżdżek
(wybornie przyrządzony!) można było sobie zamówić w restauracji SAMI SWOI, ale
kupić go w sklepach, do przyrządzenia w domu było bardzo trudno. Było, bo już
nie jest. Móżdżek surowy, pojawił się w sklepie przy ul. Krakowskiej 21, który
zaczyna, z powodzeniem, specjalizować się w produktach dla Optymalnych.
Pojawiła się tam też „czysta” (niestabilizowana białkiem i nie UHT) śmietana –
poszukiwana przez Optymalnych. Oby tak dalej!
Dla osób, zwłaszcza tych najbardziej chorych, które rozpoczynają Żywienie
Optymalne bardzo ważne są prądy selektywne. Zabiegi nimi wykonywane znakomicie
przyspieszają ustępowanie wielu dokuczliwych chorób – przynoszą ulgę i
zdrowie. Dlatego, dla chorych, ważny jest nie tylko dostęp do doświadczonego
lekarza optymalnego lub dietetyka ale również do Arkadii lub innego miejsca
wyposażonego w dobry aparat do udzielania prądów selektywnych i przeszkolonego
fizykoterapeutę.
Z tymi aparatami, od lat były kłopoty. Część z
nich (te najstarsze), choć dość powszechnie stosowane i wypróbowane, z biegiem
lat traciła swoje parametry, ulegała awariom, nie było dla nich odpowiedniego
serwisu, a co najgorsze, były dość kosztowne i trudnodostępne. Tę lukę w rynku
próbowano zapełnić innymi, nowszymi aparatami, ale te okazywały się albo
niezwykle kosztowne (cena wręcz zaporowa!), albo pochodziły z niepewnego
źródła, o nieznanej jakości, a i z serwisem bywało rozmaicie, na ogół – bardzo
źle.
O tej sytuacji, dowiedzieli się, przez
przypadek, konstruktorzy z poznańskiej firmy DELTA. To profesjonaliści
z wieloletnim stażem w produkcji najbardziej wyrafinowanych urządzeń
elektronicznych o bardzo zaawansowanej technologii. Właściciel firmy, pan
Arkadiusz Matysiak osobiście, bardzo się w sprawę zaangażował. I dobrze! Bo
dzięki temu, dziś możemy zaoferować zainteresowanym aparat do prądów
selektywnych najnowszej generacji: niezawodny, wygodny, trwały, bezpieczny, z
pełną gwarancją producenta i, zupełnie bezproblemowym serwisem, a co
najważniejsze – niedrogi! Ta „sztuka” udała się dzięki ścisłej współpracy
pomiędzy doświadczonymi fizykoterapeutami, lekarzami i Arkadiami z
producentem, który dał do dyspozycji swoich najlepszych inżynierów,
konstruktorów i technologię dostępną, do niedawna, jedynie w przemyśle
zbrojeniowym i kosmicznym.
Tak więc,
przedstawiamy wszystkim, najnowocześniejszy aparat do prądów selektywnych:
SELECTRONIK. A oto kilka istotnych informacji o naszym najnowszym
„przyjacielu”: posiada procesorową obróbkę kształtu impulsu, kwarcową
stabilizację częstotliwości pracy, cyfrowy pomiar wartości skutecznej prądu,
precyzyjne nastawienie natężenia prądu Jest wyposażony w trzy różne,
zaawansowane technologicznie, zabezpieczenia pacjenta – nawet zalanie, podczas
zabiegu, całego aparatu wodą nie zaszkodzi pacjentowi! Niektóre z dotychczas
dostępnych aparatów nie mają, w ogóle żadnych zabezpieczeń! Posiada
estetyczną, stabilną obudowę, a jego obsługa jest jasna, prosta i zrozumiała
dla każdego kto obsługiwał jakikolwiek inny aparat. W końcu, nad jego
konstrukcją pracowało, przez kilka miesięcy, blisko dwudziestu doświadczonych
fachowców.
Ale aparat to również elektrody. I w tym wypadku
nie są to zwykłe „jakieś blachy”. Elektrody zostały wykonane ze specjalnego
stopu wysokoniklowego, mają owalne krawędzie, które nie niszczą podkładów i
są... sprężyste. Nikt takich, dotąd nie zrobił! Przy ich wykonaniu,
uwzględniono wszystkie uwagi, wielu lekarzy i fizykoterapeutów, którzy z nami
współpracowali. Bananowe wtyczki, w które są wyposażone elektrody, pasują do
większości dotychczasowych aparatów. Można sobie sprawić aparat z elektrodami
lub... korzystać ze starych. Można też kupić sobie nowe elektrody do starego
aparatu. Jak kto sobie chce.
Do aparatu - o dziwo nie jest dołączona
instrukcja stosowania prądów selektywnych. To nie jest niedopatrzenie.
Zrobiliśmy to celowo. Aparat może obsługiwać tylko osoba przeszkolona w
zakresie udzielania prądów selektywnych (jakimkolwiek aparatem). Dla tych,
którzy takich uprawnień nie mają organizujemy specjalne, jednodniowe
szkolenia. Nie ma problemu.
Ponad to, każdy aparat pracuje, przed trafieniem
do odbiorcy, na specjalnie skonstruowanym „sztucznym pacjencie” przez ok. 100
godzin. Dzięki czemu, mamy pewność jego niezawodności i stałości parametrów i
to na wiele, wiele lat.
Jednak ostrzegamy – próba samodzielnej naprawy
(otwarcia!) aparatu, wiąże się z ryzykiem jego całkowitego uszkodzenia i
utraty, nie tylko gwarancji, ale również możliwości fabrycznej naprawy.
I teraz najważniejsze: ile takie „cudo”
kosztuje? Fortunę pewnie? Otóż – nie! Cały nowy aparat, wraz z elektrodami
kosztuje tylko... 1 450 zł! Zaś same elektrody ok. 300 zł. Aparat bez elektrod
jest o ok. 300 zł. tańszy. A gdzie „to to” można kupić? Najprościej u „Waszak’ów”
(tel. 0 601 214 875, lub producenta: tel. 0 61 866 71 48, albo przez intenet:
www.waszak.org i
www.delta.poznan.pl Wszędzie cena jest taka sama.
Mamy nadzieję, że pojawienie się tego, nowego
aparatu na rynku znacznie ułatwi, niedrogi i powszechny dostęp do prądów
selektywnych wszystkim potrzebującym. A taki był nasz cel.
Ewa i Mariusz Waszak
Różnie, zwłaszcza ostatnio, w życiu bywa ale ludzie żywiący się optymalnie,
częściej niż inni słyszą dobre wiadomości. Ponad to, w ich wypadku są to
wiadomości, nierzadko o wielkiego znaczenia np.: „insulina nie będzie panu
więcej potrzebna – jest pan zdrów”, albo: „nie, amputacja kończyn nie jest już
potrzebna”, lub: „jak ty to zrobiłeś? Tyle schudłeś, a się nie głodzisz!”.
Cieszymy się, że możemy pomagać ludziom usłyszeć takie wiadomości. To
codzienny „cud” Żywienia Optymalnego (niskowęglowodanowego i
wysokotłuszczowego).
Każdego dnia pomagają nam w tym doświadczeni
lekarze optymalni.
Z prawdziwą troską obserwowaliśmy pogarszający
się stan zdrowia Ojca Świętego Jana Pawła II. Nie był tajemnicą, każdy
widział, że nasz Papież, był coraz słabszy, a drżenie rąk utrudniało mu
sprawowanie obowiązków. Nagle – coś się stało. Coś dobrego! Ojciec Święty
wyraźnie „odżył”, głos mu spotężniał, a i ręce przestały drżeć. Specjaliści od
Żywienia Optymalnego zaczęli „coś” podejrzewać. Wszak tylko ten rodzaj
żywienia mógł, tak znakomicie podziałać na osobę Papieża. Ale oficjalnie –
nikt nic nie mówił. Dopiero teraz się wydało! Dr Jan Wróbel – jeden z
najlepszych lekarzy optymalnych, zaniepokojony stanem zdrowia Głowy Kościoła,
wykorzystując swoje „kanały”, dotarł do Ojca Świętego i pod jego wpływem, nasz
Papież odstawił część medykamentów i zmienił rodzaj odżywiania. Jakimi
skutkami to zaowocowało – każdy widzi. Szkoda tylko, że tak późno. Dr Wróbel
zaczął ujawniać fragmenty swojej korespondencji z Janem Pawłem II w
miesięczniku „Optymalnik”. Polecam, choć wiem, że znaczna jej część
pozostanie, na zawsze, tajemnicą.
Nawiązaliśmy współpracę z dr Janem Wróblem już
jakiś czas temu. Na jego wykładzie o Żywieniu Optymalnym, który odbył się w
zeszłym w tygodniu, w klubie SAMI SWOI był nadkomplet zainteresowanych. Nie
dla wszystkich starczyło miejsc siedzących! Ale nic straconego – w lipcu dr
Wróbel odwiedzi nas znowu i wygłosi, bardzo ciekawy wykład: „Cukrzyca –
choroba uleczalna”. Zapraszamy. O dokładnym terminie wykładu poinformujemy na
łamach BTP po powrocie dr Wróbla z Italii.
Ale to nie koniec dobrych wiadomości.
Ponieważ optymalne wędliny z Koźminka, których
sprzedaż prowadzi sklep przy ul. Krakowskiej 21, okazały się przebojem i
cieszą się ogromną popularności (również wśród nieoptymalnych), będziemy
rozwijali możliwości zaopatrzenia się, również w inne produkty optymalne
produkowane z najlepszych surowców, według naszych receptur i pod naszym
nadzorem. Będą one wkrótce dostępne, początkowo w sklepie przy ul.
Krakowskiej, a nieco później i w innych.
Ale i to jeszcze nie koniec.
Wobec trudności na jakie napotykały ośrodki
optymalne w całej Polsce, chcąc zaopatrzyć się w dobry aparat do prądów
selektywnych, na naszą prośbę, firma „Delta” skonstruowała, w pełni
profesjonalny, najnowocześniejszy na świecie aparat do takich prądów. Z
gwarancją, serwisem i wszelkimi zabezpieczeniami. SELECTRONIK – bo tak się te
aparaty nazywają, są już testowane w naszym Centrum. Próby wypadają bardzo
dobrze. Będą kosztowały o połowę mniej niż wszystkie dotychczasowe!
A za tydzień, kolejna porcja dobrych wiadomości.
Poza tłuszczami, pochodzenia zwierzęcego (masło, smalec,
śmietana) i mięsem
jako takim, najbardziej cenione przez optymalnych są wędliny. Zwłaszcza
tłuste wędliny z mięsa wieprzowego. Są one wyśmienitym źródłem cennego
tłuszczu i wysokowartościowego białka trudnego do zastąpienia innymi
produktami.
Na pozór wydawać by się mogło, że zakup wędlin w przyzwoitym gatunku nie
powinien nastręczać jakichkolwiek trudności - wszak sklepów mięsnych w
Polsce, póki co, nie brakuje, a i w marketach półki pełne są wędlin i
mięsnych różności. Paradoksalnie, w tym morzu obfitości sprawa nie jest taka
prosta, bo wędliny oferowane nam przez współczesny przemysł mięsny są
właściwie zupełnie... niejadalne! A to z kilku, zasadniczych przyczyn. Dziś
znakomita większość producentów wędlin, na potęgę faszeruje swoje wyroby
białkiem roślinnym, skrobią itd. A to dlatego, że ten dodatek pozwala
zaoszczędzić na surowcu i nasycić wędliny wodą, którą nam potem sprzedają.
Ponad to, nie wiemy tak naprawdę ile tego białka jest do wędlin dodawane i w
jaki sposób można by je wliczyć do bilansu BTW.
Ale to nie koniec machlojek wyczynianych przez polskich producentów. Dziś z
1 kilograma, np. szynki (i innych mięs) powstaje ok. 1,8 kg. przedmiotu (bo
przecież nie jedzenia), który leży na półce w sklepie. Jakim cudem? Ano
bardzo prosto. Mięso jest po prostu nasycane żelatyną, która pozwala
"napchać" w nie sporo wody. Oczywiście, taki produkt jest obrzydliwy w
smaku, a więc dodawane do niego są rozmaite chemiczne "polepszacze" smaku i
konserwanty. Łatwo można przekonać się jak to działa przechowując taką
"wędlinę" przez czas jakiś. Po pewnym okresie takie "coś" zrobi się oślizgłe
i po prostu się zepsuje. Uczciwie wyprodukowane wędliny nie zepsują się
nigdy. Fakt - z czasem wyschną na kamień, ale nie zgniją. Ale to jeszcze nie
koniec "wyczynów" naszych producentów. Wędliny, jak sama nazwa wskazuje są -
wędzone. A przynajmniej powinny być. Każdy kto kiedykolwiek coś wędził, ze
zdumieniem przygląda się czerwonawej barwie współczesnych kiełbas.
Jakkolwiek by mięsa nie wędzić - nigdy nie zrobi się czerwone. Brązowe,
czarne nawet - tak. Czerwone - nigdy. Dziś polscy producenci używają, po
prostu chemicznych płynów i proszków wędzarniczych, które dają tak osobliwy
kolor i podejrzany smak. Osobną sprawą jest sama jakość surowca czyli mięsa.
Świnie współczesnych ras mięsnych, hodowane na syntetycznych paszach mają
mięso nie tylko niesmaczne i mało tłuste, ale też nasycone masą
niekorzystnych składników chemicznych, które siłą rzeczy trafiają do naszych
organizmów. Dlatego też ludzie, którzy cenią sobie smak i zdrowie, w ogóle
"marketowych" wędlin nie biorą do rąk. Coraz powszechniej wyprawiają się do
Niemiec gdzie praktyki stosowane przez polskich producentów są, po prostu
zakazane. Coraz częściej też zaopatrują się w żywego wieprzka u znajomego
gospodarza i we własnym zakresie, przerabiają go na wyśmienite wędliny. Na
szczęście zaczynają powstawać małe, prywatne masarnie, z których można
jadać nie tylko bezpiecznie, ale też bardzo smacznie. Niestety jest ich
jeszcze zbyt mało.
A dla optymalnych mam, jak zwykle bardzo dobrą wiadomość. Mamy producentów,
wędlin optymalnych "pełną gębą". Niestety, jak dotąd trudno było zdobyć ich
produkty, ponieważ działają dość daleko od Poznania. Na szczęście ten stan
uległ zmianie. Można już kupić wędliny optymalne, mające naszą rekomendację
i przygotowane z dobrego surowca, według tradycyjnych uczciwych przepisów,
przy zachowaniu wszelkich zasad żywienia optymalnego. Od niedawna, takie
wędliny dostarcza do Poznania pan Wojciech Stasiak, właściciel optymalnej
masarni z Koźminka. Można je sobie kupić w sklepie spożywczym przy ul.
Krakowskiej 21. Mają nawet wyliczone stosowne proporcje BTW. Gorąco polecam,
ale jednocześnie - ostrzegam! Kto raz ich skosztuje, nie będzie więcej
chciał, wędlin wielkoprzemysłowych wziąć do ręki. A co dopiero do ust!
Mariusz Waszak
W ostatnich dziesięcioleciach, dwa najlepsze źródła białka, w naszej diecie
czyli jajka i mięso zostały zupełnie niesłusznie oczernione. Winiono je za
różne problemy zdrowotne, a więc choroby serca, miażdżycę, otyłość. Spożycie
jajek i mięsa zostało sztucznie ograniczone, a pseudodietetycy w mediach
odsądzali je od „czci i wiary”. To był poważny błąd, za który płacimy zdrowiem
każdego dnia. Unikanie spożycia mięsa (zwłaszcza wieprzowego) i jajek, które
są doskonałym źródłem białka i wprowadzenie zawrotnych ilości węglowodanów
zaowocowało triumfalnym pochodem takich chorób jak cukrzyca, miażdżyca,
choroby serca, alergie i wiele, wiele innych.
Białka są niezbędne do rozwoju tkanek, do ich
leczenia i „naprawy”. To dzięki białkom mogą powstawać nowe komórki w naszym
organizmie, a te są potrzebne do zastąpienia tych, które giną każdego dnia.
Białka wzmacniają układ odpornościowy, sprzyjają wytwarzaniu przeciwciał,
które chronią nas przed chorobami.
Na różne rodzaje białek składają się dwadzieścia
dwa aminokwasy. Dziewięć aminokwasów to „niezbędne”, co oznacza, że muszą być
przyjmowane w pokarmie ponieważ nasz organizm nie może sam ich sobie
wytworzyć. Te aminokwasy to:
Histydyna – występuje w mięsie, jajkach,
drobiu, żółtych serach. Jest ona niezbędna w procesie powstawania krwinek
czerwonych i białych. Sprzyja ona regeneracji uszkodzonych tkanek.
Izoleucyna - występuje w mięsie,
jajkach, drobiu, żółtych serach, rybach. Niezbędna jest w procesie wytwarzania
hemoglobiny. Jest jednym z trzech aminokwasów szczególnie ważnych w stresie.
Leucyna – występuje w mięsie, drobiu,
żółtym serze i zarodkach pszenicy. Ma duże znaczenie dla procesów wzrostowych,
w tym dla rozwoju kości, mięśni i skóry. Drugi aminokwas ważny w stresie.
Lizyna – występuje w mięsie, jajkach,
drobiu, rybach, żółtych serach, warzywach strączkowych.. Sprzyja tworzeniu
się kolagenu. Ma duże znaczenie dla skóry i kości.
Metionina – występuje w mięsie, jajkach,
żółtych serach, orzechach i nasionach. Jest ważna dla przemian metabolicznych
tłuszczów i pełni funkcję przeciwutleniacza.
Fenyloalanina – występuje w mięsie,
jajkach, żółtych serach, zarodkach pszenicy. Jest naturalną substancją
przeciwdepresyjną, zmniejsza odczuwanie bólu. To bardzo ważny aminokwas dla
poprawnego funkcjonowania mózgu.
Treonina – występuje w mięsie, jajkach,
fasoli. Jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania układu odpornościowego,
wspiera funkcjonowanie tarczycy, sprzyja dobrej kondycji skóry, kości i
prawidłowemu wykształcaniu szkliwa zębów.
Tryptofan – występuje w mięsie, żółtych
serach i orzechach. Odpowiada za nastrój i dobry sen.
Walina – występuje w mięsie, jajkach,
drobiu, żółtych serach, zarodkach pszenicy. Trzeci aminokwas ważny w okresach
zwiększonego stresu. Ma on wpływ na gospodarkę hormonalną organizmu i jego
metabolizm.
Żywienie Optymalne polega na ograniczeniu ilości
węglowodanów do minimum. Podstawowe produkty (jajka, mięso) to białko i
tłuszcze zwierzęce. Białko zwierzęce określa się mianem kompletnego, ponieważ
zawiera komplet niezbędnych aminokwasów. Białka zwierzęce zawierają wszystkie
aminokwasy potrzebne do zdrowego funkcjonowania organizmu człowieka.
U osób, które nie jedzą pokarmów zwierzęcych,
może dochodzić do niedoboru aminokwasów niezbędnych. Wprawdzie niemal
wszystkie występują tez w pokarmach roślinnych, ale żadna roślina nie zawiera
wszystkich dziewięciu jednocześnie. Badania wykazują, że do syntezy białek
potrzeba wszystkich, niezbędnych aminokwasów. Spożywanie posiłków, które
zawierają tylko kilka z nich sprawia, że są one rozkładane i usuwane, ponieważ
organizm nie gromadzi ich, aż do chwili, gdy otrzyma wszystkie w komplecie.
Jest to jedna z przyczyn, dla których produkty pochodzenia zwierzęcego
odgrywają najważniejszą rolę w poprawnym żywieniu człowieka. Białko zwierzęce
to naturalne, najlepsze lekarstwo w żywieniu optymalnym. To jedyna szansa na
powrót do zdrowia przy chorobach serca, nadciśnieniu, astmie, miażdżycy,
cukrzycy, chorobach reumatycznych, przewodu pokarmowego i wielu innych. Ale
białko to „tylko” lekarstwo, natomiast „paliwem” dla człowieka są tłuszcze –
oczywiście – zwierzęce. I tych jadamy najwięcej.
Ewa Waszak
Zbliża się sezon urlopowy czyli najwyższy czas, aby
zaplanować sobie wakacje. Kto jak kto, ale ludzie stosujący żywienie optymalne
są tym żywotnie zainteresowani. Są zdrowsi, mają więcej pieniędzy (bo nie
tracą ich na lekarzy i leki), rozpiera ich energia i ciekawość świata. Nie ma
się co dziwić, że trudno im wysiedzieć w domu.
A sezon wiosenno - letni jest, wprost wymarzony na wszelkie wojaże. Gdzie
zatem radzimy optymalnym udać się na, krótszy lub dłuższy, wypoczynek?
Odpowiedź jest prosta: dokąd chcą. Wszędzie można, bez większego trudu, żywić
się optymalnie. A możliwości jest nieskończenie wiele. Najwygodniej udać się
do któregoś z typowych ośrodków (Arkadii) stacjonarnych. Są to miejsca, gdzie
nasze upodobania żywieniowe nikogo nie dziwią i nie musimy tłumaczyć, że mamy
dobry zwyczaj jadać nieco inaczej niż inni. Są przygotowani na nasze
przyjęcie, a osoby chore mogą w nich znaleźć lekarzy optymalnych i
doświadczonych dietetyków. Pobyt w którymś ze stacjonarnych ośrodków
optymalnych jest też dobrym pomysłem dla ludzi, którzy jeszcze nie żywią się
poprawnie, a dopiero zamierzają zacząć. Na miejscu wszystko im wytłumaczą,
pokażą i rozwieją ewentualne wątpliwości. Większość ośrodków jest, przy tym,
usytuowana w najbardziej interesujących turystycznie rejonach Polski (głównie
w górach i nad morzem). Są wśród nich ośrodki luksusowe i skromniejsze. Do
wyboru, do koloru. Adresy takich ośrodków znajdziecie w miesięczniku
"Optymalnik" i w internecie. Radzimy jednak, przed wyjazdem, zasięgnąć opinii
o ośrodku, do którego zamierzacie się udać, w naszym Centrum, ponieważ są
ośrodki dobre i "mniej dobre", a ich ilość, w porównaniu z rokiem ubiegłym
podwoiła się i nie wszyscy mają jeszcze wystarczające doświadczenie. My np., w
ostatnich latach spędzaliśmy urlopy (letnie i zimowe) w Arkadii LIDO
(Jastrzębia Góra) oraz w ośrodkach w Ustroniu - Jaszowcu. Ze wszystkich
byliśmy bardzo zadowoleni, co nie znaczy, że namawiamy optymalnych, aby udali
się akurat tam, bo możliwości jest o wiele więcej.
Ale to wcale nie znaczy, że chcąc wyjechać na wczasy musimy być "uwiązani" do
Arkadii stacjonarnych. Wcale nie. Możemy, bez kłopotu, udać się w zupełnie
dowolne miejsce. Należy tylko wykupić sobie pobyt bez wyżywienia i jadać na
własną rękę. Dziś to nie jest trudne. Wszędzie możemy kupić produkty jadalne
dla optymalnych. Np. moja córka, która była na wczasach w Hiszpanii, pomimo że
nie gotowała sobie samodzielnie, nie miała najmniejszych kłopotów z
zachowaniem poprawnego modelu żywienia. Po prostu ze "szwedzkiego stołu"
wybierała sobie tylko tłuste wędliny, a jajek na twardo nigdy nie brakowało. I
tak jest niemal wszędzie. Proszę tylko pamiętać, aby nie jadać rzeczy dla nas
niejadalnych, bo "już zapłacone". Nie warto - nasze zdrowie i dobre
samopoczucie jest cenniejsze.
Uwielbiam podróżować z namiotem po dzikich miejscach. Z jedzeniem nigdy nie
miałem problemu. W bagażniku, plecaku, albo sakwie rowerowej bez trudu mieści
się mała, turystyczna kuchenka gazowa i kocher, a jajka, masło, śmietanę i
tłuste mięso można kupić wszędzie. Mam znajomego, który przebywał na turnusie
w "normalnym" sanatorium. Nie był w nim nic do jedzenia dla człowieka, ale on
poradził sobie świetnie. Miał kuchenkę turystyczną w pokoju i sam sobie
pichcił optymalne specjały. Potrawy przez nas preferowane są robione z
prostych, tanich ogólnodostępnych produktów, a przy tym bardzo łatwe i szybkie
do przyrządzenia. Dlatego też nie mamy kłopotu na żadnych wyjazdach. Kilka dni
temu, wrócił z miesięcznego pobytu w Ameryce Południowej, mój przyjaciel -
Rysiu, optymalny z wieloletnim stażem.
Zapytałem go czy nie miał tam problemów związanych z zachowaniem poprawnej
diety? Rysiu wzruszył ramionami i powiedział, że myślący optymalny nie ma
żadnych problemów z dobraniem sobie jedzenia w jakimkolwiek miejscu na
świecie.
Zresztą cały świat powoli odchodzi od dotychczasowego, korytkowego modelu
jedzenia. Wszędzie wracają do łask jajka, masło, śmietana i inne tłustości, a
więc nam - Optymalnym podróżować jest naprawdę łatwo.
Mariusz Waszak
Bardzo często, zwłaszcza wiosną, zwracają się do mnie,
mniej doświadczeni
Optymalni, z pełnym troski pytaniem: co z naszymi ogródkami? Martwią się, że
utracą znaczną część z wielkiej przyjemności jaką sprawiała im dotąd praca
we własnych ogrodach, ogródkach i na działkach. Na szczęście to nie do końca
jest to prawda. Wprawdzie, faktycznie ludzie na Żywieniu Optymalnym
spożywają znacznie więcej produktów pochodzenia zwierzęcego niż roślinnego,
ale to nie znaczy, że swoje ogródki powinni przeznaczyć na trawnik, kwiatki
i iglaki. Wręcz przeciwnie! Uprawy we własnym ogródku są bardzo pożyteczne i
przydatne również, dla Optymalnych. I nie chodzi tylko o przebywanie na
świeżym powietrzu. Z przydomowego, albo działkowego ogródka może pochodzić
cała masa, bezcennych produktów, które winny znaleźć się w Optymalnych
kuchniach. Należy tylko trochę zmienić profil upraw. I tak, drzewa owocowe
należy, stopniowo zastępować orzechowymi. Orzechy włoskie i laskowe, które
znakomicie udają się w naszym klimacie są źródłem niezłego tłuszczu i
mikroelementów. Pamiętajmy, przy tym, że sukcesywnie usuwane drzewa owocowe,
są cennym źródłem... dymu - najlepszego do wędzenia mięs, a także żaru do
grill'a. Jeżeli sami nie wędzimy i nie grillujemy, postarajmy
się
sprezentować drewno z wycinanych drzew owocowych komuś kto to robi, bo
wyrzucanie go na śmietnik to czyste marnotrawstwo. Drzewa orzechowe rosną
dość wolno, dlatego też radzę wymieniać drzewa w ogródku sukcesywnie, a nie
od razu "wygalać" wszystko na "łyso". Zresztą, nawet z tak niejadalnych
owoców jak gruszki, jabłka itp., można zrobić wspaniały i bardzo przydatny
kompost.
Kilka drzew owocowych można zostawić. Suszone śliwki i morele z nich
pochodzące są źródłem, którym można uzupełniać węglowodany w naszej diecie.
I to bardzo dobrym źródłem, bo o niskim indeksie glikemicznym.
A warzywa? Co z nimi? Wszak Optymalni niewiele ich jedzą. To prawda.
Niewiele. Ale akurat tyle, ile można sobie wyhodować w przydomowych
ogródkach. A naprawdę warto, bo każda roślina pochodząca z nieprzemysłowej
uprawy ma smak i wartości, w ogóle nieporównywalne z tymi kupnymi. Nikt kto
jadał np. pomidory, z własnego ogrodu, tych "marketowych" nawet do ręki nie
weźmie, a co dopiero do ust. Ale nie tylko pomidory. Niemal wszystkie
warzywa mają zastosowanie w Żywieniu Optymalnym i można, a nawet należy
uprawiać je w naszych ogrodach. A więc: pory, pietruszki, buraki, kapusta,
ogórki, kalafiory, fasolka szparagowa, cebula, kalarepa, seler, papryka
niech zagoszczą na naszych grządkach. A i jeden, drugi krzaczek ziemniaków
przypomni nam jak wspaniale może smakować ta, pochodząca z dalekiego Peru,
roślina.
A przyprawy! Majeranek, koper, estragon, czosnek, bazylia i inne, które
wyrosły w naszych ogródkach, dobrze ususzone, będą przez cały rok
rozświetlały nam kuchnię letnim słońcem. Do tych kupnych, nie wróci nikt kto
zakosztował "prawdziwych". A słoneczniki? Wielkie, wspaniałe kwiaty, źródło
niezłego tłuszczu i mikroelementów. Pięknie wyglądają w ogrodzie, mogą
służyć za żywopłot, a dzieciaki je uwielbiają. Dynia, jako taka, wprawdzie
nie jest jadalna dla człowieka, ale jej pestki - jak najbardziej. Są smaczne
i zdrowe. My ją siejemy zwykle na kompoście - udaje się tam wyśmienicie.
A więc - spokojnie! Ogrody, ogródki i działki Optymalnym przydają się
bardzo, a to co w nich wyhodują, można suszyć, kopcować, kisić i zaprawiać, a
więc służy nam cały rok. A warto!
W dużym ogrodzie, pięknie prezentują się też kurki ras ozdobnych. Ale nie
tylko pięknie wyglądają - 10 - 15 takich kurek (i kogut!) zaopatrzy
całkowicie 4 - osobową rodzinę w najlepsze jajka. Zresztą pomysłów na
wykorzystanie ogrodu dla ludzi na Żywieniu Optymalnym jest nieskończona
ilość - zależna tylko od inwencji ich właścicieli. Nawet sam czas spędzony w
ogrodzie, na świeżym powietrzu, przy ognisku, albo grill'u jest
bezcenny. Nie żałujmy go sobie.
I jeszcze, na koniec, moja prywatna prośba. Już, król Jagiełło objął ochroną
polskie cisy. Już w XV wieku, był to gatunek zagrożony. Aby przywrócić go
naszemu środowisku, bardzo proszę - jeżeli macie, gdzieś w kącie ogródka
spłachetek wolnego miejsca, posadźcie tam cis. Chociaż jeden. W końcu - Król
kazał!
Mariusz Waszak
Mnóstwo mamy rodzajów past do
zębów. Jeszcze kilkanaście lat temu były 2 – 3 i koniec. A dziś? Do wyboru, do
koloru z fluorem, lub bez, wybielające, o długotrwałym działaniu, dla palaczy,
dla zębów wrażliwych, dla pijących herbatę, dla dzieci, przeciwpróchnicze i
dziesiątki innych. A wszystko „niezwykle skuteczne”, „wyprodukowane według
najnowocześniejszych technologii”, „niezwykle skuteczne” i „polecane przez
naukowców”. Podobnie jest ze szczoteczkami do zębów. Dziesiątki ich. A
wszystkie „opracowane naukowo”, „kształty obliczone komputerowo” itd. To nie
wszystko. Mamy specjalne nitki do czyszczenia przestrzeni międzyzębowych, płyny
do higieny jamy ustnej i inne. W szkołach działają specjalne programy uczące
dzieci jak prawidłowo myć zęby, albo przeprowadzające w szkołach akcje.
profilaktycznego fluorowania.
Taki postęp! Taka profilaktyka!
Tylko, że pomimo tego wszystkiego, jak było źle, tak jest nadal. Nie tylko zęby
ludziom nadal się psują, ale psują się coraz bardziej. Pomimo tych wszystkich
„cudów” do higieny jamy ustnej, nie ma żadnej poprawy.
Dlaczego? Ano dlatego, że zęby psują się od...
niewłaściwego jedzenia i jeżeli nie zmienimy fatalnych nawyków żywieniowych,
żadna profilaktyka stomatologiczna nic tu nie pomoże. Nawet najbardziej
kosztowna pasta, elektryczna szczoteczka i dentysta w randze profesora nic tu
nie pomoże, a tylko zaszkodzi naszej kieszeni.
Kiedyś ze stanem ludzkich zębów
było znacznie lepiej ponieważ stara, tradycyjna polska (a zwłaszcza
wielkopolska) kuchnia była zbliżona do żywienia optymalnego. Było w niej
mnóstwo tłuszczy zwierzęcych, a bardzo mało węglowodanów. Dlatego ludzie nie
znali chorób „cywilizacyjnych”, a i zęby mieli, zwykle zdrowe.
Naszym zębom nie pomogą, żadne
„nowoczesne” pasty, szczoteczki i „programy”, natomiast Żywienie Optymalne –
jak najbardziej. Warto być optymalnym – naprawdę warto. Całe szczęście, że
coraz więcej ludzi przechodzi na ten rodzaj żywienia. Wyraźnie to widać na
naszych wykładach w klubie Sami Swoi, na których wyjaśniamy podstawy Żywienia
Optymalnego. Przychodzi na nie coraz więcej osób. Zapraszamy serdecznie.
Mariusz Waszak
Skoro jest tak
dobrze, to dlaczego jest tak źle?
Właśnie! Dobre pytanie. Żywienie Optymalne (wysokotłuszczowe
i niskowęglowodanowe) faktycznie jest znakomite. Ludzie, którzy je stosują
pozbywają się chorób, nawet tych uznawanych za "nieuleczalne" przez tradycyjną
medycynę; uzyskują prawidłową wagę ciała bez uciążliwych i niezdrowych "diet
cud" i kosztownych "wspaniałych" medykamentów. Ludzie żywiący się optymalnie są
zdrowsi, nie chorują, mają więcej energii, cieszą się świetnym samopoczuciem,
myślą i uczą się szybciej, a nawet zęby im się nie psują! Znakomicie! Dlaczego
więc, ten model żywienia nie jest propagowany w mediach (BTP jest wyjątkiem,
ale to jedyna w Polsce gazeta, autentycznie - bez cenzury), szkołach,
podręcznikach, szpitalach, ośrodkach zdrowia itp.?
Właśnie? Dlaczego?
Przyczyn jest kilka. Lekarze (nie dotyczy to lekarzy optymalnych), szpitale,
"specjaliści" od diet i rozliczne media - poradniki, przez dziesięciolecia,
zalecały sposoby żywienia skrajnie odwrotne od Żywienia Optymalnego. Odnieśli
sporo "sukcesów" - na skutek ich pomysłów rozprzestrzeniła się cukrzyca,
miażdżyca, SM, nowotwory i dziesiątki, dziesiątki innych chorób. Ale
propagatorzy dotychczasowego, szkodliwego modelu żywienia namawiali ludzi do
niego przez lata, a mało kto ma odwagę powiedzieć: "przepraszam - myliłem się,
przez lata kazałem ludziom jadać szkodliwe rzeczy, a teraz już wiem co jest
dobre". Trudno wymagać od ludzi, którzy przez całe swoje życie, truli ludzi,
takiego samokrytycyzmu. Tym nie mniej, na tym polu, jest pewien postęp. Lekarzy
optymalnych, coraz szybciej, nam przybywa, a i ataki na nas się już skończyły.
A były! I to jakie! Ale oczywiste, niepodważalne fakty wytrąciły naszym
przeciwnikom, broń z ręki i lekarzy, którzy odradzają swoim pacjentom Żywienie
Optymalne, niemal już nie ma.
Inną, a równie ważną, przyczyną jest nasza, polska mentalność. Żywienie
Optymalne jest, w większości, polskim wynalazkiem. I to, jak się okazuje,
niedobrze. Polak jakoś chętniej ufa wszystkiemu co "zagraniczne". Jest nawet
takie mądre przysłowie: "cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co
posiadacie". To, znakomicie sprawdza się w przypadku Żywienia Optymalnego.
Co dzień spotykamy się z cudacznymi paradoksami. Np. niedawno byłem gościem
jednego z najlepszych ośrodków stacjonarnych (Arkadia Lido). Byłem tam
jedynym... Polakiem! Przebywałem w towarzystwie Amerykanów i Niemców, którzy
przyjechali do Polski po zdrowie. Innym, ciekawym pomysłem jest działalność
jednego z ośrodków, skutecznie leczących Żywieniem Optymalnym, a działającym w
południowej Polsce. Otóż ten ośrodek, leczy naszym, polskim Żywieniem
Optymalnym pod szyldem: "Tradycyjna Medycyna Chińska"! Rewelacja. Pytałem
właścicieli tej placówki dlaczego tak... okłamują swoich pacjentów? Bo to im
się lepiej kojarzy - odpowiedzieli. Cóż "kompleks polskości" jest, aż nadto
widoczny i w innych ośrodkach, a zwłaszcza w Internecie.
I, nie mniej istotny, problem - finansowy. Przemysł farmaceutyczny, jest
drugim, po zbrojeniowym, przemysłem na świecie, a optymalni nie chorują i
żadnych leków nie kupują. Są zagrożeniem dla tego, makabrycznego, lobby
finansowo - farmaceutycznego. W ich interesie jest, aby na świecie było jak
najwięcej ludzi chorych, bo ze zdrowych nie mają żadnego pożytku. I drugie
lobby - przemysłu spożywczego. Tego złego - produkującego wszelkie słodycze,
pieczywo, słodkie napoje, margaryny, owoce, mleko, piwo, soki, cole i inne
trucizny. A my, mówiąc prawdę tzn., że ich produkty powodują więcej ofiar niż
narkotyki, alkohol i nikotyna razem wzięte chcemy, dla dobra ludzi, zepsuć im
taaaaki interes.
Ewa i Mariusz Waszak
Nie ma jak zdrowy napęd
Jest takie paliwo - węgiel. Dziś używany coraz niechętniej.
To zrozumiałe, bo to kiepskie paliwo. Spalenie 1 g węgla daje tylko 7,87 kcal.
To niewiele. Oprócz tego, proces spalenia węgla pozostawia szkodliwy popiół,
żużel, sadze, a produktem takiego spalania jest dwutlenek węgla - trujący gaz.
Bez wątpienia węgiel nie jest dobrym "paliwem" dla naszego organizmu. To
zrozumiałe - przecież węgla ludzie nie jedzą. Czyżby?
Okazuje się jednak, że jedzą! Wprawdzie nie taki z kopalni, ale jeszcze mniej
energetyczny, bo zmieszany z wodą, czyli węglowodany - cukry. Węglowodany są
jeszcze gorszym "paliwem" dla człowieka niż węgiel. Z ich spalenia powstaje
tylko 3,73 kcal, czyli jeszcze gorzej. A produktem takiego spalania jest
trujący tlenek węgla, którego organizm musi się jakoś pozbyć. Ale nie tylko.
Produkty spalania węglowodanów czyli ten "popiół i żużel" zatruwające
nasze ciało są przyczyną chorób tzw. "cywilizacyjnych" - miażdżycy, cukrzycy,
nadciśnienia, nowotworów, powszechnej otyłości, chorób przewodu pokarmowego i
wielu innych. Oprócz tego, nadmiar spożywanych węglowodanów, wyraźnie osłabia
odporność organizmu, przez co staje się on podatniejszy na wszelkie infekcje
wirusowe i bakteryjne. Ludzkość, każdego dnia, płaci tragiczny haracz za
jadanie tej trucizny. A trujące węglowodany, to nie tylko "biała śmierć", czyli
cukier. Są wszędzie. W pieczywie, które jest niejadalne dla człowieka, we
wszelkich słodkich napojach, w owocach i ich przetworach - najgorsze są jabłka,
gruszki, banany, arbuzy i winogrona. To są właściwie... trucizny. Podobnie jak
piwo i miód.
Na szczęście jest jeszcze wodór. Idealne paliwo. Ma wysoką wartość
energetyczną, bo spalenie 1 grama wodoru daje aż 34,3 kcal. Znakomicie!
Produktem jego spalania jest... czysta woda, a ta jeszcze nikomu nie
zaszkodziła. I nie ma żadnego żużlu, popiołu i innych świństw. To idealne
"paliwo" dla człowieka! No dobrze, ale wodoru nie sprzedają w sklepach
spożywczych, a tego kupionego w butli gazowej nie sposób spożyć. To prawda, ale
nie do końca, bo bezcennego wodoru możemy naszemu organizmowi dostarczyć, bez
trudu. Najlepszym jego źródłem są nasycone tłuszcze zwierzęce. Nasycone, bo są
nasycone właśnie wodorem, a i witamin, mikroelementów tam w bród. Dlatego też w
restauracji - klubie Sami Swoi optymalni dietetycy tak ustawili jadłospis, aby
potrawy były maksymalnie nasycone wodorem - najlepszym "paliwem" dla człowieka.
A jakie smaczne! A jakie tanie!
I jeszcze jeden przykład - pojazd, aby przejechać 100 km spalając węgiel będzie
go potrzebował na tym dystansie 100 kg, podczas, gdy wodoru wystarczą mu
zaledwie 2 kg I to bez dymów, smrodów i trucizn.
Mariusz Waszak
Żywienie Optymalne
szansą dla polskich rolników?
To prawda, na Żywieniu
Optymalnym sporo mogą skorzystać nasi rodzimi rolnicy. I to nie tylko dzięki
temu, że sami będą się w ten sposób żywili i dzięki temu będą znacznie zdrowsi
niż dotychczas. Również, nie tylko dlatego, że do zdrowej żywności, chętnie
wykorzystywanej przez optymalnych, mają dostęp nieporównywalnie łatwiejszy niż
mieszkańcy większych miast i miasteczek. To wszystko, oczywiście prawda, ale
nie o tym chciałem.
Sęk w tym, że Optymalni
mieszkający w miastach są skazani na żywność kupowaną w sklepach, a ta rzadko
jest taka, jakiej byśmy sobie życzyli.
Polskie tradycyjne i
rozdrobnione rolnictwo jest, paradoksalnie, wręcz idealne dostosowane do
produkcji żywności, którą Optymalni bardzo chętnie kupią.
Aby nie być gołosłownym – na
przykład jajka, których jadamy bardzo dużo, bo optymalna rodzina 4 osobowa 100
– 130 tygodniowo! Kupujemy je, zwykle, w sklepach osiedlowych albo marketach.
Są wprawdzie wartościowe, ale mogłyby być o wiele bardziej. Na przykład gdyby
pochodziły od kur hodowanych w sposób gospodarski, żywionych naturalnie i
mieszkających w towarzystwie koguta. I to byle jakich kur, ale rodzimej,
starej, polskiej rasy kur zielononóżkich kuropatwianych. Za jajka od takich kur
Optymalni chętnie zapłacą o połowę więcej, niż za te kupowane w sklepach.
Wystarczy mieć 4 –5 rodzin odbierających takie jajka, a zarobek całkiem godziwy
i stały. Warto im nawet takie jaja do domów przywozić. Ale uwaga! Jeżeli ktoś
połakomi się na łatwy zarobek, kupi jajka byle gdzie i będzie usiłował wciskać
je Optymalnym, straci klienta raz na zawsze, bo natychmiast połapią się, że
wciska im tandetę. Optymalni o jajkach wiedzą wszystko. Nie z nimi takie
„numery”. Ponad to, kura tejże rasy, kiedy osiągnie już swoje lata i przestaje
się nieść jest tłusta, a taka też chętnie znajdzie nabywcę wśród Optymalnych,
bo dobrą, tłustą rosołową kurę niełatwo, dziś zdobyć.
Ale na jajkach się nie kończy.
To dopiero początek! Optymalni zużywają kilkakrotnie więcej masła i śmietany od
innych ludzi. Niestety, ta kupowana w kartonikach ma sporo sztucznych
domieszek, na które Optymalni patrzą bardzo podejrzliwie. Tłusta śmietana
gospodarska, bez wątpienia uzyska przyzwoitą cenę i chętnych nabywców. A więc
wyciągać centryfugi i do roboty. Po dwóch przepuszczeniach śmietana będzie
znakomita, zwłaszcza od krowy żywionej tradycyjnie. A już byłoby idealnie,
gdyby były to krowy rasy czerwonej polskiej. Dają wprawdzie nieco mniej mleka,
ale jest ono tłustsze i lepsze na śmietanę. Do tego żrą byle co i są odporne na
BSE, co w dzisiejszych czasach, nie jest bez znaczenia. Z masłem jest podobnie.
„A w chlewiku mieszka świnka”.
I to nie byle jaka świnka, ale rasy złotnickiej pstrej. Tradycyjna polska rasa.
O ile będzie żywiona w sposób naturalny, również znajdzie grono zachwyconych
nabywców, którzy będą skłonni zapłacić za nią o wiele więcej, niż oferują w
skupie. A jeżeli pojawią się, z takiej świnki, gotowe wyroby robione w
tradycyjny sposób, to szczęście Optymalnych będzie wielkie. Ja np. wędzoną,
słoninę, boczek, żeberka przywożę sobie z... Niemiec! Bo w Polsce nie wędzi się
już w dymie, ale w płynach i proszkach wędzarniczych, które w Niemczech są
zakazane. Przywożę też parówki, bo polscy producenci tkają do nich białko
sojowe, skrobię i Bóg wie co jeszcze, przez co stają się prawie zupełnie
niejadalne. O ileż chętniej kupowałbym polskie, sprawdzone wyroby! Ale ich nie
uświadczysz. A chłopi biedują. Ot – paradoks!
Tłusta gęś i kaczka,
gospodarskiego chowu, też znajdzie Optymalnego nabywcę, ale już nieco mniej. A
słynne, polskie kapłony? Może ktoś pokusi się o ich hodowlę?
Rolnikom, którzy chcą zacząć
taką produkcję – chętnie pomożemy. Wskażemy np. miejsca gdzie można zaopatrzyć
się w zwierzęta ras, które wymieniłem. Pomożemy też (nieodpłatnie) w dotarciu
do nabywców ich produktów.
Będą to chłopi, którzy
naprawdę „Żywią i bronią”. „Żywią” dobrze, zdrowo, optymalne; „Bronią” przed
chorobami, sami siebie przed ubóstwem, a zwierząt, zagrożonych, polskich ras –
przed wyginięciem.
Mariusz Waszak
Koty
Od lektury książki oderwało mnie groźne
warknięcie mojej córki Asi. Poszedłem za jego tropem do kuchni. Tu widok był
malowniczy – z kuchennej szafki wystawała dolna, mniej szlachetna połowa jej
ciała wyraźnie wypięta w moim kierunku. Wielkie sprzątanie – domyśliłem się.
-
Czegóż tak się pieklisz dziecino? – zapytałem
-
nie jestem dzieciną mam już 15 lat, a jestem zła, bo ktoś tu takie g...
wpakował odpowiedziała
Na dowód swoich słów pomachała mi przed
zdumionym nosem 2 torebkami zupy w proszku marki gorący kubek, czy jakoś tam.
-
Tata co mam z tym śmieciem zrobić? – zapytała
-
Jak to co? – Wyrzuć świństwo i po krzyku - odpowiedziałem mając
nadzieję na powrót do ciekawej lektury
-
Tata! Wyrzucić to i małpa potrafi. Lepiej zaleję paskudztwo wodą, tak
jak zaleca producent i dam kotom.
Skapitulowałem – Asia miała rację. Tak należało
zrobić. I tutaj, drogi czytelniku należy Ci się kilka słów wyjaśnienia: „moje”
koty, to uczciwe zwierzaki. Do domu wstępu nie mają, a ich pożywienie zwykle
ćwierka na gałęziach, albo popiskuje w trawie. Nie gardzą też okolicznymi
śmietnikami. Pracują uczciwie.
Byliśmy przekonani, że produkt (bo wszak to nie
jedzenie) pt. błyskawiczny rosół z kury z makaronem wprawi je w kulinarny
zachwyt. I tak też Aśka rosołki przyrządziła, przestudziła i sierściochom
wystawiła. Podeszły nieufnie, obwąchały i... obdarzyły nas zdumiony
spojrzeniem.
-
wiesz Asia, one nie są widać teraz głodne. Zgłodnieją to zeżrą -
zauważyłem.
W tym złudzeniu trwaliśmy cztery dni. Po tym
czasie „zupki z gorącego kubka zgniły” i siłą rzeczy trafiły na kompost. A po
naszym ogrodzie, zwłaszcza nocami harcują też jeże, kuny, wiewiórki, łasice,
tchórze, lisy i sam Pan Bóg wie kto jeszcze. Nikt się nie skusił.
Cóż, zwierzęta mądrzejsze niż ludzie – wolą
szukać żarcia na śmietnikach niż takie (podane w czystej misce)... jeść.
Mariusz Waszak
Jadalne –
niejadalne?
Czyli idź i nie grzesz więcej.
Żywienie optymalne każdy rozsądny człowiek zaczyna od
zapoznania się produktami jadalnymi i niejadalnymi dla człowieka.
Sprawa wydaje się dziecinnie
prosta – pewne rzeczy jadamy, inne uchowaj Boże. Niestety, w praktyce nie
wygląda to już tak różowo.
Okazuje się, że rozstanie z
niektórymi dziwnymi, a szkodliwymi nawykami przychodzi początkującym
optymalnym, z przyczyn tajemniczych i niezrozumiałych, dość opornie. Najgorsze
są rozmaite „okazje”: a jak mam na imieninach babci nie zjeść pączka?, jak
dziecku na urodzinach kolegi zabronić coca-coli (albo innej trucizny)?, jak
odmówić drożdżówki, którą częstuje koleżanka w pracy? Można? Nie tylko można,
ale nawet trzeba! W czasie ostatniego długiego weekendu, na wyjeździe spotkałam
znajomą rodzinę – optymalną od pewnego czasu. Kilkakrotnie robiłam jadłospis
dla ich syna – skarżyli się, że jest (fakt – jest!) bardzo gruby. Skarżyli się
później, że żywienie optymalne nie jest skuteczne, bo ich pociecha prawie nie
chudnie. A tu widzę opasłego „optymalnego” synka łapczywie wcinającego batony,
a pod pachą dzierżącego 2 litrową butlę jakiegoś słodkiego świństwa. Zatkało
mnie! A oto rozmowa z jego mamą:
-
Aśka co ty mu dajesz za gówna? To po co wysilam się układając mu
jadłospisy kiedy on pochłania przedmioty zupełnie dla człowieka niejadalne.
-
Ewa daj spokój! Jest weekend. Nie można dziecku odmawiać odrobiny
radości.
-
zawsze w niedzielę dajesz mu takie świństwa?
-
ciociu, mama pozwala mi jeść słodycze i pić oranżadę też w każdą sobotę
– z wyraźną satysfakcją włączył się Krzysio.
Kochani! Tak robić nie wolno!
Produktów niejadalnych nie jadamy w ogóle.
Przez pierwszy okres ŻO
dokonuje się przebudowa organizmu i to dość radykalna choć, zwykle bezobjawowa.
Jeżeli w tym czasie będziemy sobie, nawet sporadycznie, folgować dawnym
wynaturzonym nawykom to po prostu organizm się nie przebuduje, a co za tym
idzie nie skorzysta z licznych dobrodziejstw ŻO. Ale cóż – Wasz wybór.
A argument, że: „nie można
dzieciom odmawiać słodyczy”? Moi drodzy mam troje dzieci. Nie dawno najmłodsza
– Ania, była na urodzinach u kuzynki. Urodziny były całkowicie nieoptymalne –
byłam tam i ja. Uśmiałam się (wewnętrznie) do łez kiedy obserwowałam moją Anię,
która odsuwała się z obrzydzeniem od rówieśników otwierających opakowania z
batonikami i czekoladkami i podchodziła do otwartego okna szepcząc mi, po
drodze, na ucho „mamusiu ale to śmierdzi!”.
Bo taka jest prawda. Najlepiej
widać to właśnie po dzieciach. Po przebudowie organizmu (fakt – wymaga to
silnej woli i konsekwencji) one szybciej niż my czują co zjeść można a co nie.
Zmienił im się smak? Nie. Po prostu znormalniał.
A, że przez pierwsze dni
dzieciaki piszczą i się buntują? Cóż? Prowadzimy też czasem dzieciaka do
dentysty choć wyrywa się i kwiczy jak prosię. Ale tak trzeba. A może nie
trzeba? Bardzo prawdopodobne, że optymalny dzieciom wizyty u dentysty, w ogóle
nie będą potrzebne? Daj Boże.
A więc idźcie i nie grzeszcie
więcej. Nie warto!
Ewa Waszak
Dorwać Papieża
Jako praktykująca katoliczka i do tego tradycjonalistka, z głęboką troska
przyglądam się głowie Kościoła.
Nie trzeba być szczególnie spostrzegawczym by zauważyć, że miłościwie nam
panujący Ojciec Święty Jan Paweł II bardzo nam słabuje. Coraz trudniej,
biedakowi się poruszać. Musi już korzystać, z nieco upokarzających, urządzeń,
aby przemieszczać się, na nawet stosunkowo niewielkie odległości. Nie przyjmuje
wyprostowanej postawy, najwyraźniej brak mu na to sił.
Ustawiczne drżenie rąk, utrudnia nie tylko liturgiczne czynności lub
pisanie. Jest też, a raczej przede wszystkim, koszmarną męczarnią podczas
wykonywania, nawet najprostszych życiowych czynności. Coraz trudniej, następcy
św.. Piotra werbalizować też własne myśli. Trudności z mówieniem, nie da się
już ukryć. Innych Jego niedomagań mogę się co najmniej domyślać. Koszmar.
Powiecie – Jan Paweł II ma już swoje lata i to ten wiek....
Odpowiem – nie opowiadajcie mi tutaj takich bredni! Babka mojego męża ma 10
lat więcej niż Ojciec Święty, a ręce jej nie drżą, na czwarte piętro wchodzi
bez problemu, jest prosta jak świeca, a dowcip ma wyśmienity. Babka kolegi
Leszka R. – najstarsza Poznanianka, dawno przekroczyła setkę, a jej stanu
fizycznego Papież może pozazdrościć. Dlaczego?
Cóż jak mój mąż odwiedza swoją Babcię słyszy na powitanie: Mariuszku może
jesteś głodny – chcesz jajecznicę? O margarynie mówi: ja tego świństwa do rąk
nie biorę, a co dopiero do ust!
Zaś najstarsza Poznanianka, przez całe swoje życie sprzedawała na Rynku
Łazarskim gorące parówki. Domyślacie się sami co jadła...
A Papież? Karmiony polędwicą z indyka (sic!) surówkami, białym pieczywem i
margaryną jest chory i zniedołężniały, bo przy takim żywieniu taki być musi.
Jeżeli to się nie zmieni Ojciec święty będzie gasł nam w oczach. Już gaśnie.
Bardzo chciałabym, objąć papieską kuchnię w swoje ręce. Prądy selektywne też
by się biedakowi przydały. Można go postawić na nogi w trzy miesiące. No, może
w rok. Ale można – jego wiek nie ma tu wiele do rzeczy.
Sądzę, że po kilku miesiącach Ojciec Święty poprosiłby swoją gwardię
papieską, aby solidnie wybiła kijami Jego dotychczasowych lekarzy i tego... za
przeproszeniem... dietetyka.
Jeżeli ktoś z optymalnych ma „dojście” do papieskiej świty jestem gotowa
jechać choćby dziś.
Ewa Waszak
Optymalni! Na Berlin!
Popiskują mi ludziska zaczynający
ŻO, że: „Ojej, ale to nie możemy się z domu ruszyć?”, albo „ojej trzeba
wszystko sobie gotować i jak tu jechać na wczasy, albo na wycieczkę?”.
Otóż pragnę wszystkich wystraszonych uspokoić –
wyjazdy to żaden problem. Mało tego bywają kraje, w których można kupić sobie
optymalne żarcie znacznie łatwiej niż w Polsce. I tak np. chętnie i często
bywam w Berlinie – z Poznania mi bliżej, łatwiej i przyjemniej niż w Warszawie.
(Polecam Optymalnym Berlin – fascynujące miasto, a jego muzea, architektura,
niepowtarzalny nastrój, a nawet ogrody zoologiczne warte są wielu wizyt).
Podczas ostatnich moich wizyt w tej „stolicy
Europy”, siłą rzeczy ze szczególnym zainteresowaniem przyglądałam się
berlińskim kulinariom. A jest czemu! Śmietana 38% bez żadnych, sztucznych
dodatków, w opakowaniach 200 ml. To jest to! Próżno szukać takiej w Polsce.
A w centrum stolicy IV Rzeszy (Unii
Europejskiej) najbardziej rozczuliła mnie zawartość lady chłodniczej, na
stoisku mięsnym w jednym z berlińskich marketów. Jakie wędliny! Tłuszcz, aż sam
się do nas śmieje! 85% z wystawionych tam produktów mogą optymalni jadać „w
ciemno”! I nie było tam ani jednej (!) wędliny z drobiu. Wszystko ze świnki lub
krówki, a jakie tłuste! Parówek bez dodatku obcego, roślinnego białka w Polsce
kupić nie sposób, a w Berlinie – kein problem. Słoninki – mięciutkie, na
pięć palców grube są wszędzie! A obok – na targowisku? I tam optymalne serce
mięknie. Ileż tam tłuściutkich wędlinek z informacją: rauchen und luft
trocken – czyli zrobione bez żadnych, chemicznych dodatków. Są wprawdzie
sprzedawane wprost ze straganu co łamie wszelkie normy Unii Europejskiej, ale
widać, że co wolno Niemcom to polaczkom nie! A obok żarzą się grill’e, a
na nich wyłącznie tłuste karkówki i takież bratwurst’y. A po przeciwnej
stronie placu – serowa dziurka, a w niej sery. Jakie sery! Sery rodem z
Bawarii, z Francji, z Danii itd. Najrozmaitsze. A w śród nich nie brakuje serów
z 70% zwartością tłuszczu czego kupcy nie omieszkają podkreślać.
A tak w ogóle to skandal, że wędliny muszę wozić
z Berlina do Poznania.
Fakt; i w Berlinie nie brakuje różnych
Mc'donald’ów, Burgrer King’ów, PizzaHut’ów i innych świństw, ale bystry
obserwator rychło zauważy, że siedzą w nich głównie obcokrajowcy i... kolorowi.
I dlatego budżet miasta stołecznego Berlina jest większy niż budżet całej
Polski. Nauczmy się wreszcie czegoś od naszego wielkiego, mądrego sąsiada.
Wszak to tylko Berlin, a nie Monachium – a tam jest jeszcze lepiej!
A na razie zapraszam do „naszego” Berlina. Naprawdę warto!
Mariusz Waszak
Ach te witaminy!
Często straszą doktory: jak
będziecie się Żywić Optymalnie jak wam dr Kwaśniewski i Waszak radzą to brak
witamin i mikroelementów szybko was do choróbsk paskudnych, albo i do
grobu doprowadzi!
No cóż. Jak coś mówią lekarze
to jest to, na ogół lewda (odwrotność prawdy). Już kilka tygodni temu, jeden z
największych, opiniotwórczych tygodników zamieścił odważny tekst pt. „Nabici w
witaminy”, w którym to (słusznie) wykazał, że większość producentów witamin w
tabletkach to zwykli... oszuści i wydrwigrosze. Taka jest prawda, ale...
niecała, bo wprawdzie ten tygodnik obśmiał i ostrzegł swoich czytelników, że
łykanie zalecanych przez lekarzy i producentów tabletek witaminowych bardzo
pomaga, ale tylko ich... producentom, a zażywający takie produkty będzie
miał sporo szczęścia jeżeli przez łykanie takich rzeczy zdrowia nie utraci.
I na tym właściwie się
skończyło, a tu sprawa jest głębsza, bo te witaminy jak nie z tabletek to
skąd?! No jakże? Każdy odpowie – z owoców! Czyżby? Tak się składa, że człowiek
przyswaja witaminy lewoskrętne, a te w owocach są prawoskrętne, a więc prawie
zupełnie nieprzyswajalne. Fajnie. Ale co teraz?
Teraz należy dostarczyć
naszemu organizmowi witamin, mikroelementów i aminokwasów najlepszych i
najlepiej przyswajalnych. A gdzie ich szukać? Z tym, na szczęście, zupełnie nie
ma problemu. Wszystkie, potrzebne nam witaminy, mikroelementy i aminokwasy
znajdziemy w... żółtkach jajek. Rdzę jadać ich dziennie minimum 3.
A witamina C? Zaskowyczy ze
szczęścia mój oponent. Wszak to jedyna witamina, której w żółtkach nie
uświadczysz! Fakt. Nie ma jej tam. Ale dla Optymalnych to żaden problem, bo
witamina C jest mocno przeceniana i nie potrzebujemy jej wiele, ale
jednak nieco potrzebujemy. Aby uzupełnić jej poziom w naszym organizmie
wystarczy raz na tydzień, albo i na 10 dni, zjeść sobie wątróbkę (polecam „na
kwaśno”) z dowolnego zwierzaka i to w zupełności wystarczy.
W przy Żywieniu Optymalnym
witamin, aminokwasów i mikroelementów i to w postaci najlepszej dla człowieka –
w bród! Roi się od nich w żółtkach, maśle, śmietanie, tłustych mięsach i serach
i innych wartościowych produktach, które Optymalni chętnie jadają.
Ale zaraz, zaraz. Skoro jest
tam taka kupa witamin i to łatwo przyswajalnych, to co zrobić, aby ich nie
przedawkować? Wszak to może być groźne dla naszego zdrowia! To prawda.
Przedawkowanie witamin może być groźne. Ale tylko tych kupowanych w aptekach.
Nie ma sposobu, aby przedawkować witaminy występujące w w/w naturalnych
produktach. Można przedawkować białko (przebiałkowanie); można przedawkować
(lub niedodawkować?) węglowodany. Zaś przedawkować, przy ŻO witamin lub
tłuszczy zwierzęcych – nie sposób.
I do znudzenia
przypominam, że Żywienie Optymalne polega na stosowaniu prawidłowych
proporcji wagowych B:T:W (białko:tłuszcz:węglowodany), które dla homo sapiens
wynoszą 1:2,5-3,5:0,5 I nie będzie inaczej!
A za tydzień, jak zwykle
więcej informacji.
Mariusz Waszak
Optymalne paliwo dla człowieka.
Jeżeli do baku samochodu, którym jeździmy dosypiemy
miału węglowego lub dolejemy soku z jabłek, naszemu pojazdowi nie wyjdzie to na
dobre. Jego osiągi (o ile w ogóle uda się go uruchomić) będą liche, a
uszkodzenie czy wręcz zniszczenie silnika pewne jak Amen w pacierzu. Każdy wie,
że miał węglowy, lub sok jabłkowy nie jest paliwem dla samochodów i do baku go
nie leje. Szkoda, że ci sami ludzie, którzy dobrze wiedzą jakiego paliwa i
oleju potrzebuje silnik ich pojazdu nie mają, na ogół, bladego pojęcia o tym
jakiego paliwa potrzebuje człowiek, aby żyć zdrowo, długo i szczęśliwie.
Długość naszego przewodu pokarmowego, objętość żołądka, metabolizm, uzębienie i
inne cechy jasno wskazują, że jesteśmy drapieżnikami. I to
superdrapieżnikami! Paliwem najlepszym dla człowieka są tłuszcze zwierzęce -
wynika to jasno z biochemii. Jest to paliwo łatwo przyswajalne, nie obciążające
przewodu pokarmowego i pozwala (dostarczane w wystarczających ilościach)
przez długie, długie lata cieszyć się zdrowiem fizycznym i psychicznym, a
„naukawe” bajania o szkodliwości tłuszczy zwierzęcych należy między bajki
włożyć, lub może raczej wyrzucić na śmietnik nauki.
Ale nie tylko tłuszcze
potrzebne są człowiekowi. Potrzebny jest też nam budulec i, pewnego rodzaju,
magazyn części zamiennych dla naszego ciała. I tutaj należy odwołać się do
zdrowego rozsądku. Jeżeli odpadnie nam w mieszkaniu kawałek tynku to czy
powstałą dziurę załatamy miodem, albo ciastem? Raczej nie. Posłużymy się
zaprawą tynkarską, jako że z niej jest wykonany tynk. Z naszym ciałem jest
dokładnie tak samo. Człowiek jest zbudowany z białka. Z białka zwierzęcego –
nie roślinnego! Aby mieć stosowny magazyn budulca i części zamiennych należy
takie białko organizmowi dostarczyć. Białko możliwie najbardziej zbliżone swoją
budową do białka ludzkiego. Takie białko występuje w mięsie, a najlepsze jest w
mięsie wieprzowym. Ryby, drób są dla nas bardzo mało wartościowe, białko
roślinne jeszcze mniej.
I wreszcie czynnik trzeci:
węglowodany, czyli cukry. Tak te cholerne cukry, będące powodem nieomal
wszystkich chorób i nieszczęść nękających gatunek ludzki. Tym niemniej są
katalizatorem, w obecności którego spalają się tłuszcze i przyswaja białko,
czyli pewną ich ilość musimy organizmowi dostarczyć. Ale bardzo mało!!!
Wystarczy, maksimum, 0,8g na każdy kilogram wagi należnej (wzrost – 100 +/-
10%) naszego ciała. Obecnie przeciętny człowiek zjada tej trucizny zbyt wiele i
to kilkaset procent!
Optymalne proporcje B : T : W
( białko : tłuszcz : węglowodany) czyli optymalne „paliwo” dla człowieka to 1 :
2,5-3,5 : 0,5. I nie chce być inaczej.
Więcej szczegółów, jak zwykle
za tydzień.
Mariusz Waszak
Optymalni?
Czyli kto?
Cieszę się, że „ Tygodnik Poznański” zdobył się odwagę i
udostępnił swoje łamy „Optymalnym”. To drugi taki przypadek w Polsce. Pierwszy
był przed laty, „Dziennik Zachodni” – gazeta ukazująca się w Katowicach. Mamy
nadzieję, że te, dwie pierwsze „jaskółki wiosnę nam uczynią”.
Optymalni, ponad to, mają dwa swoje własne miesięczniki:
„Optymalni” i „Optymalnik”.
Ale do rzeczy, ki diabeł Ci Optymalni? To ludzie żywiący
się optymalnie, czyli w najlepszy z możliwych sposobów. Każdego dnia odczuwamy
dobrodziejstwa tego rodzaju żywienia. Tak naprawdę to my nie proponujemy
niczego specjalnie nowego. Tego rodzaju odżywianie zalecają autorzy „Starego
Testamentu”, ale i współczesna nauka wiernie im wtóruje. Studenci medycyny na
całym świecie (w tym i w Polsce) studiują biochemię Harper’a, która to wiedza
dokładnie pokrywa się z zalecanym przez nas, propagowanym żywieniem każdego
człowieka. Niestety, ci ludzie, po uzyskaniu dyplomów lekarskich całkowicie
„zapominają” o nabytej wiedzy, i jako lekarze zalecają swoim pacjentom
dokładnie coś odwrotnego. Dlaczego tak się dzieje? Cóż. Jeżeli nie wiadomo o co
chodzi, to chodzi o... pieniądze. Tak jest też i w tym wypadku. Dlaczego? Ano
dlatego, że przemysł farmaceutyczny jest drugim po (po zbrojeniowym) przemysłem
na świecie, a „Optymalni” nigdy nie chorują i żadne farmaceutyki nie są im
potrzebne. Mało tego ludzie chorzy, którzy zaczynają żywić się optymalnie
szybko wracają do zdrowia (mimo, że ich choroby, przez oficjalną medycynę,
uznane są za nieuleczalne) i przestają kupować lekarstwa oraz korzystać z usług
„służby zdrowia”.
Żywienie Optymalne jest przy tym niezwykle tanie i
proste. Naszym codziennym sukcesem jest emeryt lub rencista, który dzięki
zgromadzonej przez nas wiedzy, w krótkim czasie przestał wydawać pieniądze na
jakiekolwiek medykamenty i lekarzy, a jego wydatki na żywność spadły o połowę.
Nasza wiedza nie jest żadnym „cudem”, ani „tajemnicą”.
Jest jawna i dostępna, zupełnie za darmo, wszystkim. Proszę się nie obawiać. To
nie kolejna „dieta cud”, ani podobne oszustwo. To jest żywienie opracowane i
dokładnie przebadane. Znane na całym świecie. Zaleca je dr Atkins ze Stanów
Zjednoczonych, Uniwersytet Harward’a, przebadał je, ze znakomitym skutkiem na
300 000 ochotnikach. Naukowcy z uniwersytetu w niemieckim Heidelberg’u
propagują je gorąco, a dr W. Lutz sprzedał w Niemczech 8 000 000 egzemplarzy
swojej książki, zachęcając do takiego żywienia.
Tym nie mniej, zacny czytelniku, z prawdziwa frajdą,
informuję, że ten model żywienia został opracowany w... Polsce przez dr Jana
Kwaśniewskiego – skromnego lekarza z Ciechocinka. Jego wiedza szybko
rozprzestrzeniła się po całym świecie. My jesteśmy u jej źródła i grzechem
byłoby zaniechanie jej propagowania wśród Narodu Polskiego. W tym celu
powołaliśmy do życia OSBO, czyli Ogólnopolskie (a dziś Ogólnoświatowe)
Stowarzyszenie Bractw Optymalnych, którego najpotężniejszy oddział mieści się w
naszym kochanym Poznaniu i stąd nasza obecność na łamach tej opiniotwórczej
gazety. Będziemy, w kolejnych wydaniach przybliżać Wam ten sposób żywienia.
Wiemy, że poprawnie stosowany odmieni (na plus!!!) Wasze życie, ponieważ od
Żywienie optymalnego: chory wyzdrowieje, gruby schudnie, chudy przytyje, mądry
zmądrzeje, a głupi nie będzie się żywił optymalnie.
Więcej szczegółów za tydzień.
Mariusz Waszak
Przychodzi baba do lekarza
Mierzi mnie już dyskusja, którą śledzę w mediach o finansowaniu usług
medycznych, leczenia, finansowania "służby zdrowia", leków itp. W polskiej
medycynie - bieda aż piszczy. Sedno problemu leży jednak zupełnie gdzie
indziej.
Wyobraźmy sobie taką sytuację: przychodzi baba do lekarza, ze swoimi
dolegliwościami. Lekarz babę bada i stwierdza: babo masz cukrzycę i ja teraz
będę cię leczył. To bardzo dobra wiadomość! Oczywiście nie dla baby. Ale dla
lekarza, jak najbardziej - ma klienta i to na lata, dla przemysłu
farmaceutycznego – baba potrzebuje codziennie dawki insuliny i innych leków,
dla producentów strzykawek i igieł - baba potrzebuje ich codziennie, dla
producentów kosztownych aparatów i testów cukrzycowych, dla szpitali - mają
klienta, dla aptek - robią utarg, dla stowarzyszeń cukrzyków klubów - dostaną
więcej pieniędzy podatnika, dla budżetu - wszystkie w/w produkty i usługi są
opodatkowane i przynoszą zysk, dla ZUS'u - baba długo nie pożyje i nie będzie
trzeba jej płacić emerytury. Wszyscy są zadowoleni, z wyjątkiem chorej baby -
rzecz jasna. To taaaaki interes, i to na czas dłuższy.
No dobrze, ale co biedna, chora baba ma począć? Przecież musi się leczyć, bo
jeszcze szybciej lekarze (nie za darmo) powiadomią firmę pogrzebową, że jej
"skóra" jest do wzięcia.
Otóż, wbrew pozorom sytuacja nie jest beznadziejna. Potrzeba, jeno nieco
wiedzy, bo nasza baba wcale nie musi się leczyć. Fakt. Początkowo trafiła do
lekarza, który potrafi (i to naukowo i nowocześnie) leczyć, ale nie wyleczyć.
Nie ma w tym zresztą, żadnego interesu. Wręcz przeciwnie - wyleczenie równa się
z utratą dochodowego pacjenta. Lekarz, do którego musimy udać się po raz drugi,
trzeci, dziesiąty jest kiepskim lekarzem. Potrafi leczyć, ale nie wyleczyć. Do
dobrego lekarza, na ogół idzie się tylko raz. Mądry, powiecie - przecież
cukrzyca (tutaj podana, jeno przykładowo) jest nieuleczalna i coś z nieszczęsną
babą trzeba począć, bo zemrze nam pewnie w męczarniach i dopiero będzie
nieszczęście.
A może nie? Może medycyna się myli lub celowo kłamie! O dziwo, nasza baba ma
szczęście, bo mieszka w Polsce. Tutaj, ma szansę trafić w ręce lekarza
optymalnego. Proszę się nie obawiać - to nie znachorzy ani żadna "medycyna
alternatywna" to zwykli lekarze tylko, że - optymalni. Szczęśliwie jest ich
coraz więcej.
Do lekarza optymalnego idzie się, na ogół, tylko raz. To dziwne wizyty. Przy
lżejszych dolegliwościach, ci medycy, w ogóle pacjenta nie badają, nie zapisują
żadnych leków, nie wysyłają na specjalistyczne badania. Mało tego! Zalecają
wyrzucenie dotychczasowych leków do śmietnika. I leczą. Leczą każdego dnia,
coraz częściej, seryjnie również choroby "nieuleczalne" np. cukrzycę, chorobę
Buergera, miażdżycę, nadwagę, naciśnie tętnicze i inne. Właściwie. wszystkie!
Mają, pewno cudowny, kosztowny, tajemniczy lek - dostępny, jeno wtajemniczonym
i to on działa takie cuda. G.. prawda! Nic nie mają. Czasem nawet słuchawek.
Mają "tylko" wiedzę. Szczęśliwie, ta wiedza powstała w Polsce. Jej twórca jest
kandydatem do nagrody Nobla w dziedzinie medycyny. Zgłosili go do niej.
Austriacy i Szwajcarzy cóż: "nikt nie może być prorokiem we własnym kraju".
Lekarze optymalni dają ludziom, po prostu. dobrze zjeść. Mało tego! Często
kontakt z lekarzem jest, w ogóle niepotrzebny - wystarczy książka lub
doświadczony doradca żywienia optymalnego. Ten mówi co jest jadalne dla
człowieka, a co nie ( jest to zupełnie coś odwrotnego niż się mami "państwowej,
urzędniczej medycynie") i po wszystkim. Człek zdrów i wesół - lekko, łatwo,
przyjemnie i... tanio!
I co? I miażdżąca większość całej, państwowej medycyny (i przemysłu jej
towarzyszącego) okazuje się zupełnie niepotrzebna. Optymalni nie boją się
chorób "cywilizacyjnych", bakterii, wirusów, pryszczycy, a nawet AIDS,
próchnicy i innych wąglików, a katar, jeśli go nawet (rzadkość) złapią trwa u
nich nie 7 dni ale, góra 7 godzin. A do aptek, chodzą, i owszem po.. plasterki
i wodę utlenioną.
Twórcą Żywienia Optymalnego jest Polak ,dr Jan Kwaśniewski - lekarz z
Ciechocinka.
Dziś, niemal każdego dnia, spotykam się z żywymi przykładami "cudownych"
uzdrowień. Nie muszę w nie "wierzyć", bo wiem i widzę.
To tłumaczy ślepą furię "urzędowej" medycyny, z którą szarżuje na Optymalnych.
Dotychczasowa medycyna, państwowa "służba zdrowia", wobec lawinowego rozwoju
Optymalnych stoi na skraju śmietnika nauki - gdzie jej miejsce. I ona to już
wie: będzie się bronić zębami i pazurami ale - damy radę!
Sprawdziłem to na sobie, mojej rodzinie i wiem, że od żywienia optymalnego:
chory wyzdrowieje, gruby schudnie, chudy utyje, mądry zmądrzeje, a głupi nie
będzie żywił się optymalnie.
Mariusz Waszak
SAMI SWOI i... nie ma mocnych!
Jak już wielokrotnie (do znudzenia) informuję, że człowiek, aby mógł się
wyleczyć z większości chorób, miał szczupłą sylwetkę, a w zdrowiu szczęściu
pomyślności mógł dożyć szczęśliwej starości nie musi, a nawet nie powinien
chodzić do lekarzy. Wystarczy, aby żywił się Optymalnie. Optymalnie to znaczy,
że stosunek pomiędzy białkiem : tłuszczem i węglowodanami w naszym jedzeniu
wynosił odpowiednio 1 : 2,5 - 3,5 : 08. Wtedy wszystko będzie w porządku.
Nasza waga unormuje się na właściwym poziomie, choroby miną, a wydajność
organizmu będzie znakomita. To już wiecie.
A dzisiaj mam dla czytelników wiadomość znakomitą. Mamy w Poznaniu (chyba
pierwsi na świecie) restaurację Optymalną pełną gębą. Właśnie wróciłem z degustacji
potraw tam przyrządzonych. Wszystkie zostały przygotowane ze wszelkimi
zasadami Żywienia Optymalnego i wielką kulinarną finezją.
Połączenie wiedzy doświadczenia naczelnego dietetyka Wirtu@lnej Arkadii oraz
arcymistrzów sztuki kulinarnej przyniosło oszałamiające rezultaty. Będę się
nimi rozkoszował co dnia. Czego dzisiaj kosztowaliśmy? Proszę bardzo - np. móżdżek
na zimno i na ciepło, cynaderki rozumnie przyrządzone i barszcz czerwony z
tukiem (szpik kostny) - jakby kto pytał. Pan Wiesław Kowalski - gospodarz
klubu był wyraźnie wzruszony:
- móżdżek, tuk, cynaderki - myślałem, że na zawsze o nich zapomnimy, a tu taki
renesans - cieszył się jak dziecko, a my wraz z nim. Bo kuchnia Optymalna jest
nie tylko najzdrowsza z możliwych, ale też bardzo
smaczna i tania. Wiem, że nasz klub - restauracja Sami Swoi kojarzy się
poznaniakom z wyszukanym luksusem i wysokimi cenami. Dlatego też serdecznie
zapraszamy - proszę przyjść i przekonać się, że z tymi cenami to nieprawda,
bo najtańsze danie kosztuje tylko... 4 zł, a najdroższe..."aż" 26zł. I to
w taaakiej knajpie. Warto być Optymalnym!
Ale to jeszcze nie wszystko! Osoby, które nie są pewne jak poprawnie
stosować Żywienie Optymalne, a zwłaszcza niedomagające na zdrowiu, w klubie
Sami Swoi mogą skorzystać z porady doświadczonego doradcy Żywienia
Optymalnego - takiego z certyfikatem. Nasi doradcy dyżurują na miejscu w każdą
sobotę od godz. 1200 do 1500. A jeżeli komuś ten termin nie odpowiada to może
się umówić na spotkanie w dowolnym, innym terminie. Informacje u obsługi
naszego klubu.
Ale to dopiero początek. W kolejnych miesiącach będziemy wprowadzali nowe
formy działalności Samych Swoich. Informacje o nich będą się sukcesywnie
ukazywały na łamach BTP, w Internecie pod adresem:
www.waszak.org i w miesięczniku "Optymalnik".
W Internecie jest też zamieszczone pełne menu.
A dla naszego zdrowia i samopoczucia? Sami Swoi i nie ma mocnych!!
Mariusz Waszak
Optymalny Ratunek.
Nawet wśród osób młodych rzadko można spotkać człowieka całkowicie zdrowego.
Prawie każdy na coś narzeka lub choruje na choroby zakaźne. Nadwagę coraz
częściej spotyka się u dzieci i już samo to, że ważą zbyt wiele jest niezdrowe.
Żywienie Optymalne bardzo szybko zmienia funkcjonowanie organizmu. Korzystny
wpływ widać już po kilku dniach, gdy ustępują wszelkie zaburzenia ze
strony przewodu pokarmowego (zaparcia, wzdęcia, bóle wątroby), szybko wzrasta
wydolność fizyczna, spada zapotrzebowanie na sen, poprawia się samopoczucie, a
z biegiem czasu uzyskujemy wagę należną.
Przy użyciu prądów selektywnych i stosowaniu Żywienia Optymalnego bardzo szybko
można pozbyć się zaburzeń rytmu serca, nadciśnienia (nawet w 14 dni), bólów
reumatycznych, nerwicy czy astmy.
Zaawansowane choroby ustępują wolniej, gdyż organizm jest często wyniszczony.
Zgłaszają się do nas ludzie, którym medycyna nie daje, już żadnych szans na
wyleczenie. Spędzili dużo czasu w szpitalach, biorą ogromne ilości leków i
czują się coraz gorzej. Po przejściu na Żywienie Optymalne poprawa jest tak
wyraźna, że osoby chore na cukrzycę, chorobę Buergera, stwardnienie rozsiane i
wiele innych (podobno "nieuleczalnych") odzyskują chęć życia. Zdecydowana
większość z nich odstawia wszystkie leki (nawet insulinę) i nigdy do nich nie
wraca.
Podstawa Żywienia Optymalnego można nauczyć się bardzo szybko, ponieważ jest
ono oparte na ścisłej proporcji pomiędzy białkiem, tłuszczem i węglowodanami.
Zachęcam wszystkich do korzystania ze spotkań, które ułatwiają rozpoczęcie
żywienia. O wszystkich spotkaniach informujemy na stronach internetowych
www.waszak.org oraz w BTP.
A co słychać w restauracji - klubie Sami Swoi?
Słychać bardzo dobrze. Wystartowaliśmy zaledwie miesiąc temu, a już mamy spore
grono stałych gości. To zrozumiałe - specjalnie dla nich
przygotowaliśmy smaczne, optymalne dania - cała karta. Pomimo, że dania
i miejsce są dość wyrafinowane udało nam się stworzyć ofertę z bardzo niskimi
cenami od 4 do 26 zł. To taniej niż bary. A jedzenie tak
wartościowe i smaczne, że ... ech, warto być Optymalnym. Największym
powodzeniem z naszej oferty cieszą się: barszcz z tukiem (szpikiem), móżdżek na
ciepło i na zimno, cynaderki i wątróbka. Zapraszamy i życzymy smacznego!
Ewa i Mariusz Waszak
Tłuszcz - naturalne lekarstwo.
Przez wiele lat wpajano nam, że tłuszcze zwierzęce są niezdrowe. Głoszą to
gazety i opowiada się o tym w programach telewizyjnych i radiowych.
Czy jest to prawda? Czy wskazano dowody potwierdzające te opinie? Dlaczego od
chwili ograniczenia spożycia tłuszczy zwierzęcych doszło do epidemii tzw.
"chorób cywilizacyjnych"? O tym, że dieta niskowęglowodanowa oraz bogata w
tłuszcze i białko zwierzęce jest dla człowieka zdrowa, napisano wiele książek.
Pierwsza została opublikowana w 1967 r. przez doktora medycyny Wolfganga Lutz'a
"Leben ohne Brot" (Życie bez chleba). Książka ta był już wznawiana 13 razy, a
przedstawia dane z archiwum doktora Lutz'a, który przez czterdzieści lat
stosował ten sposób odżywiania u wielu tysięcy pacjentów w Austrii i Niemczech.
W 1972 r. Doktor John Yudkin opublikował pracę "Sweet and Dangerous" (Słodkie i
niebezpieczne), gdzie przygląda się związkom między ilością zjadanych
węglowodanów, a chorobami. W książce "The Complete Scarsdale Medical Diet"
(Kompletna dieta lecznica ze Scarsdale) doktor Herman Tarnower, przedstawia
wiele chorób, których można pozbyć się stosując dietę niskowęglowodanową. Barry
Sears w "The Zone" (Strefa) opisuje sukcesy sportowców, którzy radykalnie
ograniczają ilość węglowodanów w pożywieniu; nie przeoczył też pozytywnej roli
tej diety w leczeniu stwardnienia rozsianego (SM). Doktor Robert Atkins z
Nowego Jorku koncentrując się głównie na otyłości zauważa też, że można obniżyć
poziom cholesterolu we krwi przez ograniczenie spożycia węglowodanów
wprowadzając jednocześnie wysokotłuszczowe produkty pochodzenia zwierzęcego.
Ann Louise Gittleman, biolog, w pracy "Jedz tłuszcze i chudnij" omawia jak duże
znaczenie dla zdrowia i wagi ciała mają niezbędne kwasy tłuszczowe. Lekarz
(endokrynolog) Calvin Ezrin w publikacji "Your Fat Can Make You Thin" Tłuszcz,
który zjadasz może pomóc Ci schudnąć) obala jeden z mitów, że podwyższone
stężenie kwasów ketonowych we krwi jest stanem niezdrowym.
Polski lekarz Jan Kwaśniewski w "Żywieniu Optymalnym" oraz innych pracach
udowodnił, że żywienie o dużej zawartości tłuszczu i znikomej węglowodanów,
przyczynia się do wyleczenia z większości chorób. Barry Groves, brytyjski
uczony w swej książce "Eat Fat Get Thin" (Jedz tłuszcze i chudnij) przedstawia
argumenty na rzecz wartościowych tłuszczy zwierzęcych.
Nasycone tłuszcze zwierzęce i białko to naturalne leki, które są skuteczne
w bardzo wielu chorobach "cywilizacyjnych" i innych - zwłaszcza w schorzeniach
przewodu pokarmowego, serca, miażdżycy, otyłości, cukrzycy i wielu innych.
Ewa Waszak
Optymalni lekarze?
Mało tego, że ci optymalni nie chorują, potrafią wyleczyć większość nawet
ciężkich chorób samym tylko jedzeniem to jeszcze swoich lekarzy mają.
Ciekawe co to za lekarze? Czy to nie jakaś, uchowaj Boże "medycyna
alternatywna"? A może to jacyś znachorzy lub dziwni uzdrowiciele od jakich
aż się roi w chorym, polskim społeczeństwie? Takie pytania często padają
wśród ludzi zaczynających interesować się Żywieniem Optymalnym.
Postaram się rozwiać te wątpliwości. To prawda - są lekarze optymalni.
Proszę jednak się nie obawiać - są to normalni, wykształceni lekarze,
nierzadko z tytułami naukowymi. Mamy takich lekarzy w Polsce ( i nie tylko)
na szczęście coraz więcej. Są wśród nich przedstawiciele rozmaitych
specjalności, a niektórzy mają ich nawet kilka. Jaką specjalność ma lekarz
optymalny, do którego zamierzamy się udać nie ma żadnego znaczenia gdyż
medyków tych interesuje zawsze człowiek jako całość, a nie określony narząd.
Skąd biorą się tacy lekarze? Wszak, na razie nie ma na żadnej z polskich
Akademii Medycznych kierunku: Żywienie Optymalne? To prawda, ale adepci na
eskulapów zdobywają tam ogólną wiedzę medyczną, którą później z powodzeniem
stosują w leczeniu swoich pacjentów. Przydatna jest zwłaszcza biochemia, bo w
niej jest zawarta cała "tajemnica cudów" Żywienia Optymalnego. Ale nie
wystarczy ukończyć studia medyczne, zrobić specjalizację (niekoniecznie),
aby zasłużyć sobie na miano lekarza optymalnego. Taki "potencjalny" medyk
optymalny musi:
1. Chcieć i umieć myśleć samodzielnie.
2. Samemu żywić się optymalnie.
3. Zgłosić się do po "startowy" pakiet materiałów dydaktycznych (nie jest tego
wiele) i na rozmowę wprowadzającą.
4. Następnie kierujemy go na kilu - kilkunastodniowy kurs do któregoś z naszych
ośrodków gdzie pod okiem doświadczonych kolegów - lekarzy
specjalistów w zakresie Żywienia Optymalnego i stosowania prądów
selektywnych zdobywa konieczne doświadczenie.
I to właściwie wszystko. Może dostać stosowny certyfikat. Wiek, dotychczasowe
miejsce pracy, specjalność nie mają większego znaczenia. Mamy wśród "naszych"
lekarzy najrozmaitszych - młodych i starych, mężczyzn i kobiety,
z dużych i małych miast, początkujących i posiadających już spore
doświadczenie, robiących specjalizację i posiadających tytuły naukowe. Od "sasa
do lasa". Wszyscy mają ważną cechę odróżniającą ich od innych
lekarzy - chcą i potrafią chorych nie tylko leczyć, ale przede wszystkim
WYLECZYĆ! I to jest najważniejsze.
To dziwni lekarze. Czasem pacjenta w ogóle nie badają, nie wysyłają na
specjalistyczne badania ani nie każą robić analiz. Mało tego! Często
lekarstwa, którymi chorzy dotychczas usiłowali się leczyć każą odstawić,
albo mocno ograniczyć.
Gdzie pracują tacy lekarze? Ano zajęć im nie brak. Leczą chorych w lecznicach
optymalnych, a takie znajdują się już w każdym większym mieście
(w niektórych jest po kilka), pomagają ludziom kurującym się w optymalnych
ośrodkach stacjonarnych, a tych jest coraz więcej. Często prowadzą wykłady
dla zainteresowanych takim rodzajem żywienia.
Niedawno jeden z nich, starszy już doktor, powiedział mi: "wiesz jaka to
satysfakcja? Po raz pierwszy po 40-tu latach praktyki, powiedzieć pierwszemu
cukrzykowi - jest pan wyleczony?! A dziś cukrzycę leczę już seryjnie!"
To prawda. Potrafią wyleczyć z cukrzycy. Ale nie tylko z niej. Potrafią
wyleczyć niemal wszystkie choroby.
Takich lekarzy jest coraz więcej. Ale bez obaw. Nie zabraknie dla nich
pracy. O polskich lekarzy optymalnych woła... cały świat.
Mariusz Waszak
Błędy
dwa.
"Tylko" czy... "aż"?
Przez ostatni rok udzieliłam, za pośrednictwem Internetu, blisko dwóch
tysięcy porad ludziom ze wszystkich kontynentów, którzy żywią się
optymalnie.
Jestem trochę zdziwiona. Większość z pytających zaznacza, że czytało książki
o Żywieniu Optymalnym, a część informuje, że odżywia się w zalecany przez
nas sposób (?) już od kilku lat. I tu pada pytanie - zadziwiające, bo w 8 na 10
wypadków dotyczy tylko dwóch popełnianych nagminnie błędów.
Zadziwiające, bo w dostępnych materiałach ta sprawa jest wyjaśniana
wielokrotnie i to w najrozmaitszych, możliwych wersjach. Cóż, wyjaśniam więc
cierpliwie i, mam nadzieję - skutecznie, że w Żywieniu Optymalnym należy
uważać na:
1. Węglowodany, zwłaszcza te proste są naprawdę paskudne, ale mimo to musimy
dostarczyć organizmowi stosowną ich ilość: czyli 0,5g na każdy 1 kilogram
wagi należnej ciała. Ciekawe, że ludzie zaczynający Żywienie Optymalne
często usuwają je całkowicie ze swojego jadłospisu i po pewnym czasie
pojawiają się u nich takie objawy jak: bóle lub skurcze kończyn, senność,
znużenie, a także kiepska wydolność fizyczna. Kiedy nasz pacjent ma takie
objawy, pytam go o przykładowy, dzienny jadłospis i... sprawdza się (jak
dotąd) zawsze - brak węglowodanów. Wiem, że ten temat był już wielokrotnie
"wałkowany" na łamach, ale jak widać - nigdy dość.
Zwracam się z gorącą prośbą do wszystkich czytelników - informujcie swoich
krewnych i znajomych zaczynających Żywienie Optymalne (oby ich było jak
najwięcej), że węglowodany są przyczyną większości chorób, ale tylko wtedy,
kiedy są stosowane w nadmiarze. A Żywienie Optymalne nie polega na jedzeniu
samego tylko tłuszczu, ale na zachowaniu proporcji B:T:W
(białko :tłuszcz :węglowodany) 1 : 2,5 -3,5 : 0,5. Ludzie naprawdę tego często
nie rozumieją.
Najlepszymi źródłami węglowodanów są : ziemniaki (np. puree z masłem i śmietaną),
niesłodkie warzywa (duszone z masłem i śmietaną), optymalne
pieczywo, ogórki i kapusta - kiszone, koncentrat pomidorowy (np. w jajecznicy),
orzechy (laskowe, włoskie, migdały).
2. Białko. Białko okazuje się problemem równie częstym, jak węglowodany.
Okazuje się, że mnóstwo osób chcących żywić się optymalnie wcina samo
mięcho - pod różnymi postaciami. Oczywiście, mięso zwłaszcza tłuste,
wieprzowe jest znakomitym, zdrowym jedzeniem. Ale, jak się okazuje, jest
silna tendencja do jedzenia samego tylko mięsa i to, często zupełnie
niejadalnego. Niedawno miałam panią, która odżywiała się głównie polędwicą
z... indyka i schabem pieczonym. Przeczytała kilka książek o Żywieniu
Optymalnym i była święcie przekonana, że żywi się optymalnie! Śmieszne?
Wcale nie, bo takich osób jest sporo.
A nadmiar białka niepotrzebnie obciąża wątrobę - zmuszając ją do przerobu go
na zbędne węglowodany. Mało tego! Połowa tego białka musi zostać wydalona z organizmu
- to śmieć, w którego pozbycie angażuje się (zupełnie niepotrzebnie) przewód
pokarmowy i cały organizm. Białka są budulcem i... czymś
w rodzaju magazynu... części zamiennych. Dorosły człowiek nie
potrzebuje ich wiele. Młody lub niedomagający - nieco więcej. Ale tylko nieco.
Najlepszymi źródłami białka są: żółtka jajek, podroby (wędliny podrobowe),
tłuste sery i mięso wieprzowe.
Na szczęście tłuszczami zwierzęcymi nie musimy się przejmować. W Żywieniu
Optymalnym przedawkować ich nie sposób. A więc - śmiało! Do syta!
I to są te dwa, elementarne błędy popełniane w Żywieniu Optymalnym przez
ludzi na całym świecie. Cóż widać ludzie na naszej planecie, są widać
bardziej podobni niż się można było spodziewać.
Ewa Waszak
Optymalni w zdrowiu,
szczęściu pomyślności.
Często zwracają się do mnie młodzi ludzie z pytaniem: po co mam
się żywić
Optymalnie, przecież jestem młody i zdrowy jak ryba, albo i koń?
To dobre pytanie. Po co?
Utarło się, w pewnych kręgach przekonanie, że Żywienie Optymalne jest dobre
dla ludzi chorych, słabych zdechlaków, którym medycyna nie potrafi już
pomóc.
To prawda, ale niecała bo Żywienie Optymalne jest znakomite też dla ludzi
zdrowych, młodych, a dla dzieci wręcz bezcenne. Zaczynają doceniać to ludzie
sukcesu i nasz model żywienia staje się, coraz częściej dietą biznesmenów - ludzi
sukcesu.
Wprawdzie rzeczywiście na Żywieniu Optymalnym cofa się większość chorób
uznawanych za nieuleczalne, a zatrzymuje rozwój wszystkich, ale nie tylko o to
chodzi.
Człowiek młody i zdrowy, który stosuje poprawny (Optymalny) model żywienia
to prawdziwy szczęściarz. Co młody, zdrowy człowiek zaobserwuje u siebie
na
tym żywieniu?
Wiele rzeczy i, tutaj dobra wiadomość wszystkie zmiany są pozytywne.
Wprawdzie był zdrowy, a stosując taką dietę będzie zdrowy i wesoły przez
długie, długie lata. Długie, bo Optymalni żyją o 10 - 15% dłużej niż inni.
Proszę pomyśleć - jeżeli byliśmy "zaprogramowani" do dożycia 70 -u lat to
Żywienie Optymalne pozwoli nam cieszyć się tym światem o ok. 10 lat! Cieszyć
się światem w sposób dosłowny, bo Optymalni nie niedołężnieją, miażdżyce i sklerozy
ich się nie imają. Inne choroby, zresztą też nie. Nie będę wciskał
wam kitu, że Optymalni w ogóle nigdy na nic nie zachorują, bo to nie zawsze
jest prawda, ale... No właśnie to ... ale. Ale katar trwa u nas nie 7 dni,
ale 7... godzin. O ile w ogóle go złapiemy. Grypa, która kładzie innych do
łóżka na wiele, wiele dni u nas objawia się lekkim bólem głowy. Nie
łykamy
żadnych leków, a do lekarzy jeżeli już idziemy to tylko wtedy kiedy mają...
imieniny, albo na wódkę.
Żywienie Optymalne jest znakomite dla dzieci i młodzieży, bo w Polsce
jest... przymus oświaty i każdy szkołę ukończyć musi, choć większość jej nie
znosi, a państwową naukę uważa (poniekąd słusznie) za stratę czasu. Co ma
piernik do wiatraka? Ma i to sporo, a dokładniej 40%. Po prostu młodzież
optymalnie się żywiąca uczy się o 40% szybciej. I nie choruje, a więc nie
opuszcza zajęć w szkole. Ale przecież nie tylko młodzież się uczy. Uczy się
każdy. Całe życie. Dlatego też Optymalnym łatwiej znaleźć pracę. Nauczyć się
czegoś nowego. Zmienić zawód. Jako pracownicy zarabiają więcej, bo pracują
efektywniej niż inni. Jako biznesmeni myślą o 40% szybciej i lepiej niż
konkurencja.
A wygląd? Młodzież Optymalna nie miewa trądziku, który jest koszmarem
zwłaszcza dla młodych dziewcząt. Optymalni mają zawsze piękną, brzoskwiniową
cerę, choć z kosmetyków używają tylko mydła ręcznika, płynu po goleniu, no i może
pani jakiegoś pachnidełka.
Nikt nie lubi chodzić do dentysty. Optymalni też nie lubią. I nie chodzą -
nie muszą, bo zęby im się nie psują.
Zawsze mają szczupłą sylwetkę i wyśmienity nastrój, bo chodzą na najlepszym
paliwie. Nasza wydajność i kondycja fizyczna jest nieporównywalnie lepsza
niż u innych.
A jakie to wszystko pyszne! Ech... szkoda gadać, bo przy tym żywieniu: mądry
zmądrzeje, chory wyzdrowieje, chudy utyje, gruby schudnie, a głupi... nie
będzie się Żywił Optymalnie.
Mariusz Waszak
Żywienie Optymalne – krok następny,
Jak napisałem w zeszłym
tygodniu człowiek, aby „w zdrowiu, szczęściu, pomyślności” mógł sobie żyć
długie lata winien odżywiać się optymalnie, czyli to co jadamy musi zachować
stosowne proporcje B:T:W (białko : tłuszcz : węglowodany). Przypominam, że te
proporcje powinny wynosić odpowiednio 1 : 2,5 – 3,5 : 0,5.
No dobrze – powiecie – ale
skąd, do cholery, mamy wiedzieć ile białka, tłuszczu lub węglowodanów znajduje
się w naszym posiłku?
Odpowiadam: z tabel.
Skąd wziąć takie tabele? Cóż.
Możliwości jest wiele. Można je sobie kupić w niektórych (zwłaszcza medycznych)
księgarniach, są zamieszczone w Internecie, ale w te najlepsze można się
zaopatrzyć (za grosze!) w Akademiach Zdrowia „Arkadia”; w Poznaniu znajduje się
taka przy ul. Kolejowej 29 a. Można tam (jeśli ktoś ma ochotę) zaopatrzyć się
też w książki dr Jana Kwaśniewskiego, a w tym w „Książkę kucharską”, która może
się przydać początkującym Optymalnym.
W naszej kuchni przyda się
też, dość dokładna, waga.
Osoby zdrowe mogą
spokojnie zacząć Żywienie Optymalne samodzielnie i żadna pomoc „z
zewnątrz” nie jest im potrzebna. Należy tylko przestrzegać proporcji, które
państwu podałem w tym i w poprzednich wydaniach naszej gazety, a wszystko
będzie w porządku.
Natomiast osoby, które chcą
się pozbyć dużej nadwagi (Żywienie Optymalne jest najlepszą ku temu metodą) lub
z poważniejszymi dolegliwościami mogą, a wręcz powinny, skorzystać z porady
doświadczonego, licencjonowanego doradcy Żywienia Optymalnego, a nawet z wizyty
u lekarza optymalnego.
Spokojnie – mamy takich w
Poznaniu. Pracują w Arkadii, której adres już wcześniej podałem.
Mało tego! Naczelny dietetyk
(na cały świat!) Wirtualnej Arkadii, który dzień, w dzień, zupełnie za darmo,
udziela porad (przez Internet) ludziom zaczynającym poprawne (czyli
optymalne) żywienie, robi to z... Puszczykowa! Z tym większą przyjemnością
czytelnikom o tym donoszę, bo to moja... żona.
Ludzie, którzy zaczynają żywić
się optymalnie często skarżą się, że to żywienie jest uciążliwe, bo wszystko
wciąż trzeba liczyć i ważyć. To prawda. Ale proszę się nie zrażać, bo już po
pierwszych tygodniach poprawnego (optymalnego) żywienia już się „to wie” i
tabele i waga będą potrzebne coraz rzadziej. My już w ogóle ich nie używamy. A
warto było troszkę się pomęczyć. Naprawdę warto!
Natomiast osobom, które
chciałyby, ale obawiają się (a nie ma czego!) zacząć Żywienie Optymalne,
polecam, nawet krótki pobyt, w którymś z naszych ośrodków stacjonarnych czyli –
domów wczasowych. Jest ich w całej Polsce wiele - coraz więcej. Informacje o
ich położeniu, cenach i warunkach pobytu można uzyskać w poznańskiej Arkadii,
albo przez Internet. Takich ośrodków powstaje w Polsce coraz więcej.
Znajdziecie w nich doświadczonych dietetyków i lekarzy, którzy „krok po kroku”
rozwieją wszelkie wątpliwości związane z Żywieniem Optymalnym i chętnie
wprowadzą w jego arkana. W końcu od tego są.
I ciekawostka – pan prezydent WNP Władmir Putin,
wyśmienitą formę fizyczną i psychiczną zawdzięcza... ŻO. Nie robi, zresztą z
tego tajemnicy. Mamy być gorsi...?
A za tydzień, jak zwykle
jeszcze więcej szczegółów.
Mariusz Waszak
Te wspaniałe dzieciaki!
Z dziesiątek listów, które otrzymuję za
pośrednictwem Wirtualnej Arkadii bardzo często spotykam się z problemem,
z którym borykają się optymalni rodzice chcący (słusznie!) zacząć poprawnie
żywić swoje pociechy w wieku przedszkolnym i szkolnym.
Jeżeli dziecię chodzi do przedszkola ŻO jest
niemożliwe. W przedszkolu zjada 3 posiłki i nie mamy nad tym żadnej kontroli.
Jest w Wielkopolsce przedszkole, którego dyrektorka jest optymalna i żywi
dzieci poprawnie. Fajne to przedszkole – dzieci, które do niego uczęszczają
prawie nie chorują. Zostało to zauważone. Nasza optymalna „przedszkolanka” robi
to w tajemnicy przed rodzicami i władzami. Bardzo rozważnie! W przeciwnym
razie, urzędnicy natychmiast wyrzucili by ją z pracy. Niestety takie
przedszkole jest tylko jedno, a taka „jaskółka” wiosny nam, niestety nie
uczyni.
Często ostatnio spotykam się z rodzicami, którzy zaczęli jadać optymalnie i
zabrali dzieci z przedszkola, żeby tam ich nie truli. To zawsze świetna
wiadomość. I to z dwóch przyczyn:
- Dzieci żywione optymalnie są zawsze zdrowsze, mądrzejsze i weselsze od
tych, które tkwią przy korycie;
- Zawsze lepiej kiedy dziecko wychowuje się z rodzicami w domu, a nie w
„kołchoźnianym”, państwowym przedszkolu.
Łatwo jest przestawić naszych milusińskich na ŻO
w domu, ale i tu trzeba być konsekwentnym.
Trzeba wytłumaczyć dziecku, które produkty są
jadalne dla człowieka, a których tykać nie należy.
Z domu muszą zniknąć, raz na zawsze kasze,
makarony, słodycze, owoce, soki, cole i inne g.... Kolegom i koleżankom szybko
znudzi się częstowanie, a w tym czasie wróci rozum i zmieni się smak.
W okresie przebudowy organizmu, dzieci powinny
mieć zawsze dostęp do ciast, ciasteczek i lodów optymalnych.
Radzę przygotowywać w kubeczkach jednorazowych
(myję i używam ich wielokrotnie) lody i desery optymalne, aby dziecię zawsze
miało dostęp do bezpiecznych słodyczy.
Do szkoły może z powodzeniem zabrać kawałek
sernika, lub kruche ciasteczka – optymalne, rzecz jasna. Może to też być
kanapka (chleb optymalny) z masłem, pasztetem, tłustym serem, salcesonem lub
tłustą kiełbasą. To nie trudne, ale powtarzam – trzeba być konsekwentnym i nie
ulegać kaprysom dzieci. Trzeba im tłumaczyć, że: jemy nieco inaczej, bo
jesteśmy innymi ludźmi – lepszymi od innych, ale to nasza tajemnica!
Moja najmłodsza córka Ania (II kl. S.P.), była
przez pierwsze 2 tygodnie ŻO bardzo kapryśna. Nie chciała pić gorzkiej herbaty,
więc musiała pić wodę. Wiem, że w tym okresie bardzo brakowało jej słodyczy,
którymi wcześniej opychała się jak prosię. Wiem z opowiadań starszej córki, że
popiskiwała w kąciku i skarżyła się że: „jestem dzieckiem, a dzieci muszą jeść
słodycze”. Byliśmy z mężem konsekwentni – mogła zjeść nieco chip’sów
ziemniaczanych lub jedną kosteczkę gorzkiej czekolady. Po miesiącu efekt był
niesamowity, zaczęłam słyszeć przy stole takie zdania: mamo! Ona mi cały
tłuszcz wyżera!! Mamo, a te dzieci w szkole to jedzą wafelki i batony, a one
strasznie śmierdzą! W sklepie, przy regałach ze słodyczami pyta: „jak
można sprzedawać takie trujące świństwa”? Do szkoły nie chce nawet pieczywa
optymalnego – woli jajko. Jest najlepszą uczennicą w klasie.
Dla dzieci warto być konsekwentnym, ale trzeba
im urozmaicać posiłki w początkowym okresie ŻO oraz rozpoczynać prawidłowe
jedzenie od potraw, które im smakują. Smak szybko im się zmieni.
Słyszałam opinie (i to lekarza optymalnego!), że
najtrudniej żywić poprawnie dzieci, bo czeka na nie multum pokus. Nieprawda.
Najłatwiej. Tylko przez początkowy, najważniejszy okres trzeba być
konsekwentnym. Naprawdę warto.
Ewa Waszak
Efekty uboczne...?
Znaczna część ludzi zaczynających żywić się optymalnie robi to ponieważ chce
się pozbyć dokuczliwej nadwagi. To prawda - Żywienie Optymalne jest
najlepszą, ku temu metodą. Przy tym rodzaju żywienia ludzie chudną szybko i trwale.
Nie ma mowy o tzw. "efekcie jojo" tzn. o powrocie do dawnej wagi, po
okresie intensywnego jej spadku. "Efekt jojo" przy Żywieniu Optymalnym po
prostu nie występuje. Nigdy.
Żywienie Optymalne ma zresztą wiele innych przewag nad tzw. dietami
odchudzającymi. Przy proponowanym przez nas modelu żywienia człowiek chudnie
choć nigdy nie chodzi głodny. Głodzić się nie wolno, bo to nieprzyjemne i szkodliwe
dla naszego zdrowia. Nikt nie lubi drakońskich głodówek.
Inną niedogodnością zawsze występującą przy stosowaniu diet
"odchudzających" jest zmuszanie ludzi je stosujących do zjadania rzeczy
niesmacznych. Większość z "diet" narzucanych przez pseudo-żywieniowców,
zwłaszcza na łamach czasopism kobiecych nakazuje jadanie produktów, które w innych
okolicznościach, w ogóle nie znalazłyby się na talerzu, bo są
niesmaczne i niezdrowe. Podczas gdy przy Żywieniu Optymalnym można, bez
kłopotu dobrać sobie posiłki tak, aby nam smakowały i to bardzo!
Sporo z "cudownych" metod na schudnięcie, wiąże się z kupowaniem pewnych
preparatów, leków czy ziół. Są to zwykle produkty dość kosztowne, a w ich
skuteczność można wątpić. Na Żywieniu Optymalnym ludzie chudą zupełnie za
darmo. Nie trzeba przy nim kupować żadnych medykamentów, suplementów i innych
preparatów. Nie ma takiej potrzeby. Wiedzę o tym rodzaju Żywienia
można zdobyć zupełnie za darmo, np. na wykładach prowadzonych przez nas w klubie
Sami Swoi. Można, co prawda, jeżeli ma ktoś ochotę sprawić sobie
jedną czy drugą książkę na temat tego rodzaju żywienia, ale i bez tego można
sobie poradzić.
Czyli Żywienia Optymalne jest, bez wątpienia, najlepszym, najłatwiejszym,
najtańszym i najskuteczniejszym sposobem, na uzyskanie wagi należnej. Bez
wątpienia, ale to tylko skutek.... uboczny!
Żywienie Optymalne, które stosuje coraz więcej osób, aby uzyskać i utrzymać
prawidłową wagę ciała w swoich założeniach wcale nie to miało na celu. Ten
rodzaj żywienia człowieka został stworzony jako sposób na usunięcie ciężkich
chorób. Trzeba przyznać, że bardzo skuteczny sposób. Opracowane tego rodzaju
żywienia pozwoliło tysiącom ludzi wyleczyć się z takich dolegliwości jak np.
cukrzyca, choroba Beurgera, miażdżyca, nadciśnienie, wrzody dwunastnicy,
astma, alergie i wiele, wiele innych, których "państwowa" medycyna nie
potrafi, albo nawet nie chce leczyć. Na Żywieniu Optymalnym mijają one
szybko. I w tym celu Żywienie Optymalne zostało stworzone. Jest ono
skuteczną metodą leczenia niemal wszelkich chorób nękających gatunek ludzki.
I to jak łatwą! Nie wymagającą leków, kosztownych badań i zabiegów, ani
kosztownej aparatury. A tak pożądany efekt jakim jest uzyskanie wagi
należnej występuje nijako "przy okazji" - jako efekt uboczny. I bardzo
dobrze! Oby takich "efektów ubocznych" było jak najwięcej!
Mariusz Waszak
Bajki, mity i legendy.
Wielu ludzi chciałoby skorzystać z rozlicznych dobrodziejstw Żywienia
Optymalnego. Chciałoby, ale... boi się. Boi się nie jego negatywnych
skutków, bo takich nie ma, nie złych opinii lekarzy, bo wobec oczywistych
faktów lekarzy, którzy odradzają Żywienia Optymalne już niemal nie ma.
Ludzie boja się... bajki. Bajki, która mówi, że Optymalni jedzą tylko
smalec, masło, słoninę i popijają to wszystko śmietaną. Fakt - takiej
"diety" można się wystraszyć. Na samą myśl o podobnym "menu" robi się
niedobrze. Nawet nam.
Na szczęście to tylko bajka czyli - nieprawda. Bardzo dobrze, że powstała w Poznaniu
restauracja Sami Swoi serwująca wyśmienite dania optymalne. Każdy
zainteresowany może do niej przyjść i przekonać się, że kuchnia optymalna
jest nie tylko najzdrowsza z możliwych ale również bardzo smaczna,
urozmaicona i... tania. Wiemy, że legendy, które narosły wokół klubu Sami
Swoi głoszą, że jest to miejsce szalenie kosztowne i ekskluzywne, ale to
tylko... legendy, bo w Samych Swoich można zjeść smacznie, i... bardzo
tanio. Warto być Optymalnym. Naprawdę warto.
Powierzyliśmy gospodarzowi klubu Sami Swoi - panu Wiesławowi Kowalskiemu
przygotowanie I Komunii św. naszej najmłodszej córki, a także przyjęć
imieninowych. Na obu imprezach pojawiła się część gości nie żywiąca się
optymalnie tylko w tradycyjny "korytkowy" sposób. Przed imprezami nie
ukrywali swojego zaniepokojenia: "czy, aby będzie coś tam dla nas do
jedzenia?", "chyba z takiej imprezy głodni to wyjdziemy" takie, pełne
niepokoju obawy słyszałem wielokrotnie. Wszelkie wątpliwości wyparowały bez
śladu kiedy goście zobaczyli zastawiony stół. A było wszystko: zupy,
przystawki, pieczyste, desery i alkohole. A wszystko pachnące, pyszne i w pełni
Optymalne. Goście wcinali aż im się uszy trzęsły. "Przecież to normalne,
świetne żarcie!", "tak się bałam tego obiadu, a nie było czego - pycha!"
słyszeliśmy zewsząd. Właśnie. Wprawdzie Żywienie Optymalne polega na
jedzeniu dużych ilości tłuszczu zwierzęcego i bardzo małej ilości
węglowodanów ale dania, które jadamy są tak przyrządzone, że zwykle w ogóle
nie widać różnicy między nimi, a przyrządzonymi w tradycyjny sposób.
Niedowiarków zapraszamy do restauracji Sami Swoi na piękny, poznański Stary
Rynek 99/100.
W czasie kiedy piszę te słowa goszczę na zaproszenie ośrodka optymalnego
Arkadii LIDO w Jastrzębiej Górze. Właśnie dziś wieczorem dotarła tutaj
kolejna grupa kuracjuszy składające się z ludzi, którzy z Żywieniem
Optymalnym nie mieli dotąd do czynienia. Z rozbawieniem przyglądałem się
napięciu i niepewności malujących się na ich twarzach w oczekiwaniu na
pierwszy w życiu posiłek optymalny. Co też nam podadzą? Czy to będzie
smaczne? Jadalne? A po chwili, kiedy obsługa podała posiłek... westchnienie
ulgi: jakie to smaczne, ładne, pachnące i takie... normalne.
Na prośbę czytelników przypominamy co powoduje Żywienie Optymalne u ludzi je
stosujących oraz na czym "z grubsza" ono polega.
1. Dość szybko, ustępuje większość chorób, nawet tych uznawanych przez
medycynę tradycyjną za "nieuleczalne" albo "cywilizacyjne" np. miażdżyca,
cukrzyca, choroba Beurgera, stwardnienie rozsiane, wrzody dwunastnicy
(żołądka), alergie i inne. I to często bez pomocy lekarzy i lekarstw.
Żywienie Optymalne usuwa nie tylko objawy chorób, ale ich przyczyny.
2. Jest to najlepsza z "diet" odchudzających, bo dzięki niemu jedząc
smacznie i do syta łatwo uzyskać wagę należną. Samym jedzeniem! Bez żadnych
"cudownych" i kosztownych preparatów.
3. Ludzie są o wiele odporniejsi na wszelkie infekcje. Jeżeli nawet "złapią"
jakiś katar, grypę trwa ona krótko i ma bardzo łagodny przebieg. Nie psują
im się zęby, nie mają opryszczki trądzików.
4. Optymalni mają znacznie więcej energii, wigoru, nie męczą się, są spokojni.
Uczą się i myślą o 40% szybciej niż inni. Dobrze sypiają.
Żywienie Optymalne polega na przestrzeganiu właściwych proporcji między
białkiem, tłuszczem i węglowodanami (B:T:W). Powinny one wynosić odpowiednio 1 :
2,5 - 3,5 : 0,5. I to... wszystko.
Chcecie wiedzieć więcej? Zapraszamy do restauracji - klubu Sami Swoi na wykłady
o Żywieniu Optymalnym.
Ewa i Mariusz Waszak
Ośrodek stacjonarny.
Optymalni wprawdzie nie chorują, ale to nie znaczy, że zwracają się do nas
wyłącznie ludzie zdrowi jak konie. Wręcz przeciwnie. Znaczna część ludzi,
którzy trafiają w nasze ręce zaczyna Żywić się Optymalnie ponieważ dopadły
ich paskudne choróbska, a "oficjalna" medycyna i farmaceutyki okazały się
nieskuteczne, zbyt kosztowne, albo jedno i drugie.
Co wtedy robimy?
Zwykle wystarcza konsultacja z doświadczonym doradcą żywieniowym. Ale nie
zawsze. Czasem potrzebna jest konsultacja z lekarzem Optymalnym. Na ogół
wystarcza jednorazowa. Natomiast przy poważniejszych, przewlekłych
dolegliwościach wskazany jest pobyt, w którymś z Optymalnych ośrodków
stacjonarnych. Tam chory (a i zdrowy) ma tam stałą opiekę lekarza
Optymalnego, porady dietetyków, prądy selektywne i fizykoterapeutów, i w ogóle
wszystko co mu jest do szczęścia potrzebne. Pobyt w takim ośrodku to też
sposób na łatwe i bezkolizyjne wejście w Żywienie Optymalne.
Gdzie szukać takich ośrodków? Jest ich w Polsce już kilkanaście. Są, wśród
nich, dobre i... mniej dobre. Informacje o nich można uzyskać w naszym Centrum.
Ja ze swej strony polecam ośrodek Arkadia - LIDO w Jastrzębiej Górze (ul. Dedrowskiego
8, tel. 0 58 77 44 593). Miła, rodzinna atmosfera, jaka tam
panuje i znakomita opieka jest gwarantem udanego pobytu. Nawet zimą. Wiem,
byłem sprawdziłem na własnej skórze. Tam też, z inicjatywy naszej i właścicieli
Arkadii LIDO, w tym roku, po raz pierwszy w historii będą zorganizowane ferie
dla dzieci i młodzieży Optymalnej. Państwo Kasprzykowie
przygotowali moc atrakcji, m.in. wycieczki na basen ze zjeżdżalnią, wyjazdy
do Tójmiasta, na Hel, do Malborka, dla chętnych jazda konna i wiele, wiele
innych ciekawych zajęć. Moje córki już nie mogą się doczekać wyjazdu, a wiedzą
jak tam jest, bo już były. Ja zresztą też - lubię morze zimą. Spokój,
brak tłumów wczasowiczów pozwala na niespotykany latem wypoczynek i relaks.
W ośrodkach stacjonarnych najważniejsza jest kuchnia. Ta w Lido jest
wyśmienita. Nie gorsza nawet od restauracji Sami Swoi, a ta jest najlepsza
na świecie.
Mariusz Waszak
Spokojnie, to tylko paliwo!
Ludzie, którzy zaczęli żywić się optymalnie (i zdrowi, i ci
nie bardzo) po pewnym czasie poprawnego jedzenia
zaczynają odczuwać dziwny niepokój: a to przez
ogłupiaczem (telewizor) nie mogą wysiedzieć, a to gazety ich odrzucają i w
ogóle zaczyna człowieka "roznosić", aż trudno na tyłku wysiedzieć.
Natomiast za okno wygląda się coraz chętniej i, nie wiedzieć czemu zaczynają
chodzić wokół naszego, starego roweru, który od lat rdzewieje w piwnicy.
Niektórych to niepokoi.
Pragnę, czytelnika uspokoić - to normalne. Człowiek, który zaczął żywić się
normalnie (optymalnie) ma znacznie większą wydajność fizyczną (i nie tylko)
od swoich sąsiadów tkwiących uporem "przy korytku". Pojawia się u niego,
początkowo niepokojący nadmiar sił witalnych, z którymi musi coś począć. To objaw
zupełnie normalny i bardzo korzystny. Aktywność fizyczna jest dla nas
źródłem radości, zdrowia, wypoczynku i czasem - fajnych przygód.
Ale ostrożnie...
Bywa, i to dość często, że Optymalni rwą się do biegania, brykania i siłowania
jak młode koźlęta, a tu nagle - trach! A to
mięsień nadwerężony,
a to ścięgno naderwane, a stawy obolałe. Co się stało?
Cóż, po prostu przeholowaliśmy. Nasze cielsko, od lat przywykłe do gnuśności,
a często, co gorsza - chore, po prostu nie było przygotowane do takiego
nagłego zwiększenia wysiłku. Moi drodzy. Jak każdy z nas wie,
Żywienie Optymalne zaczyna się zawsze od razu, w pełnym zakresie i bez
żadnych okresów przejściowych. Natomiast, aktywność fizyczną, której
potrzebę zaczynamy wkrótce odczuwać - nie! Trzeba ją rozwijać stopniowo.
Jako praktyk informuję, że:
Biegi (jogging) są, podobnie jak witamina C, mocno przeceniane, a ich
nadmiar jest niewskazany. Jeżeli dotąd nie biegaliśmy, nie róbmy tego na siłę
- nie wolno! Proszę rozważyć - może lepszy będzie forsowniejszy marsz.
Zwłaszcza na początku. Uwielbiam piesze wędrówki - gorąco polecam!
Rower. Dla większości z nas: to jest to! Wdzięczny przedmiot - bezpieczne i tanie
źródło frajdy, znakomity przyrząd gimnastyczny i niezły (a w zatłoczonych
miastach - fenomenalny!) środek lokomocji. Trudno nabawić się
na nim jakiejkolwiek kontuzji. Zaś turystyka rowerowa należy do najprzyjemniejszych.
Przy tym - tani. Są co prawda w sprzedaży rowery nawet
za 80 000 zł - widziałem takie!!! Ale zostawmy je idiotom. Nam wystarczą
tanie rowery, nawet takie stare, które dotąd rdzewiały w naszej szopie lub
piwnicy. Po odkurzeniu i nasmarowaniu, na ogół są zupełnie wystarczające. I
można z powodzeniem na nich jeździć (o ile nie leje) przez okrągły rok. Nawet w
śniegu.
Proszę jednak pamiętać o dwóch rzeczach:
1. Jeżeli jeździmy po zmroku, nigdy (ale to nigdy!) nie jedziemy bez dobrych,
sprawnych świateł, a wszelkich "odblasków" na naszym rowerze nigdy nie ma zbyt
wiele. Kosztują grosze, a bywa, że kara za ich brak jest, karą śmierci
(pod kołami samochodu).
2. Siodełko. Teraz są modne, takie szpanerskie - wąziutkie i diablo twarde.
Jeżeli nasz rower takie ma, proszę je odkręcić i wyrzucić do śmietnika.
Siodełko musi być wygodne i zdrowe. Dotyczy to zwłaszcza panów (prostata).
Najlepsze są siodełka nowoczesne ale takie, których kształt przypomina te,
używane przed wielu laty. Warto też (choć niekoniecznie - droga) zamontować
amortyzowaną sztycę - to ta rura, do której jest przymocowane siodełko.
Badminton. Sprawa rewelacyjna! Warto sprawić sobie sprzęt najwyższej klasy,
bo nawet taki, nie jest drogi, a warto! Wymusza ruch całego ciała - pracuje
każdy mięsień, mózg i oko. Wyrabia refleks, koncentrację i zdolność
przewidywania. Nie wymaga specjalnych boisk - można grać byle gdzie. Można
grać na profesjonalnym korcie lub na byle kawałku trawy. Siatka? Może być.
Ale nie musi. Jeżeli nie gramy na betonie lub asfalcie (odradzam), trudno w nim
o kontuzję. Przeciwwskazań - brak. Niestety - wymaga prawie bezwietrznej
pogody.
Siłownia. Cóż. Jest tam mnóstwo wyrafinowanych maszyn skutecznie
wyrabiających dowolny mięsień lub całe ich grupy. Ale! Ale na ogół, na siłowni
nie jesteśmy sami, co dla niektórych jest krępujące, zaś u innych (to gorsze)
wymusza, dla okazania "siły i kondycji", wysiłek ponad miarę. I
z tych przyczyn dobrą gimnastykę, jaką jest siłownia, początkującym
zdecydowanie odradzam.
I jeszcze dwie rady:
1. Kiedy zaczynamy uprawiać dowolną formę sportu, rekreacji lub turystyki
natychmiast zaatakują nas reklamy typu: na rowerze można jeździć tylko w koszulce
firmy "X", a w badmintona można grać, wyłącznie w butach firmy "Y".
Nie dajecie się oszukać. To bzdury! Każdy sport można uprawiać w dowolnych,
starych i wygodnych ciuchach. Nie dajmy sobie zrobić wody z mózgu.
2. Niczego nie róbmy "na siłę". To może być przyczyną licznych urazów lub
niedyspozycji. Zaś mądrze stosowany, dawkowany (i zwiększany) wysiłek
fizyczny jest zawsze dla Optymalnych źródłem sprawności i radości.
Czego czytelnikom życzy
Mariusz Waszak
Aby Żywienie Optymalne, było skuteczne należy, nie tylko przestrzegać
właściwych proporcji między białkiem, tłuszczem i węglowodanami, ale także
zadbać, aby produkty, które trafiają na nasz talerz były wartościowe.
I tak np. białko - najlepsze znajduje się w żółtkach jaj i podrobach zwłaszcza
wieprzowych. Białko jest budulcem naszego organizmu i czymś w rodzaju „magazynu
części zamiennych”, z którego pobiera sobie składniki do drobnych napraw, a u
ludzi młodych także do budowy ciała. Dlatego też dbamy, aby dostarczać sobie
białka, o budowie możliwie najbardziej do budowy białka ludzkiego. Czyli
zwierzęcego - nie roślinnego! Zaś ze zwierząt najlepsze dla nas jest białko
wieprzowe. Nie oznacza to jednak, że jadamy wyłącznie wieprzowinę. Na
Optymalnym stole pojawia się również baranina, wołowina, a i kaczką i gąską nie
gardzimy. Byle tłuste! Kur raczej nie jadamy. Najwyżej, czasem, wiejską,
tłustą, ale tylko na rosół.
Bywalców restauracji Sami Swoi, informuję z przyjemnością, że dodaliśmy do menu
nowe potrawy n.p. ozorki (na ciepło i zimno), gąska pieczone i inne pyszności.
Palce lizać! Zapraszamy serdecznie.
Ale wracając do białka - proszę pamiętać, że nie jadamy go bez ograniczeń, ale
ilość jaka wynika z naszego bilansu BTW obliczonego indywidualnie samodzielnie,
lub przez dietetyka czy lekarza optymalnego.
Tłuszcze - czyli paliwo dla człowieka. Tutaj „hulaj dusza” - nie musimy ich, w
ogóle ograniczać. Jemy tyle, aby nie być głodnym. Ale uwaga. Nie wszystkie
tłuszcze są dla nas równie wartościowe. Najlepsze są, jak zwykle, tłuszcze
zwierzęce, a tych najwięcej znajdziemy w żółtkach jaj, maśle, smalcu, słoninie,
śmietanie, tłustych wędlinach, tłustych serach. Tłuszcze roślinne nie są dla
nas wartościowe. Jadamy ich niewiele, rzadko i nigdy w postaci sztucznie
utwardzonej (margaryny).
Węglowodany. „Cuda” Żywienia Optymalnego wynikają z tego, że jest to dieta
bardzo bogata w tłuszcze, a drastycznie uboga we wszelkie węglowodany. Tym nie
mniej, nieco musimy ich organizmowi dostarczyć. Ale bardzo niewiele. Wystarczy,
góra 0,5 g na każdy kilogram prawidłowej wagi naszego ciała! Najlepsze dla nas
węglowodany znajdziemy w (zawsze gotowanych) niesłodkich warzywach, kiszonej
kapuście, kiszonych ogórkach, ziemniakach
Witaminy i mikroelementy. W produktach, które Optymalni jadają mikroelementów i
witamin - w bród. Nie ma potrzeby dostarczać ich w dodatkowych preparatach.
Proszę jednak pamiętać, żeby zjeść raz na 7 - 10 dni wątróbkę z dowolnego
zwierzaka.
Mariusz Waszak
|